Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.





Zdjęcie

Sierpień miesiąc cierpień ? a może wędkarstwo to cierpienie ?

Napisane przez Guzu , 23 sierpień 2018 · 563 Wyświetleń

#pstrągi #refleksje

Dawno nie pisałem. Nie było ryb, nie było weny.

 

Lata lecą, pułapka, którą sam na siebie zastawiłem, aczkolwiek nie do końca świadomie, wygląda już nie tylko na skuteczną. Ale również zatrzaśnięta za mną. A ja w środku. Sam, najczęściej.
Moje bezkompromisowe podejście do wędkarstwa, w połączeniu z wymogami życia, sprawia, że wędkuję niewiele. Statystki godzinowo / dzienne nie są gorsze niż w poprzednich latach. Ale mam przemożne odczucie, że możliwości do tego by więcej wędkować nie szukam. Dziwny to stan świadomości. Większość okazji do "spędzenia czasu nad wodą z wędką w ręku" odrzucam. Za zaproszenia dziękuję. A lata lecą.
Kiedyś dorabiałem do tego kwestię rybostanu czy sensowności. Teraz sam przed sobą szczerze metkuje to jako wygoda, lenistwo i zadufanie. Po prostu mi się nie chce. Odnajduję radości w innym spędzaniu czasu. A jak wędkuję, to po mojemu.

 

Na szczęście, albo może po prostu wciąż, mam w sobie coś, co pcha mnie w miejsca i okoliczności, które z przyjemnością "spędzenia czasu nad wodą z wędką w ręku" niewiele wspólnego mają.
Masochizm ? Potrzeba dołożenia sobie, aby odreagować ? Nie wiem. Ale wiem, że na przestrzeni lat nabrałem, a w ostatnich latach jakoś to bardziej sobie świadomie uporządkowałem, przekonania, że kluczową dla mojego wędkowania jest absolutnie subiektywna percepcja, polegająca na poczuciu robienia czegoś sensownego.
Nie ma na to wzoru, czy też jasnego wyjaśnienia. Bo ona jest subiektywna. Jednakże na przestrzeni lat nabiera wagi, coraz bardziej decyduje o tym gdzie / kiedy / jak wędkuję. Lub nie wędkuję. Taki stan rzeczy sprawia, że coraz bardziej to wszystko jest zamknięte, niewyjaśnione i jakby w ogóle nie do wytłumaczenia dla laików czy osób próbujących to zrozumieć.

 

Ale się rozpisałem... UFF :)

 

Niemniej jednak tak jest. Czy to na początku marca na sumach, gdy woda ma 10 stopni, czy w trollingu za szczupakiem i brzaną przy niemal 40 stopniach w cieniu...czy przy spacerach za pstrągiem przy 35 stopniach.

 

To pierwsze łapanie się już odbyło wczesną wiosną.
To drugie odbędzie się w przyszłym tygodniu.
To trzecie właśnie kończę.

 

Sytuacja beznadziejna. Drugi miesiąc upałów. Woda niska. Ryby w formie przetrwalnikowej. Ludzie na plażach. A ja w spodniobutach, z plecakiem, statywem i portfelem samodzielnie wykonanych przynęt w poszukiwaniu aktywnych mieszkańców rzek. Specyfika mojego łowienia pstrągów przyjęła formę mocno ograniczoną. Wydaję mi się, że mogę złowić rybę aktywną. Lub choćby połowicznie aktywną. Ryb jednak nie wydłubię. Muszę ją jakoś sprowokować. O ile się da.
I jeszcze 2 lata temu uważałem, że udowadnianie sobie, że się da, gdy jest upał i żar to trochę bez sensu. Ale teraz ten proces nabrał sensu - vide akapit pierwszy. A zatem łażę. Próbuję. I przede wszystkim się pocę.

 

I dziś trafiłem 6tkę w wędkarskiego totka...

 

Skalne półki po obu stronach, w środku rynna z leniwie płynącą wodą, jak wykuta . Cały dzień nic się nie dzieje. Kilka kilometrów spacerku już za mną.
Ryby nawet nie odprowadzają. Podanie muchy na rant półki. Pewne rzeczy są jakby nieopisywalne. Ale ten kąt podania pod prąd wabika ma kapitalne znaczenie. Tak samo jak ruch szczytówką w momencie jej dotknięcia wody. Nie wiem jaki % podań przynęty wykonuje optymalnie. Ale wiem, nawet jak nie będzie ryby, które były optymalne. Mucha dotyka wody. Kabłąk ręką. Linka napięta, nie zabiera przynęty. Obrót korbką. Woda się otwiera. Pod drugim brzegiem. Jest dobre 30 metrów ode mnie, ale to nie są sytuacje pozostawiające wątpliwości co się dzieje. Ryba trafia. Ja zacinam. Ryba w rynnie. Spokojnie . Spokojnie. Podchodzę do rantu mojej półki. Ryba do góry. Ryba na półce. Kilka chlapnięć. Za drugim jest w podbieraku. Hak wbity pomiędzy otwory nosowe. Hak bez zadziora. Wszedł głęboko.

 

Ilość czynników i ich kompilacja, która umożliwia wykonanie sobie takiego zdjęcia w upał w krzakach jest tak złożona, że
jest "niewyjaśniona i jakby w ogóle nie do wytłumaczenia dla laików czy osób próbujących to zrozumieć.".

 

Dołączona grafika

 

I to chyba podsumowuje kwestie podniesione w pierwszym akapicie tego wpisu ?

 

Tygodniowy trolling zaczyna się w najbliższą niedzielę i mam głębokie poczucie o sensowności tego pływania...

 

Serdecznie pozdrawiam

 

Daniel

 

p.s. pytania w tytule potraktujmy jako retoryczne lekutko nawiązując do tego, jakże wspaniałego, motywu muzycznego :

 






Zdjęcie
AdasCzeski
23 sie 2018 20:06

Daniel, 

 

piękny pstrąg. :)

 

Twoje podejście do wędkowania jawi się jako spójne... może tego nie zauważyłeś pisząc, ale wedle mnie zadajesz w pierwszych trzech akapitach pytanie, na które odpowiadasz w trzech ostatnich. 

 

PS. 

 

Pstrąg zdaje się podzielać emocje z Twojej twarzy. Ty to On, On to Ty... :)

    • Guzu lubi to

Daniel,

piękny pstrąg. :)

Twoje podejście do wędkowania jawi się jako spójne... może tego nie zauważyłeś pisząc, ale wedle mnie zadajesz w pierwszych trzech akapitach pytanie, na które odpowiadasz w trzech ostatnich.

PS.

Pstrąg zdaje się podzielać emocje z Twojej twarzy. Ty to On, On to Ty... :)


Nie wiem czy upodobanianie się do potoków w kropki to właściwy kierunek ewolucji :)

:)
    • AdasCzeski lubi to
Zdjęcie
AdasCzeski
23 sie 2018 21:32

Wiesz... ja już wolę mentalnie upodobnić się do pstrąga albo bolenia, niż ewoluować w kierunku xxxxullll i zapragnąć łowić rozwielitki na mgłę. :)

    • Guzu, Pavko i Kupisz lubią to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
24 sie 2018 05:28

Ooo.. Fishing bywa czynnością czystą, naturalną i autentyczną. Tak jak czytanie albo słuchanie muzyki. Nic na siłę, ani na pokaz.. ani dla byle jakiej korzyści .. :)

    • Guzu i Negra lubią to

Ooo.. Fishing bywa czynnością czystą, naturalną i autentyczną. Tak jak czytanie albo słuchanie muzyki. Nic na siłę, ani na pokaz.. ani dla byle jakiej korzyści .. :)


Dobre porównanie Sławku. Z tym słuchaniem muzyki :) trafne :)

... Bo ileś dziesiąt książek jako lektury obowiązkowe w młodości przyswoiłem :)
;)

Mam podobnie, ale to jest chyba kwestia jakiegoś wyłowienia, znajomości wody i czego w danym dniu możesz się po niej spodziewać. Łowię jak lubię, bez konieczności złowienia czegokolwiek, nawet jak wiem że łowiąc inaczej, w innych porach mógłbym złowić więcej, ale nie chcę. Jak przychodzą dobre warunki sprzyjające mojemu łowieniu, lekko się ożywiam. Jakoś zauważam że coraz mniej emocji w tym moim łowieniu, a jakoś więcej wyrachowania. Jedno się nie zmienia, sam moment brania, choć i tu już serducho nie bije w przyspieszonym rytmie. Zaczyna jak siędzie coś dużego, ale to po chwili.

Jedynie podróżowanie z wędką i odkrywanie nowego budzi we mnie emocje. Gdybym miał świadomość, że do końca życia mam łowić tak samo, w tych samych miejscach,  chyba bym to rzucił, ale póki co jeszcze mi to nie grozi. Są nowe pomysły, jest po co żyć...

Zdjęcie
robert.bednarczyk
26 sie 2018 18:08
Danielu - on tam czekał na Ciebie. Gratulacje, piękny. Jak rozumiem - Spain ?
Dopiero rozmowa z Tobą, przy okazji osobistego poznania pozwoliła mi zrozumieć jakim cudem tam pływają takie pstrągi. Podoba mi się Twoje podejście do wędkarstwa, mam podobnie, muszę mieć ten odpowiedni stan ducha, w przeciwnym wypadku to bez sensu. Choć przyznać muszę, że ostatnio ów stan ducha mi sprzyja ....., casting owładnął mnie niemal bez reszty, ale muszce także pozostaję wierny.
Serdecznksci.

Robert.
    • Guzu lubi to
Zdjęcie
robert.bednarczyk
26 sie 2018 18:12
A muzyka z mojej top listy wszechczasów.
    • Guzu lubi to
Zdjęcie
Krzysiek P
27 sie 2018 11:36

1:22 czy ta Pani nie rozpoznała naszego Kolegi  Sławka /;-) ? No i kapelusz by się zgadzał..
Daniel Ty to masz ucho i oko /;-) 

    • Guzu lubi to
A ja się zastanawiam Daniel, czy Ty jeszcze umiesz traktować wędkarstwo spontanicznie, jako odpoczynek, zwykły wypad nad wodę, odskocznie od codziennych spraw? Jestem laikiem i nie zrozumiałem zapewne tego wpisu ale wywnioskowałem z niego, ze Twój każdy wyjazd na ryby musi mieć sens, musi mieć ścisłe zaplanowany scenariusz, wg którego postępujesz. Każdy godzina, minuta, sekunda musi być zaplanowana, każdy ruch, podanie przynęty musi przebiegać wg ustalonego odgórnie wzoru i schematu. Czy takie wędkarstwo cieszy? Czy takie właśnie podejście ma sens? Czy w dzisiejszym świecie pracy planowanie, analizowanie musi uwidaczniac się również w wędkarstwie? Czy zwykły wypad na ryby, aby moc być nad woda, zrobić sobie odskocznie od trudów dnia codziennego, trzeba komplikować schematami, planowaniem, realizacja planu? Czy samo spędzanie czasu nad woda ma jeszcze w tym momencie sens? Lowisz i zawsze lowiles piękne ryby. Jak widać Twoje podejście przekłada się na wyniki, o których ja mogę tylko pomarzyć. Nie mniej czytając Twoje wpisy zastanawiam się czy chciałbym tak łowić. Czy chciałbym jechać nad wodę po całym tygodniu ciężkiej pracy, aby na miejscu realizować założony ścisle wcześniej plan krok po kroku, zastanawiać się nad każdym ruchem, rzutem, czy na pewno nastąpił odpowiedni kąt podania przynęty itp. Chyba wole nie łowić już tych ryb, a cieszyć się każdym złowionym małym pstrazkiem, podglądac żaby i dzięcioły, pozrywać trochę dzikich jeżyn i delektować się pobytem nad woda. A jak się trafi większa ryba to cieszyć się, ze mi sie udało, a nie analizować dlaczego doszło do brania i jakie parametry na to wpłynęły. Ostatnio z moim 6-letnim synem lowilismy na 4m baciki plotki i leszczyki po 15-20cm. Młody miał frajdę, ja się super bawiłem, nie myśląc i nie analizując co mogę jeszcze zrobić, aby lepiej brały. Czy to było wędkarstwo, które ma sens? Wg mnie tak. Pozdrawiam serdecznie i nie zrozum mnie zle. Zreszta znasz mnie, nigdy nie mam na celu kogoś obrazić czy wyśmiać. Opisuje jedynie moje odczucia po przeczytaniu tego i innych Twoich wpisów na blogu, który śledzę.
    • Guzu lubi to

A ja się zastanawiam Daniel, czy Ty jeszcze umiesz traktować wędkarstwo spontanicznie, jako odpoczynek, zwykły wypad nad wodę, odskocznie od codziennych spraw? Jestem laikiem i nie zrozumiałem zapewne tego wpisu ale wywnioskowałem z niego, ze Twój każdy wyjazd na ryby musi mieć sens, musi mieć ścisłe zaplanowany scenariusz, wg którego postępujesz. Każdy godzina, minuta, sekunda musi być zaplanowana, każdy ruch, podanie przynęty musi przebiegać wg ustalonego odgórnie wzoru i schematu. Czy takie wędkarstwo cieszy? Czy takie właśnie podejście ma sens? Czy w dzisiejszym świecie pracy planowanie, analizowanie musi uwidaczniac się również w wędkarstwie? Czy zwykły wypad na ryby, aby moc być nad woda, zrobić sobie odskocznie od trudów dnia codziennego, trzeba komplikować schematami, planowaniem, realizacja planu? Czy samo spędzanie czasu nad woda ma jeszcze w tym momencie sens?
Lowisz i zawsze lowiles piękne ryby. Jak widać Twoje podejście przekłada się na wyniki, o których ja mogę tylko pomarzyć. Nie mniej czytając Twoje wpisy zastanawiam się czy chciałbym tak łowić. Czy chciałbym jechać nad wodę po całym tygodniu ciężkiej pracy, aby na miejscu realizować założony ścisle wcześniej plan krok po kroku, zastanawiać się nad każdym ruchem, rzutem, czy na pewno nastąpił odpowiedni kąt podania przynęty itp. Chyba wole nie łowić już tych ryb, a cieszyć się każdym złowionym małym pstrazkiem, podglądac żaby i dzięcioły, pozrywać trochę dzikich jeżyn i delektować się pobytem nad woda. A jak się trafi większa ryba to cieszyć się, ze mi sie udało, a nie analizować dlaczego doszło do brania i jakie parametry na to wpłynęły.

Ostatnio z moim 6-letnim synem lowilismy na 4m baciki plotki i leszczyki po 15-20cm. Młody miał frajdę, ja się super bawiłem, nie myśląc i nie analizując co mogę jeszcze zrobić, aby lepiej brały. Czy to było wędkarstwo, które ma sens? Wg mnie tak.

Pozdrawiam serdecznie i nie zrozum mnie zle. Zreszta znasz mnie, nigdy nie mam na celu kogoś obrazić czy wyśmiać. Opisuje jedynie moje odczucia po przeczytaniu tego i innych Twoich wpisów na blogu, który śledzę.


Kuba,

Nie łowię aż tak technicznie. Musiałbyś zobaczyć jak łowią zawodnicy klasy krajowej - kadra. Tam jest analiza milimetrowa, tam jest technika i szukanie zaawansowanej doskonałości.
Ja łowię po mojemu, jak po prostu chce spędzić czas na łonie przyrody...to go spędzam.
Nie w spodniobutach, z wodoodpornym plecakiem, statywem itd.
Dlatego łowię jak lubię. A jak nie łowię, to coraz mniej szukam ku temu wymówek :)
Nie szukam relaksu z wędka. Szukam przygody z wędka. Nie musi być okazowa ryba. Ale zdobycz wypracowana. Złowiona na tyle świadomie, na Ile to mozliwe jest. Z tego czerpie satysfakcje i radość. Dlatego tak ciągle nie mam dość pstrągów. Bo jak zlowie takiego, jak na zdjęciu, to radość mnie rozpiera. To jest dla mnie moment, którego szukam. Wypracowanego i świadomego sukcesu :)
Wielokrotnie podkreślam, że moje podejście do wędkowania, moje wybory sprzętowe są bardzo subiektywne.
Nie mam porównania, nie ścigam się. Wyznaczam sobie cele. W dłuższej perspektywie próbuje realizować wędkarskie marzenia...
Dobrze mi z moim wędkarstwem. Może to nieco zadufane. Ale czuję się szczęśliwym wędkarzem :)
Pozdrawiam

Danielu - on tam czekał na Ciebie. Gratulacje, piękny. Jak rozumiem - Spain ?
Dopiero rozmowa z Tobą, przy okazji osobistego poznania pozwoliła mi zrozumieć jakim cudem tam pływają takie pstrągi. Podoba mi się Twoje podejście do wędkarstwa, mam podobnie, muszę mieć ten odpowiedni stan ducha, w przeciwnym wypadku to bez sensu. Choć przyznać muszę, że ostatnio ów stan ducha mi sprzyja ....., casting owładnął mnie niemal bez reszty, ale muszce także pozostaję wierny.
Serdecznksci.

Robert.

 

Tak, hiszpanski on :)

Dzieki za mile slowo. 

 

Pozdrawiam serdecznie

Wrzesień 2018

P W Ś C P S N
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
24 25 2627282930

Ostatnie komentarze