Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.





Zdjęcie

Złów i Wypuść – Nasza wspólna odpowiedzialność

Napisane przez Mateusz Baran , 23 maj 2014 · 2815 Wyświetleń

Przeglądając rodzimą prasę wędkarską ostatnich lat z żalem stwierdzam, że nasz wędkarsko-cywilizacyjny postęp odbywa się wyjątkowo topornie. Kilka już lat temu, wszystkie wędkarskie miesięczniki z dumą prezentowały nowy sumowy rekord Polski, ale jakoś poszczególne redakcje nie zwróciły większej uwagi na fakt, że oto w imię kolejnego wpisu w tabelce, uśmierciliśmy żywy pomnik przyrody. To tak jakby ktoś zrobił z „Bartka” dębowy stół i wszyscy przyklasnęlibyśmy nad pięknem wykonania stolarki. Rozumiem, że była to wyjątkowa ryba, ogromna i ciężko w warunkach polowych dokonać wszelkich pomiarów. Nie zmienia to jednak faktu, że w końcu na świecie łowi się nawet większe sumy, waży się je bezpośrednio nad wodą w specjalnych matach i zwraca przyrodzie bez uszczerbku na ich zdrowiu. Dosłownie kilka tygodni po "naszym" rokerdzie, na hiszpańskiej rzece Ebro ekipa francuska złowiła rybę 112 kilową przy długości 258 cm. Rybka została dokładnie zmierzona i zważona, a co najważniejsze pływa dalej i rozpala wyobraźnię kolejnych łowców. Więc nie przekonuje mnie tłumaczenie łowcy, że nad wodą nikt nie miał odpowiedniej wagi i trzeba było taszczyć poćwiartowane zwłoki zwierzęcia do pobliskiego skupu złomu. Nie chcę w tym miejscu szkalować łowcy, któremu szczerze gratuluję życiowego sukcesu. Brak zrozumienia i nagonka sumowi życia nie przywróci. Wręcz przeciwnie, cieszy i po części zdumiewa fakt, że mimo panoszącego się kłusownictwa, nieprzestrzegania limitów i typowo konsumpcyjnego podejścia do wędkarstwa, w naszych łowiskach wciąż łowione są duże ryby. Pragnę tylko naświetlić ogólne zjawisko, które obserwuje nad polskimi wodami. Bo właśnie w tym miejscu rysuje się wyraźna różnica między rodzimą świadomością ekologiczną i podejściem do wędkarstwa, a najnowszymi trendami na najlepszych światowych łowiskach. Jeśli wieloletni łowca sumów, zarzuca zestaw z wielkim żywcem w zbiorniku, w którym branie ogromnego suma nie należy do rzadkości, to musi być przygotowany na spotkanie ze stu kilową rybą. Tu nie ma przypadku, a mimo to nikt nie myśli o przyszłości swojego przeciwnika. Nie znam dalszych losów rekordowego suma, ale ciężko uwierzyć, że był kulinarnym rarytasem.


Załączona grafika


Z podobnym przeświadczeniem, co miesiąc oglądam parady rekordów, w których we wszystkich kategoriach gatunkowych podziwiamy w większości przypadków zwłoki kolejnych pomników przyrody. Osobniki wyjątkowe, bezcenne z punktu widzenia nośników genów, nieocenione jako reproduktory lokalnych populacji ryb, które nie dość, że przez wiele lat omijały wszystkie czyhające zagrożenia, to jeszcze dorosły do rekordowych rozmiarów. Czy Ci sami łowcy, z równie wielką dumą pochwaliliby się przed światem, że oto zabili największego żubra w Białowieży? Czy uśmiech byłby równie wielki, gdyby okazało się, że był to ostatni tak duży żubr? Bo, jaką mamy pewność, że w naszych ubogich wodach żyje jeszcze wiele 100 kilowych sumów? Dlaczego drwale nie mają parady rekordów i nie prześcigają się w ścinaniu największych dębów w Polsce? Czy naprawdę tylko wędkarze nie widzą tego problemu? Czy dziesiątki uśmierconych metrowych szczupaków, sandaczy, przepięknych pstrągów i wszystkich innych gatunków, nie jest wystarczającym bodźcem do zauważenia skali problemu?

Wydajemy nie małe pieniądze na nasze hobby. Sklepy oferują cały niezbędny sprzęt służący nie tylko złowieniu upragnionej ryby, ale także uwolnieniu jej z należytą starannością. Przez wiele lat, starałem się zachęcić czytelników Wiadomości Wędkarskich, społeczności portali internetowych, kolegów nad wodą, do zastanowienia się nad dalszym losem naszych okazów. Ryb, które dają nam tyle radości i szczęścia. Przedstawiałem sposoby, techniki i narzędzia, które prawidłowo użyte mogą przynieść tę radość kolejnym łowcom. Oczywiście Złów i Wypuść nie rozwiązuje wszystkich problemów, nie zwiększy ilości kontroli, nie odbuduje zniszczonych tarlisk, ale zmienia i kształtuje nasze podejście do eksploatowanych ekosystemów wodnych. Jeśli będziemy postępować zgodnie z kilkoma uniwersalnymi zasadami, z pewnością dołożymy swoją cegiełkę do poprawy sytuacji nad naszymi wodami.

Jest tylko jeden warunek. Musimy chcieć. Muszą chcieć sami wędkarze. Musimy przekonywać się nawzajem, a jeśli zajdzie potrzeba zwracać uwagę innym wędkarzom, nie przestrzegającym regulaminów i przyjętych norm. W wielu krajach zapisów o Złów i Wypuść nie znajdziemy w regulaminach. To jest zwyczaj, ogólno przyjęta praktyka. Tam po prostu nie wypada zachować się inaczej i zabrać cennej ryby z łowiska. Pamiętajmy, że podglądają nas młodzi adepci naszej pasji, więc warto zadbać o dobre wzorce. Muszą chcieć redaktorzy miesięczników wędkarskich, którzy chcąc nie chcąc kształtują naszą wędkarską świadomość. Im szybciej z miesięczników znikną zdjęcia i opisy martwych ryb na tle garażu i stołów kuchennych, tym szybciej zaczniemy jako ogół zwracać na to większą uwagę. Oczywiście regulamin pozwala nam zabić złowioną rybę i nikt tego nie neguje, ale czy od razu należy się tym faktem chwalić? Jak mamy przekonywać społeczność wędkarską do uwalniania złowionych ryb, jeśli uznani profesorowie negują takie podejście określając je mianem nieetycznego? W momencie, w którym człowiek zaczął rabunkowo eksploatować wszystkie ekosystemy i zasoby naturalne, ciężko mówić o jakiejkolwiek etyce. Czy jedynym usprawiedliwieniem wędkarstwa ma być zabicie ryby? Takie podejście doprowadziło do zapaści wielu populacji ryb i degradacji setek łowisk, nie tylko na stosunkowo ograniczonych wodach śródlądowych, ale nawet na wydawałoby się niewyczerpalnych łowiskach morskich. W ślad za tym, nie potrzeba tytułów naukowych aby zrozumieć, co w tej sytuacji jest mniejszym złem. Muszą chcieć właściciele sklepów wędkarskich i zamiast zdobić ściany zdjęciami zapiętych na agrafki kompletów, powinni zachęcać i oferować sprzęt niezbędny do bezpiecznego uwolnienia ryb. W końcu to leży w ich długoterminowym interesie. Bo jeśli sami się przyczyniają do wyrybiania ulubionych łowisk, to z czego będą żyć w niedalekiej przyszłości? Chcemy być społeczeństwem ekologicznym i nowoczesnym, a nie potrafimy zadbać o dobry wizerunek naszego hobby.

Na koniec muszą chcieć gospodarze wód, którzy już dawno powinni zrozumieć, że długotrwały zysk z wędkarstwa przewyższa znacznie krótkotrwały dochód z rybactwa na małych akwenach śródlądowych. Muszą chcieć osoby odpowiedzialne za tworzenie regulaminów, a jeśli sami z siebie nie chcą, to musimy ich przekonać lub wręcz zmusić do tych zmian. Musi chcieć PZW i sternicy naszego związku. Czasy bezczynności i marazmu minęły bezpowrotnie i kto tego nie rozumie, prędzej czy później zostaje zastąpiony. Możliwe, że jedynym rozwiązaniem będzie powstanie sieci autonomicznych łowisk, dzięki którym to my będziemy decydować, który zarządca prowadzi bardziej prowędkarską gospodarkę i tam zostawiać nasze nie małe pieniądze. Wówczas zwykłe prawa wolnego rynku wymuszą pożądane zmiany. Musimy stanowić silną grupę o jasnych celach, bo dopiero wtedy będziemy się liczyć w rozmowach o przyszłości naszych łowisk. Tak długo jak się to nie zmieni, tak długo będziemy zmuszeni akceptować miernotę i bezrybie. Tak długo będziemy korzystać z ofert zagranicznych łowisk, a na ulubionych wodach w kraju, łowić w otoczeniu śmieci, wśród których widok kontrolera będzie równie rzadki co okazu na końcu naszego zestawu. Dlatego głęboko wierzę, że tematyka Złów i Wypuść nie zniknie, a wręcz będzie coraz szerzej komentowana. Po wielu latach wciąż mam nadzieję, że z czasem, wszyscy docenimy tego efekty nad wodą.

Kiedy jako współtwórca rozpoczynałem Akcję Ratuj Szczupaka, nieco naiwnie liczyłem na szybkie radykalne zmiany. Dziś nauczony doświadczeniem wiem, że niezbędna przemiana będzie poprzedzona mozolnym i długotrwałym procesem zmiany nastawienia i mentalnościa polskiego wędkarza. Cieszę się także, że za pośrednictwem i wsparciem właścicieli i redakcji jerkbait.pl ta praca i promocja Złów i Wypuść będzie kontynuowana. Życzę wszystkim czytelnikom, aby każdy po tym krótkim rachunku sumienia, mógł z podniesionym wzrokiem spojrzeć w lustro.

Mateusz Baran




@matek, bardzo sie ciesze, nie tylko dlatego, ze dolaczyles do blogerow ale takze dlatego, ze nad jerkbaitem znowu powiewa duza flaga ze znakiem C&R ... keep it on going  :rockon:

Uważam że bezwzględnie powinno się zakazać brania z łowisk ryb powyżej jakiegoś wymiaru X,okazy powinny być prawnie chronione choćby z powody tego że potencjalnie są dawcami najlepszych genów.

Uważam że bezwzględnie powinno się zakazać brania z łowisk ryb powyżej jakiegoś wymiaru X,okazy powinny być prawnie chronione choćby z powody tego że potencjalnie są dawcami najlepszych genów.

Na niektórych łowiskach są już wprowadzone również górne wymiary ochronne.

Trzeba jeszcze 'tylko' dopilnować łowiska i przestrzegania przez wszystkich regulaminu łowiska i będzie pięknie :)

Powiem wprost - PZW jak balcerowicz - musi odejść. To proste jak drut i zrozumiałe jak pierwiastek z X2. Tylko i wyłącznie wody autonomiczne, nikogo do niczego się nie przekona - szmal. Inaczej androny , mrzonki , bukoliki. Wasze wody to wasza własność, wody pzw  to nie wasza własność - co tu trudnego do pojęcia. Wasza woda - wy rządzicie , woda pzw - kto rządzi? janpiotr

Zdjęcie
Mateusz Baran
25 maj 2014 11:17
Nie abym bronił PZW ale jak się zastanowisz czym jest ten twór, to jeśli jesteś jego członkiem, dlaczego sam nie rządzisz swoimi wodami? Sam koncept nie jest zły, tylko wykonanie pozostawione byle komu przynosi taki efekt. Są przykłady, że można to lepiej zorganizować i jak się okazuje nawet na wodach PZW mogą być ryby.

Nie jestem członkiem pzw już od paru ładnych lat, bo uznałem , że nie mogę  dawać pieniędzy na utrzymywanie tworu, który jest niereformowalny. Nie łapię na wodach "okupacyjnych" - wolę nie łowić niż udawać,że łowię ryby ,których nie ma. Dolna Wisła od Tczewa w dół - tragedia od momentu wejścia pod pzw. Jak jeszcze dzierżawiła ją spółdzielnia Troć - to narzekałem na jej rybaków za kłusownictwo, a dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam "tłuste" lata tego odcinka Wisły.Teraz to pustynia - ale opłaty za rekreacyjne niełowienie nieistniejących ryb są wspaniałą nagrodą dla dzierżawcy. Wystarczy samemu spróbować - nie są potrzebne moje opinie ani opinie stałych bywalców tracących pieniądze i czas na przeczesywanie pustkowia. Krótko - pzw to śmietnik i miejsce żerowania grupki cwaniaczków udających pracę dla dobra szeregowych uczestników tej organizacji, a wyjątki tylko potwierdzają stan faktyczny.

Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
27 maj 2014 08:13

No niby tak , ale każda bez wyjątku forma organizacyjna jest zwykłą wypadkową poziomu uczestników . Dotyczy to zarówno byłych form zorganizowanego wędkarstwa , obecnych i każdej następnej . To proste ..

PZW jest dosłowna kalką z III RP . Też w nim widać silny ciąg na zewnątrz . Ale od tego wewnątrz nie robi się lepiej , ani tez rozumniejszej alternatywy na zewnatrz nie widać . To jest chowanie głowy w piasek wygodnych wykrętów :)

Szanowny Kolego Sławku. Wykrętów w  piasku zwyczajnie nie lubię  z powodu owego piasku. To co robię to konsekwencje oglądu sytuacji, a jaka jest - widać. Długo dyskutowałem w gronie znajomych i na forum ff i podałem prostą receptę na zmianę. Wyjść na zewnątrz bez oglądania się za plecy. Tylko tyle i tylko tyle zrobiłem. Inni nie, no to mają co mają. Ja nie płaczę za pzw. Ono istnieje i "żyje" tylko dzięki transfuzji pieniędzy z do.Brak składek - ni ma pzw. Taki układ karmiciel - pożeracz. Wisi taki u cyca i żal go oderwać? bo co - zdechnie? nieludzkie? nawet psa nie można? Żal nawet wszy? jak w piosence Kaczmarskiego.No to podlewajmy pelargonie czy jakoś tak.Widocznie bolszewizm lejący się ze stalinowskiego tworu jakim jest pzw rozmywa nie tylko jasność widzenia ale i wolę stanowienia o sobie. W pełni się zgadzam - jest kalką III RP, a czego kalką jest owa jak nie prl? No to w domu.

Zdjęcie
MateuszWwa
14 sie 2014 20:42

100 letni dąb rośnie dwa razy dłużej niż szczupak 100cm. Nie rozumiem jak weźmiemy rybę rekordową to co się stanie? Przecież ona już rozmnażała się przez kilkanaście sezonów i te geny już poszły dalej, więc chyba takie tłumaczenie jest słabe. Chyba gorsze jest napełnianie siaty kilogramami okoni czy braniem po kilka szczupaków regularnie, na co tez przyzwala regulamin.  Chwalenie się wypuszczaniem ryb jest tak samo niesmaczne  jak zdjecie w kuchni z rybą.

Zdjęcie
michalwedkarz
10 gru 2014 09:23

Popieram akcję!

Zdjęcie
arthrawn76
05 kwi 2015 12:58

Kilka lat temu, zdegustowany oglądaniem rubryki rekordów na plan i innych - na dlugość, wagę itp, gdzie łowca pokazywał rekordową rybę na tle bramy garażu czy nowych kafelków w kuchni. Zebrałem się i napisałem do redkacji wszystkich czasopism wędkarskich wydawanych wtedy w Polsce. Pisałem na temat wypuszczania złowionych ryb i karania owych garażowych rekordzistów tym, aby ich zdjęcie z wielką rybą po prostu nie było publikowane.

Idea ta jest szeroko akcentowana w prasie, a do dziś nie otrzymałem od redakcji nawet zwykłego dziękuję!

 

|Mój dziadek był rybakiem. Ja mam dziś ponad 40 lat, a gdy ja na stojąco wchodziłem pod szafę to dziadek miał lat 90. Oglądałem zdjęcia z odłowu szczupaków, gdy leżały klody- wielkie szczupaki i bylo ich kilkadziesiąt...wielkich, ogromnych ryb. Trafiały one na "szlachecki" stół. Dziadek prowadził odłowy na jakiś tam ksążęcych wodach. I zawsze powtarzał, że te szczupaki więlkie nie są smaczne. Jak jeść to młode egzemplarze...mija niemażle 150 lat od tego, gdy dziadek pierwszy raz wypłynął łodzią na jezioro i dziś tych wielkich ryb jest mało. Może nie coraz mniej, ale jest mało. Dlaczego jest problem z wypuszczaniem ryb? nie mogę tego pojąć. Łowią w UK i metoda złów, zrób zdjęcie i wypuść jest powszechnie stosowana. I stosują ją nie tylko miejscowi, ale też właśnie my emigranci. I dla wielu z nas to nie jest problem. Oczywiście są też mięsiary, którzy wezmą i metrowego i 25 cm szczupaka...ale robią to i rodzimi wędkarze i przyjezdni.

System kar jednak jest mega odczuwalny. Łowisz ryby bez zezwoleń, nie przestrzegasz limitów- wezmą tobie nawet auto, którym na ryby przyjedziesz. Zarekwirują sprzęt - wędki, przynęty itp zostaniesz w przyszłowiowych gaciach, a do tego dojdzie mandat :)

    • mariusz79 i Wojtek2016 lubią to
Zdjęcie
arthrawn76
05 kwi 2015 12:59

100 letni dąb rośnie dwa razy dłużej niż szczupak 100cm. Nie rozumiem jak weźmiemy rybę rekordową to co się stanie? Przecież ona już rozmnażała się przez kilkanaście sezonów i te geny już poszły dalej, więc chyba takie tłumaczenie jest słabe. Chyba gorsze jest napełnianie siaty kilogramami okoni czy braniem po kilka szczupaków regularnie, na co tez przyzwala regulamin.  Chwalenie się wypuszczaniem ryb jest tak samo niesmaczne  jak zdjecie w kuchni z rybą.

a jak tak to usmaż swoje gumiaki :) w smaku wyjdzie to samo...troszkę soli, pieprzu :)

    • Wojtek2016 lubi to
Mamy obecnie tendencję do podnoszenia wymiaru ochronnego. Co moim zdaniem jest strzałem w stopę. X lat temu, jak wymiar szczupaka wynosił 40 cm, dziadek łowił jednego 45 i szedł do domu. W zbiorniku było tych szczupaków masa, 90% wędkarzy nie polowało na okazy tylko po prostu miarową rybę. Teraz mamy wymiary wyższe więc zabierane są ryby stanowiące nie 60% a 5% populacji danego gatunku. Te cenne genetycznie. Z tych 60% mniejszych bardzo wiele zginie w sposób naturalny zanim osiągnie wymiar. Paradoksalnie wyższe wymiary w pewnych warunkach mogą prowadzić do skarlenia populacji.

smażyć gumaki ... dobre ,,, poprostu jest za mało ryby .nikt nie wytępi zabierania ryb znad wody ,bo jeśli ktoś od dziecka jest tak nauczony ,to nic i nikt tego nie zmieni . poza tym polityka zarybiania ! na naszych zbiornikach zarybienia karpiem 1-2 kg widać od razu po oblężeniu zbiornika (oczywiście do momentu wyłapania 90% wpuszczonej ryby ) .. od 2 lat mam swój staw obdzwoniłem cały okręg ,aby zamówić wspólnie z pzw lub dołożyć sie do węgorza narybku --- niestety przez 2 lata nic nie było zarybiane węgorzem --- w końcu wydałem 8 tys na narybek do swojego stawu (reszta z ogłoszenia poszła w 2 dni bo w polsce jak sie okazało kilkanaście osób też miało takie problemy ) , także problem jest i będzie przynajmniej z dekade jeszcze , a najważniejsze szkolić młodzież ,bo ze starszyzną ciężko będzie ( w tym roku w naszym kole 78 lat złota odznaka zasłużony działacz itd itd  a w siacie 12 karpi niewymiarowych)

 

a co do jedzenia rybek --- uwielbiam ryby !  w każej postaci - mniam , fakt że w stawie od sandacza jesiotra pstrąga to aż ciemno -- hihi

 

i gdyby nie prywatny staw zabierał bym znad wody rybe , pisanie iż raz na jakiś czas chyba też było by bez sensu ,bo jeśli ktoś bierze rybe to napewno z wypadu weżmie 1 czy 2 sztuki

 

czyli nadzieja w młodzieży - z bratem i dziećmi jak jesteśmy nad wodą synowie 12 i 14 lat dostają dobry przykład , doszło już do tego że jak chcemy rybe na obiad to nie pójdą na staw łapać i za bardzo jeść nie chcą -- na stawie to nie łapanie , jakby w sklepie z pólek wyciągali rybe - mówią ------ hihi

 

pozdrowionka

    • P62 lubi to

Koledzy nic nie pomoże jeżeli tzw. władze PZW nie zmienią się. To co wyprawia ta organizacja o strukturze mafijnej to w głowie się nie mieści.

Choćbyśmy nie wiem jak protestowali nic nie pomoże dopóki ci ludzie nie odejdą. Inna sprawa to świadomość, i o ile wędkarze z miast powoli zaczynają cokolwiek rozumieć to ci z wiosek chyba już nie mają szansy. Według zasady " to co złowiłem to moje i koniec". Chociaż nad jeziorem na

poj. Drawskim gdzie łowię gospodarz zaskoczył mnie bo tępi jak może kłusowników i tych co niewymiary zabierają a sam przy mnie piękne sztuki wypuszczał.

Ja nie ukrywam czasem jakąś tam rybkę zabiorę ale większość wypuszczam bo na co mi ileś tam szczupaków.

I jak kolega Inter pisał cała nadzieja w młodych aby dobre wzorce mieli.

Panowie, pzw jest takim samym pogrobowcem komunizmu jak wiele innych związków które okupują w naszym kraju wszelkie nisze z których można wycisnąć jakąś pasożytniczą kasę. Tego tworu nie da się zmienić na dobre, a wszelkie ewentualne działania mają skuteczność porównywalną z pudrowaniem trupa.

Zastanawialiście się kiedyś po co mamy tyle różnych okręgów? Czy taka liczba sprawia że ochrona wód i zarybianie są skuteczniejsze? Czy przypadkiem nie musimy płacić bandzie darmozjadów za nicnierobienie? Czemu w Finlandii mogę uiścić jedną  opłatę na wszystkie nielicencjonowane wody, a w Polsce żeby sobie połowić na wszelkich wodach płynących po terenie jednego okręgu musiałbym dokupić jeszcze ze dwa sąsiednie, bo zawsze jest jakaś rzeka która niestety "należy" gdzie indziej..a każda z tych okręgowych opłat wysokością sięga więcej niż połowa opłaty za całą Finlandię..

Wypełniacie ładnie rejestry połowów? A czy mają one jakiekolwiek przełożenie na to czym, gdzie i kiedy się zarybia? Bo widzicie wszak związek dzięki nim może uzyskać wiedzę co z wody zostało wyjęte (mniej więcej) i w sumie tyle i tam powinno zostać  wpuszczone, ale chyba jakoś ta prosta zasada nie działa..

Mamy ryb coraz mniej, bo źli wędkarze je zabierają, ok, ale składka ma iść na to aby tą wodę zarybić, a nie na drugą sekretarkę prezesa, raucik, oraz zawody dla zasłużonych działaczy..Odpowiedzią na brak ryb nie powinno być podnoszenie wymiarów , ograniczanie limitów czy wydłużenia okresów ochronnych tylko zarybienia. Za brak działań związku trzeba zlikwidować związek, bo sobie nie radzi z zagospodarowaniem wód które dzierżawi, ta formuła po prostu nie działa.

 

Za niedługo dojdziemy do sytuacji gdy nie będzie już można wziąć żadnej ryby, ale za to będziemy płacić jeszcze większe składki, bo wszak działalność związku trzeba finansować, a że składka w całości pójdzie na wypłaty, rauciki i dupiate sekretarki to tym prościej, nikt się nie będzie musiał kłopotać z jakimś gospodarowaniem co przecież i tak nigdy dobrze nie wychodziło...

Nie pieką was troszkę tyłki? wydaje mi się że lekko nas piec powinny, bo jesteśmy w nie nieustannie rżnięci przez związek i bandę kolesiów która się na naszej pasji uwłaszczyła..

Myślę że niewłaściwe gospodarowanie wodami ma większy wpływ na rybostan niż to że pan Kaziu z panem Frankiem weźmie do domu czasem szczupaka czy suma, choćby i takiego większego.

 

Podejrzewam że prezesi okręgów na pewno są wielkimi fanami C&R, i na pewno już wiedzą która pani Kasia zostanie sekretarką roku 2017 z kasy zaoszczędzonej na zarybieniach..

Wrzesień 2018

P W Ś C P S N
     12
3456789
10111213141516
17181920 21 2223
24252627282930