Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.

SPOTKANIE KUJAWSKO-POMORSKIE (Bydgoszcz) jerkbait.pl - 24.01.2017 (18:00) - temat spotkania BOLEŃ. Więcej informacji w wątku zapisów -> WĄTEK Zapraszamy!






Zdjęcie

Początek

Napisane przez thymalus , 27 wrzesień 2016 · 1716 Wyświetleń

Przepraszam za długą przerwę ale szczerze mówiąc nie miałem ani głowy, ani chęci na pisanie. Ten odcinek pamiętnika też jest nieco inny, oderwany od całości. Ale nie jest to przypadek.
Jak zaczęła się moja przygoda z wędkarstwem? Wydaje mi się, że pamiętam choć tak na prawdę może to być projekcja po licznych opowieściach rodziców. Mój tata artysta malarz (nie lubił określenia artysta plastyk) zakochany był w Kazimierzu Dolnym oczywiście nad Wisłą. Spędzał tam każdą wolną chwilę. Kapitalna ekipa dawnych malarzy Kazimierza, Jaś Łazorek, Jurek Gnatowski i wielu innych. Był 72 rok, wakacje, które spędzałem z rodzicami mając lat nieco ponad 3... Ojciec ze sztalugą uganiał się w plenerze, a ja uwielbiałem łazić z mamą nad brzegiem Wisły i oglądać łowiących ryby wędkarzy. Też tak chciałem. W końcu z tatą wyruszyliśmy do wąwozu aby wybrać odpowiedni kij leszczynowy. W małym sklepiku przed Farą kupiona została jakaś żyłka, spławik z korka wielkości paznokcia i haczyki. I z własną wędką stanąłem nad brzegiem Wisły. Bułka na haczyk i łowię pod opieką rodziców. I w końcu jest, ogromna uklejka trzepocze na haczyku. Wpuszczam ją do wiaderka i wracamy na kwaterę. Tata chciał, żebym puścił rybkę, a ja za żadne skarby świata nie chciałem się rozstać ze zdobyczą. Rybka w wiaderku dokarmiana, chlebem podobno zanotowała ogromne przyrosty. Problem zaczął się w chwili, kiedy zaczęło robić się szaro. A może za rybką jej dzieci płaczą? Doszedłem do tego, że należy ją jednak wypuścić. Z tatą znów nad Wisłę i tam rybka trafiła do wody machając na pożegnanie ogonkiem...
..
Dwa trzy lata później dostałem prawdziwą wędkę z kołowrotkiem. Bambus, kołowrotek z ruchomą szpulą na niej nawinięta żyłka tęczówka. Spławik z kolca jeżozwierza i pudełeczko pełne różnych haczyków. Do tego cieńsza żyłka na "strągiewkę". (tata nie mówił przypon tylko strągiewka) I w Miłomłynie na Mazurach miesiąc czasu łowię ryby. Mam siatkę ale po każdym połowie ryby trafiają do wody. Chcę je zabrać, pochwalić się ale tata tłumaczył, że nie zjemy ich i zmarnują się tylko. I tak trafiały do wody. Potem kolejne wakacje w Drohiczynie nad Bugiem i znów każda złowiona rybka wracała do rzeki. Potem działka na Łasze (za mostem w Wierzbicy) nad Narwią na samym wejściu do Zalewu. Okoliczne starorzecza pełne karasi. Wędkowanie o wschodzie słońca. Tata nigdy nie brał wędki. Czasem blok i akwarele. I znów ryby trafiały do wody. Po latach stało się dla mnie wręcz oczywiste, że ryby powinny właściwie wrócić do wody. Chyba, że bardzo chcę je zjeść. Za rybami nie przepadam, więc... puszczałem.

 

Kiedy wędkarstwo stało się dla mnie czymś więcej niż wakacyjną rozrywką, kiedy zaczęło pochłaniać zbyt wiele czasu kosztem na przykład nauki nigdy nie usłyszałem stop. Co najwyżej odrobinkę odpuść... Są rzeczy ważne i ważniejsze. Cenił moją pasję, akceptował i wspierał. Sprzęt, wyjazdy, nigdy na to nie brakowało pieniędzy. Ojciec niesamowicie cenił wędkarstwo i łowiectwo. Paradoksalnie za obcowanie z przyrodą, z pięknem ryb czy zwierząt nie akceptując jednocześnie zabijania jakichkolwiek zwierząt. Miał wielu kolegów myśliwych którzy zabierali go na polowania wiedząc, że nie mają prawa przy nim strzelić do żadnego zwierzaczka.

 

Kiedy zacząłem łowić na muchę wziął kiedyś wędkę do ręki. Próbował rzucić, popatrzył jak ja to robię na Gwdzie. Zobaczył hol ryby i jak wracaliśmy skomentował to jednym zdaniem: pięknie to wygląda. Dostrzegał też artyzm w robieniu sztucznych much. Przełknął nawet pociętych kilka pędzli z bobrowej czy wiewiórczej sierści, które w początkach przygody z robieniem much nieco mu przystrzygałem.
Ostatnio rzadko razem chodziliśmy nad wodę. Czesem jak wpadaem do Warszawy brałem wędkę i szliśmy gdzieś koło mostu siekierkowskiego bardziej pogadać niż łowić. Z czasem człowiek zdaje sobie sprawę jak wiele zawdzięcza najbliższym. Jak pewne nic nie znaczące kiedyś zasady kształtowały powoli dorosłego człowieka.
Niestety 29 lipca na zawsze pożegnałem Tatę. I nie jest to fajne...






Ludzi, z którymi wiążemy tyle ciepłych i wspaniałych wspomnień, którzy kształtowali naszą świadomość nigdy nie żegnamy na zawsze. Zostawili po sobie tyle, że mamy co pielęgnować, o czym mówić i pisać. To od nas zależy, ile z tej naszej pamięci powstanie tego "nowego życia" Twojego Taty. Przywoływany we wspomnieniach, opowiadaniach, tekstach wciąż będzie żył, będzie z Tobą, wciąż będzie Cię uczył, bo czasami, po wielu latach człowiek przypomina sobie takie rzeczy, o których kiedyś nawet poważnie nie pomyślał, puścił mimo uszu. A teraz odkrywa je na nowo, delektuje się nimi i chłonie. Oby takich chwil było jak najwięcej w tej drugiej części życia Taty i dalszej części Twojego.

Zdjęcie
robert.bednarczyk
27 wrz 2016 22:27
Bardzo pięknie to napisałeś Thymalusie, prosto, a jakże celnie... Dzięki Ci wielkie, bo choć bohaterem opowieści był Twój Tato to i ja, w szaleństwie dnia codziennego, zwolniłem i wspomniałem mojego, którego pożegnałem ponad 9 lat temu. Nie sądzę by docenił On "sztukę łowienia" na muchę, podobnie jak Twój, ale w istocie jemu zawdzięczam tę pasję. Był życiowym pragmatykiem, miłośnikiem nauk ścisłych z jej królową matematyką, świetnym wędkarzem, wędkarskim sędzią, który nigdy nie mógł pogodzić się z ówczesnymi zasadami masowego trzebienia zadobów naszych wód. Gdyby spojrzał na moje muchowe wygibasy pewnie dyskretnie by się uśmiechnął i zarzucił swoją Germinę czekając na okazałego wiślanego leszcza lub brzanę, albo ze spinningiem zapolował na bolenia.
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
29 wrz 2016 05:24

No i proszę.. Jakże wciąż nieprzemijający i ważny jest motyw ojca..

    • Friko i Paweł Bugajski lubią to
Zdjęcie
Paweł Bugajski
29 wrz 2016 15:10

Blog...miejsce gdzie raz szarpią nas za muchową linkę, a potem za serce...

Rozumiem Cię, współczuję.

    • Sławek Oppeln Bronikowski, Krzysztof Rydel i Patryk^S lubią to

Styczeń 2017

P W Ś C P S N
      1
2345678
9101112131415
1617 18 19202122
23242526272829
3031     

Ostatnie wpisy

Ostatnie komentarze