Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.





Zdjęcie

Neljän Tuulen Tupa

Napisane przez Marvin , 08 lipiec 2018 · 582 Wyświetleń

Nawykłych do wysokich lotów prozy wolę z góry ostrzec: czeka ich wpis rodem z magla.

 

Z Neljän Tuulen Tupa (czyli „Chaty Czterech Wiatrów”), położonego przy łączącej Helsinki z norweskim Vardø trasie E75 motelu, campingu i baru w jednym, wystarczy przemieścić się niecałe 10 kilometrów na północ, by wędkować w nierzadko rwącej, dziko płynącej przez charakterystyczne w tych stronach „skaliste bagna”, rzeczce z lipieniami i pstrążkami; jeszcze bliżej, ale na południe, wije się przez lasy znacznie większa rzeka Kaamasjoki, a dookoła, gdziekolwiek nie spojrzeć, roi się od jezior i jeziorek, z których większość jest płytka i mulista, niektóre jednak kryją głębię tuż przy skalistym brzegu. Jest lipiec, dzień na północy Laponii trwa całą dobę, na wędkowaniu chciałoby się spędzać każdą wolną chwilę, najwięcej jednak w wodzie i nad wodą dzieje się między 21:00 a północą; wtedy też najaktywniejsze zdają się być komary. Niebawem minie tydzień, odkąd tu urzędujemy, a przed nami kolejne trzy. Na rybach bywam codziennie.

 

Dołączona grafika

 

W tym niebywale malowniczym przydrożnym przybytku zamierzamy wraz z Żoną przepracować cały lipiec jako wolontariusze zwerbowani za pośrednictwem systemu Workaway. Układ jest prosty, sprawdzony przez poprzednie 2 sezony podróżowania: pracujemy 4-5 godzin dziennie przez 5 dni w tygodniu w zamian za dach nad głową i wyżywienie. Zazwyczaj taki system pozwala nam wygospodarować dość sił i czasu, by spędzić go mile na rybach i szeroko pojętych wycieczkach w teren. Wolne dni możemy przeznaczyć na dalsze, całodniowe eskapady, wciąż dysponując bazą wypadową w postaci kąta udostępnionego nam przez gospodarzy (czasem jest to pokój, a czasem wręcz całe mieszkanie; nasza przyjaciółka ze Szwecji odstąpiła nam nawet cały dom, za co odwdzięczyliśmy się, dobudowując do niego taras). Właściwie przeprowadzony, cały manewr przypomina jako żywo wakacje u dziadków na wsi bądź na działce, kiedy, pomógłszy trochę z czystej przyzwoitości w obejściu, hasamy do woli po lasach i nieużytkach, a pod wieczór na stole w kuchni czeka na nas kubek gorącego mleka.

 

Dołączona grafika

 

Tak podróżując, mieliśmy okazję spędzić 6 tygodni we Wschodnim Finnmarku na północy Norwegii, właściwie nad samą Taną, trzymając rękę na pulsie łososiowego ciągu, i doznać zaszczytu trollingowania tradycyjną metodą harlingu z najsłynniejszym (i najbardziej łasym na ryby) rybakiem przyujściowego odcinka tej rzeki. Przez 2 miesiące mieszkaliśmy w starej szkole w Lomträsk nieopodal Arvidsjaur w szwedzkiej Laponii, na wąskim półwyspie wrzynającym się głęboko w jezioro, którego rytm stopniowego szykowania się na jesienne słoty śledziliśmy uważnie z każdym dniem, by w końcu wdrożyć się weń i dygocząc na mrozie we wrześniową noc doczekać polarnej zorzy. Do tego cała niemal zeszłoroczna wiosna na południu Norwegii, z łososiowym otwarciem i objazdem kolejnych rzek, Tovdalselvy, Mandalselvy i Otry oraz z codziennymi treningami z muchówką na pstrągowym jeziorku; i jeszcze leśne odludzie w Szwecji rok wcześniej, gdzie akurat z rybami okazało się niewesoło, ale inne czynniki sprawiły, że pobytu tam nie sposób wspominać z żalem. Malowaliśmy domy, łupaliśmy drewno i ganiali owce, na farmach i w pensjonatach. Tym razem zamarzyła się nam północ Laponii i sprzątając po kilka godzin dziennie pokoje, pomagając w kuchni i w pralni przydrożnego hoteliku fundujemy sobie miesiąc nieśpiesznego patrolowania wymarzonych okolic a jedyne właściwie koszty to wydatki na paliwo (i niestety są to koszty niemałe, na dzień dzisiejszy E95 na stacji w Inari po 1,65 Euro...)

 

Dołączona grafika

 

Jak słusznie zauważają ci, którym zdarzyło się wybrać na daleką Północ na ryby albo po prostu po przygodę, w ciągu kilku dni trudno rozpracować pojedyncze jezioro, co dopiero zaś cały rejon, w którym jezior jest bez liku; ale dysponując kilkoma tygodniami można już pokręcić się tam i owam, i wstrzelić się w rójkę, tarło czy też zjawisko najbardziej wyczekiwane na rzekach wpadających do jeziora Inari – migrację dużych, odpasionych na jeziorowym wikcie pstrągów. W podróżowaniu towarzyszy nam przeświadczenie, że dopiero miesiąc, a nawet więcej, w danym miejscu uprawnia do wyrobienia sobie jako takiego zdania na temat okolicy i jej mieszkańców, a spostrzeżenia przemykającego chyłkiem turysty to w gruncie rzeczy bardziej jego własne fantazje. Podobnie jest z moim wędrownym łowieniem: przez kilka tygodni da się wydeptać parę własnych ścieżek i dostrzec trochę więcej, niż gnany napiętym terminarzem urlopowicz. Dlatego też pomyślałem, że podsunę tutaj nasz pomysł na poznawanie świata innym wędkarzom, którzy, podobnie jak ja – i jak ci szewcy, co wędrowali przez zielony las – „nie mają pieniędzy, ale mają czas”. Bo czas na rybach – to więcej, niż pieniądz.

 

Dołączona grafika

 

Czas na rybach... Sobota, czasem też niedziela (jednak raczej tylko do obiadu); drogocenne godziny urwane życiu po pracy, a w przypadku tych najdzielniejszych z nas – także przed nią; i ten niebywały, zdobyty na drodze krwawych protestów i rewolucji, kawałek właściwego życia wykrojony z ponurej egzystencji trybiku w monumentalnej maszynerii cywilizacji: kilka tygodni urlopu, do niesprawiedliwego podziału między wizytę u teściów, pielenie na działce, taplanie w morskich falach i (jeśli coś w ogóle zostanie) naszą największą życiową pasję. Mnie było mało, dysproporcja pomiędzy tym nie do końca zrozumiałym, ale potężnym uczuciem, jakim darzę łowienie ryb a miejscem, jakie wyznacza temu zajęciu tak zwane „normalne życie”, okazała się nie do zaakceptowania. Dlatego, ułożywszy w myśli ten wpis do rytmu obracającego się monotonnie magla w hotelowej pralni daleko za kręgiem polarnym, zabieram się za obmyślanie marszruty na wieczór – a samych łowisk w zasięgu krótkiego spaceru starczyłoby mi na resztę pobytu.

 

Kaamanen, lipiec 2018






Takie muzyczne skojarzenie nasunelo mi sie samo, po lekturze ...

 

    • wujek i Krzysiek P lubią to
Zdjęcie
Krzysiek P
10 lip 2018 22:06

Świetny kawałek Daniel- dzięki za przypomnienie /;-)
Marvin-  w dalszym ciągu piszesz ciekawie, wciągająco i ..zaimponowałeś mi tym pomysłem z Workawayem przy dzisiejszej modzie "ol inkluziw"

    • Guzu i Kacper.K lubią to

Kapitalne podsumowanie, na które mogłem poświęcić tylko kilka minut w przerwie na poranną kawę w pracy. Jest tak jak piszesz, oddając się pracy człowiek zapomina po co właściwie żyje. 

Masz świetne pióro, dające poczuć ten chłód porannej mgły gdzieś na północy ziemi wikingów.

    • Guzu lubi to

Pięknie dziękuję za przychylne komentarze, i za podrzucenie doskonałego soundtracku do maglowania.

 

Jeśli chodzi o kwestię "workaway vs all-inclusive" - nie porównywałbym, ani tym bardziej przeciwstawiał, tych dwóch pomysłów na eksplorowanie świata; różnią je zarówno założenia, jak i cele, każdy zaspokaja też inne potrzeby. Wysoko cenię komfort, o czym była już tutaj mowa, jednak nie chcę sobie nawet wyobrażać, jak ciężko trzeba pracować, by uskładać na kilkumiesięczny pobyt w standardzie "all inclusive" na północy Finlandii i Norwegii...

Październik 2018

P W Ś C P S N
1234567
891011121314
151617181920 21
22232425262728
293031    

Ostatnie wpisy

Ostatnie komentarze