Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.





Zdjęcie

Hierarchia

Napisane przez Guzu , 14 listopad 2018 · 535 Wyświetleń

#refleksje

Poprzedni mój wpis – podsumowujący pokrótce moje aktywności wędkarskie w mijającym, 2018, roku, wywołał kilka interesujących komentarzy, zamieszczonych pod nim w ramach takiej bardziej rozmowy niźli dyskusji.
W nawiązaniu do myśli wyrażonych tamże, podjąłem pewnego rodzaju wysiłek intelektualny i chciałbym wrócić do przedstawionych tam tez.
Koncepcja jakoby wędkarstwo samo w sobie, bez względu na ryby i ich udział w tej aktywności, było celem samo w sobie, jawić się może jako coś dojrzałego, przemyślanego i nawet rozsądnego.
Nie jest moim celem dyskredytowanie takiego podejścia, ani tym bardziej krytyka osób takie podejście deklarujących. Pozwolę natomiast sobie na kilka słów komentarza takiego podejścia. Otóż moment, w którym ryba (zdobycz) przestaje być tym celem nadrzędnym, implikuje kilka nieuchronnych wniosków. I to jest właśnie „owoc” owego „wysiłku intelektualnego”.
Skoro nie jest celem złowienie ryby…

 

Można zatem jeździć na ryby, spędzać czas nad wodą w miejscach, sytuacjach gdzie tychże ryb nie ma. Lub szansa na nawiązanie interakcji z rybami jest minimalna. Skoro nie dążymy do interakcji i nie jest to naszym celem, to po co dobierać odwiedzane miejsca pod kątem możliwości spotkania z ryba? Kryterium może być np. odległość do pokonania na łowisko, widoki, atmosfera, ptactwo, możliwość spotkania / niespotkania tego czy owego nad wodą. Atrakcyjności żadnego z powyższych nie neguję, dla mnie okoliczności owe znaczenie mają niebagatelne, ale nadrzędnym jest szansa na spotkanie z RYBĄ.

 

Można również aktywność nad wodą realizować celem maksymalizacji doznań związanych z posiadanym sprzętem – zabawkami. Bez względu na wynikające z tejże aktywności szansy spotkania z rybą. Dla wielu Kolegów jestem sprzętomaniakiem i lubię nowinki techniczne. Upatruję bowiem w sprzęcie szansy na złowienie ryby. Na zwiększenie tejże szansy. Jeśli łowi mi się czymś dobrze, to dłużej łowię skuteczniej. Jeśli wędkuję mi się bardziej komfortowo, to wolniej się męczę, dłużej pozostaję skoncentrowany, gdy sprzęt mnie nie irytuje i pozwala w pełni skupić się na tym …by złowić RYBĘ.
Można łowić dowolnie, próbować, jak to nazwałem w komentarzu pod poprzednim wpisem. Brak celu nadrzędnego – spotkania ze zdobyczą daje pełną dowolność tego gdzie / kiedy i jak wędkujemy. Koncentrujemy się bowiem na samym wędkowaniu. Nie na wędkowaniu celem złowienia.
Można łowić o dowolnie wybranej porze roku, porze dnia, w warunkach komfortu termicznego, meteorologicznego czy też towarzyskiego lub tego komfortu braku. Brak celu nadrzędnego – dążenia do spotkania zdobyczy pozwala dowolnie określić hierarchię czynników, którymi się kierujemy przy wyborze gdzie i kiedy.
Cały powyższy wywód z jednej strony jest formą autorefleksji, z drugiej strony próbą zrozumienia, o co w tym wszystkim może chodzić ? Jeśli nie finalnie o rybę ?
Dla mnie okoliczności, warunki, sprzęt, towarzystwo są ważne i mało u mnie gotowości kompromisu w kwestii tego gdzie / jak / kiedy i z kim spędzam czas z wędką. Za bardzo ów czas cenię, by na bylejakość w imię kompromisów sobie pozwolić. Nie tracę jednak ostatecznego celu, absolutnego weryfikatora, jakim dla mnie jest spotkanie z rybą, na którą się w danej sytuacji nastawiam.
Kieruję się w moim wędkarstwie logiką, racjonalnością. Zapewne są podejścia inne. Dla mnie jednak wyciąganie wniosków, analiza sukcesów, porażek stanowią integralną część mojego „fishingu”. Prowadzi mnie to do takich czy innych wyborów… a finalnie do takich czy innych zdobyczy.
Hierarchia bowiem jest w moim wędkarstwie czymś nienegocjowalnym i niezastępowalnym. Łowię tak jak lubię, tam gdzie lubię … po to by złowić. Jak nie złowię to analizuję dlaczego nie złowiłem, tak by następnym razem spróbować złowić. By zwiększyć swoje szanse na sukces, który mierzę autorską, subiektywną, miarą łowionych przeze mnie ryb.
Wiele razy pisałem, czy w blogu, czy na forum, ścigam się wyłącznie sam ze sobą. Z nikim nie rywalizuję, nie porównuję się i Koledzy, z którymi spędzam czas nad wodą myślę, że tak właśnie to moje podejście odczuwają.
Finalnie, sam sobie określam wędkarskie cele i sam się przed sobą z nich rozliczam. Rozwój metod, poznawanie nowych łowisk, nauka techniki wędkarskiej czy samodzielnego wykonywania przynęt, wszystko to ma mnie prowadzić do osiągnięcia moich własnych, wędkarskich celów. Owe cele mają płetwy.

 

Dołączona grafika

 

Pozdrawiam

 

Guzu

 

p.s. I tak muzycznie, ku refleksji :

 






Nic dodac,nic ująć.
Odnosze czasem nieodparte wrażenie że te "wyższe doznania",najczęściej w naszym krajowym wydaniu są takim otarciem łez po kolejnym spłynięciu na zero lub prawie zero.Oczywiście,fantastycznie jest pięknie połowić we wspaniałych okolicznościach przyrody,w głuszy,posród spiewu ptactwa i porykiwania jeleni,bez cywilizacji na głowie.Okoliczności doskonałe.
Może jestem mało romantyczny ale wybiorę zamiast takich,pięknych i bezrybnych brzydsze i płaskie ale dające szanse realne na spotkanie z dobrą ryba lub rybami.Cała otoczka tego naszego hobby jest jak najbardziej fajna(dotyczy to i warunków w jakich łowimy i ludzi z którymi to robimy)ale posune się do stwierdzenia że jeśli na końcu nie ma ryb to sens całego procesu mi umyka.
    • Guzu lubi to

Nic dodac,nic ująć.
Odnosze czasem nieodparte wrażenie że te "wyższe doznania",najczęściej w naszym krajowym wydaniu są takim otarciem łez po kolejnym spłynięciu na zero lub prawie zero.Oczywiście,fantastycznie jest pięknie połowić we wspaniałych okolicznościach przyrody,w głuszy,posród spiewu ptactwa i porykiwania jeleni,bez cywilizacji na głowie.Okoliczności doskonałe.
Może jestem mało romantyczny ale wybiorę zamiast takich,pięknych i bezrybnych brzydsze i płaskie ale dające szanse realne na spotkanie z dobrą ryba lub rybami.Cała otoczka tego naszego hobby jest jak najbardziej fajna(dotyczy to i warunków w jakich łowimy i ludzi z którymi to robimy)ale posune się do stwierdzenia że jeśli na końcu nie ma ryb to sens całego procesu mi umyka.

 

Bardzo celnie ujete ! :)

 

    • drag lubi to

"Z nikim nie rywalizuję, nie porównuję się i Koledzy, z którymi spędzam czas nad wodą myślę, że tak właśnie to moje podejście odczuwają."
No, powiedzmy... :D
 
Moje wędkarstwo zaczęło się jako pretekst, bo nie lubię spacerować bez celu. Z czasem weszło mi w krew i zacząłem się łapać na tym, że przywiązuję do niego zbyt dużą wagę, że pewne rzeczy mi przez to umykają i dziś bywa, że wędka mi w drodze zawadza. Ale dzieje się tak dlatego, że kiedy już łowię ryby - to staram się na tym skoncentrować w 100 procentach.
 
Jednak nierzadko chyba się zdarza, że działa mechanizm przeciwny - komuś zależało od zawsze w pierwszym rzędzie na rybach, a powiew letniej bryzy nad wodą to często jedyne, co mu przypada w udziale. Czyli rozczarowanie, a postawa "ryby nie są najważniejsze" to po prostu mechanizm obronny przed niewiarygodnym tempem, w jakim degraduje się otaczający nas świat.

    • Guzu lubi to

"Z nikim nie rywalizuję, nie porównuję się i Koledzy, z którymi spędzam czas nad wodą myślę, że tak właśnie to moje podejście odczuwają."
No, powiedzmy... :D
 
Moje wędkarstwo zaczęło się jako pretekst, bo nie lubię spacerować bez celu. Z czasem weszło mi w krew i zacząłem się łapać na tym, że przywiązuję do niego zbyt dużą wagę, że pewne rzeczy mi przez to umykają i dziś bywa, że wędka mi w drodze zawadza. Ale dzieje się tak dlatego, że kiedy już łowię ryby - to staram się na tym skoncentrować w 100 procentach.
 
Jednak nierzadko chyba się zdarza, że działa mechanizm przeciwny - komuś zależało od zawsze w pierwszym rzędzie na rybach, a powiew letniej bryzy nad wodą to często jedyne, co mu przypada w udziale. Czyli rozczarowanie, a postawa "ryby nie są najważniejsze" to po prostu mechanizm obronny przed niewiarygodnym tempem, w jakim degraduje się otaczający nas świat.

 

No powiedzmy, ze pewnie moglbym wogole nie lowic, gdy jestesmy na rybach razem :D

Pewnie wtedy byloby bez tego "no powiedzmy" ;)

 

To chyba na tym polega dla mnie, ze sposob spedzania czasu z wedka, to dla mnie proby lowienia ryb ? A spedzanie czasu bez wedki otwiera szeroki wachlarz mozliwosci obcowania z natura/ przyroda / widokami.

Ale w tym wedka w reku i reszta ekwipunku po prostu przeszkadza.
Hierarchia porzadkuje wiele w glowie, ale tez jasno determinuje pewne modele zachowan i decyzji.

 

Lapanie ryb "przy okazji", albo przez godzinke, po wyjeciu travelka z bagaznika i chodzeniu nad rzeka w adidaskach to nie moj model i nie moj swiat :)

    • drag i jurkan lubią to

Podpisuję się obiema rękami. A uwagi mam dwie:

- tym piękniejsze mi się wydają okoliczności przyrody (z całodziennym zacinającym deszczem i wiatrem włącznie), im lepiej ryby biorą,

- tym lepsze mam na ogół wyniki, im mam mniejsze ciśnienie i większą swobodę w podejmowaniu decyzji, wyciąganych na podstawie tego, co widzę, słyszę i czuję.

Presja na wynik zabija u mnie kreatywność, ale "zrelaksowane" podejście nie zmniejsza wcale determinacji i konsekwencji z jaką dążę do jego osiągnięcia.

:) :) :)

    • Guzu lubi to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
14 lis 2018 13:08

Chęć złowienia ryby jest tylko jednym z rozlicznych imperatywów. Tak jak sex w miłości :) 

Fishing - tzn w autora rozumieniu, ryba w ręku - nie jest tak ubogi ani monotematyczny, i nie ma jednego, wspólnego mianownika dla wszystkich. Na szczęście :)

    • bartsiedlce lubi to

Chęć złowienia ryby jest tylko jednym z rozlicznych imperatywów. Tak jak sex w miłości :) 
Fishing - tzn w autora rozumieniu, ryba w ręku - nie jest tak ubogi ani monotematyczny, i nie ma jednego, wspólnego mianownika dla wszystkich. Na szczęście :)


Na szczęście dla autora jego fishing to nie Twoja interpretacja na temat owego fishingu :)
    • Sławek Oppeln Bronikowski, bartsiedlce i drag lubią to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
14 lis 2018 17:57

Danielu - jest taka nieoficjalna gradacja naszych intencji. Pierwszy etap, to złowić cokolwiek. Następny, złowić maksymalnie dużo cokolwiek. Dalej, specjalizować się.. Jeszcze późnie,j łowić same okazy. A dopiero jak to wszystko przez nas przejdzie - jesteś szczęśliwy, że presja wyniku z ciebie zeszła :)

 

Aa.. Jest jeszcze jedna nietypowa, ale najbardziej pociągająca opcja. Złowić jedną jedyną rybę tam gdzie się chce, kiedy się zechce, całkowicie na swoich zasadach. Np..

.. wychodzę nad rzekę, a w rzece miejscówka kamień,  rozkładam muchówkę, wyjmuję muchy jeśli wiem jaka imitacja o tej porze roku będzie dla ryby idealna - albo dorabiam na miejscu, wymach, kładę , branie i koniec ! Wracam do domu, albo i nie wracam, jestem spełniony. Bez orania, bez mozołu, bez tobołów - lekko, pewnie , perfekcyjnie.. :) 

Danielu - jest taka nieoficjalna gradacja naszych intencji. Pierwszy etap, to złowić cokolwiek. Następny, złowić maksymalnie dużo cokolwiek. Dalej, specjalizować się.. Jeszcze późnie,j łowić same okazy. A dopiero jak to wszystko przez nas przejdzie - jesteś szczęśliwy, że presja wyniku z ciebie zeszła :)

 

Aa.. Jest jeszcze jedna nietypowa, ale najbardziej pociągająca opcja. Złowić jedną jedyną rybę tam gdzie się chce, kiedy się zechce, całkowicie na swoich zasadach. Np..

.. wychodzę nad rzekę, a w rzece miejscówka kamień,  rozkładam muchówkę, wyjmuję muchy jeśli wiem jaka imitacja o tej porze roku będzie dla ryby idealna - albo dorabiam na miejscu, wymach, kładę , branie i koniec ! Wracam do domu, albo i nie wracam, jestem spełniony. Bez orania, bez mozołu, bez tobołów - lekko, pewnie , perfekcyjnie.. :)

 

 

Bardzo ladnie powiedziane. 
Lubie takie akcje, dajace spelnienie podania przynety po analizie miejscowki i trafieniu w sedno tarczy.

Ale w tym wszystkim jednak jest RYBA. 

Czasami nawet nie musi wziac, wystarczy ze wyjdzie i sie pokaze, zaprezentuje. O ile oczywiscie nie jest rozmiar oniesmielajacy przechodniow. Wtedy to juz sie robi polowanie ... :)

    • bartsiedlce lubi to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
14 lis 2018 19:03

No jest, jest.. ale to nie priorytet. Fishing ewoluuje w podobny sposób jak myślistwo. Strzelasz do zwierzęcia raz,dwa razy w roku, ale bogactwem odsłon i mnóstwa części składowych - nieraz bardziej intersujących od sedna - żyjesz resztę czasu. Epilog w książce to też jest niewielka jej część. Wiele książek nie ma wyraźnego epilogu.. :)

Zdjęcie
AdasCzeski
14 lis 2018 20:48

Uf... przeczytałem - Sławku wybacz - tym razem czytawszy... idę zapalić i pomyśleć. :) 

 

(zapisze się??? czy muszę iść i pisać ponownie???... eee wyślę)

Zdjęcie
AdasCzeski
14 lis 2018 21:26

Danielu, 

 

credo wędkarza świadomego, racjonalnego i mądrego wyraziłeś. Na doznania wędkarza składa się tęcza wrażeń. Czy trzeba szukać garnuszka złota przez skrzaty za tęczą ukrytego? 

 

Zabrzmi to teraz pewnie górnolotnie, ale... 

 

Wielu teoretyków sztuki podziela konserwatywny podgląd o jej autoteliczności. Jaki jest cel sztuki? Ano ona sama w sobie. Reklama nawet najpiękniejsza nie jest sztuką, bo ma cel. 

 

O tym pisałem... o łowieniu dla samego łowienia.  

 

Ktoś zapyta łów zatem w studni... w wannie... tak zapytam, a po co...przecież tam nie ma ryb. 

 

i na koniec: 

 

    • Guzu lubi to

Myślę że takie hierachie to bardzo indywidualna sprawa, osobnicza i zależna od wielu czynników. Wieku, wrażliwości, doświadczeń i własnej natury. Inną hierarchie będzie miał chłopak 16-letni a inną 60-letni pan. Inną człowiek o usposobieniu romantycznym a inną pragmantyk. De gustibus et coloribus... jak bym wiedział jak jest hierarchia po łacicie to bym tu dopisał ;)

    • Guzu, Sławek Oppeln Bronikowski, peresada i 2 innych osób lubią to

(...)

De gustibus et coloribus... jak bym wiedział jak jest hierarchia po łacicie to bym tu dopisał ;)

 

Wiesz jak jest po grecku, to już coś.

Tym bardziej, że po łacinie tak samo.

    • Guzu lubi to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
15 lis 2018 19:40

Fishing jest zajęciem dla idealistów, nie dla pragmatyków. Pragmatyce są świetnymi rybakami.. :)

    • bassy i bartsiedlce lubią to

Danielu - jest taka nieoficjalna gradacja naszych intencji. Pierwszy etap, to złowić cokolwiek. Następny, złowić maksymalnie dużo cokolwiek. Dalej, specjalizować się.. Jeszcze późnie,j łowić same okazy. A dopiero jak to wszystko przez nas przejdzie - jesteś szczęśliwy, że presja wyniku z ciebie zeszła :)

 

Serio? Ja mam zupelnie inne doswiadczenia i odczucia...

Z tesknota wspominam czasy, gdy bardzo chcialem zlowic jakis konkretny okaz, gdy moje mysli non stop oscylowaly wokol nastepnego wyjazdu, gdy snily mi sie ... ryby.

Chociaz nie nazwalbym tego presja wyniku, bo presji jako takowej nie czulem. Presja kojarzy mi sie z czyms innym. Jednak mialem cisnienie na ryby, oj i to wielkie. 

Gdy w pewnym momencie moje podejscie do wedkarstwa sie zmienilo ... poczulem smutek. Brakuje mi tego :/

    • Guzu i Sławek Oppeln Bronikowski lubią to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
22 lis 2018 20:23

I bardzo dobrze..:) Nie musimy być tacy sami.

Miałem wcześniej takie szalone lata kiedy na rybach fizycznie byłem po 120 - 130 dni.. a duchem i myślą non stop. Ale dziś nie mam przekonania, że ta ilość zamieniła się w jakość, a dziesiątki i setki mniej albo bardziej mechanicznie złowionych ryb jakoś podniosły poziom wyrafinowania mojej prywatnej sztuki łowienia. Dziś potrafię się delektować całym tym cudownie złożonym procesem. Widzę więcej.. :)  

Grudzień 2018

P W Ś C P S N
     12
3456789
101112 13 141516
17181920212223
24252627282930
31      

Ostatnie wpisy

Ostatnie komentarze