Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.

- - - - -

Pomorskie trocie – poradnik dla marzyciela


Nie będzie beletrystyki. Jeśli marzysz o złowieniu troci na Pomorzu, a nie wiesz jak się do tematu zabrać, przeczytaj. Nastraszę cię…
Troć nie jest rybą trudną do złowienia. Jeśli…Mieszkasz blisko trociowej rzeki, masz z górki ( o tym później), ale gdy do łowiska trzeba przejechać pół Polski, warto podejmować rozsądne decyzje.
Logistyka, logistyka, logistyka! Nie umiejętności i cudowne talenty są w łowieniu troci najważniejsze. Połów tych ryb to banał, jeśli znajdziesz się we właściwym czasie i miejscu. Spróbuję nakierować ,,błądzących we mgle’’, by zaprzestali popełniać zniechęcające błędy już na poziomie decyzji o wyjeździe na ryby.
Dla jasności - kiedy piszę ,,troć’’ albo ,,ryba’’ , myślę wyłącznie o wstępujących, przedtarłowych osobnikach i wszystkie informacje zawarte w tekście dotyczą takich ryb.

 

Troć można złowić praktycznie w każdym miesiącu sezonu. Początek roku jest dobry. Zatem w styczniu wstępująca ryba niech będzie naszym celem, a nie bonusem z przypadku. Zwłaszcza, jeśli grudzień na lądzie był ciepły, a morze niespokojne.

 

Dołączona grafika

 

Po cholerę one wchodzą do rzeki w zimie, kiedy do tarła daleko? W Wiśle ma to sens, bo rzeka wielka i rozległe dorzecze, potrzebują więc czasu na migrację. Ale np. Grabowa? To strumyk na kilkadziesiąt km. długi. Na Pomorzu największą rolę w zachowaniu troci zimą i wczesną wiosną odgrywa temperatura wody. Jeśli rzeki są wychłodzone mrozami, nie ma co liczyć na więcej niż śladową migrację. Kiedy zimą modele dostępne w necie pokazują, że woda w Bałtyku przy ujściu rzeki jest zimna jak lód, a odczyt temperatury z portu ujścia rzeki – też publikowany w necie – wskazuje temperaturę istotnie wyższą, jest to pierwsza wskazówka, że może być ciekawie…I raczej w dolnych odcinkach rzeki. Zimowe ryby nie migrują zwykłe wysoko. Nie ma danych naukowych w temacie , ale z obserwacji wynika, że zimowe srebrniaki wykazują tendencje do cofania się do morza po jakimś czasie pobytu w rzece. Często trafiają się rybki 30- 50 cm. w tym okresie i trudno je podejrzewać o rozpoczęcie wędrówki tarłowej.

 

Gdzie ich szukać zimą? Schemat łowiska/stanowiska jest niemal zawsze podobny. Równy, niezbyt szybki uciąg głębokiej wody, bez turbulencji. Każde samotne, nadrzeczne drzewo będzie hot spotem długiej, monotonnej prostki. Każde powalone drzewo w korycie i raczej obszar poniżej niego, gdzie prądy zaczynają się wyrównywać, a nurt zwalnia. Każde podmycie brzegu, szeroki i głęboki łuk, albo stare kołki umocnień, w które wcina się łagodnie struga nurtu. Równy i spokojny uciąg wody jest kluczem do sukcesu, a nie turbulentne bystrzaki i wlewy przepastne.

 

Dołączona grafika

 

To że po zimowych/wiosennych sztormach ryby wchodzą do rzek, wie każdy, ale dlaczego i czy sztorm z każdego kierunki jest tak samo dobry? Nie jest. Cyrkulacja wody w Bałtyku po naszej stronie odbywa się z zachodu na wschód. Przy każdym silnym wietrze z kierunku W, NW, takim ponad 6 stopni Beauforta, rzeczna woda po wyjściu z główek portu (ujścia rzeki) jest spychana w plażę. Wzdłuż plaży tworzy się struga słodkiej wody płynąca z zachodu na wschód. Ta struga jest łatwa do ,,wyczucia‘’ przez trocie, które żerują właśnie w strefie brzegowej, a silny wiatr temu żerowaniu sprzyja. Trocie wykazują reotaksję dodatnią, czyli podążają pod prąd wody, trafiając bezbłędnie w ujście rzeki. Dodatkowo wiatr napierając na główki portowe piętrzy wodę w samym porcie i powyżej niego. Wysoka cofka zachęca ryby do wędrówki w górę rzeki, dając im poczucie bezpieczeństwa. Kierunek i siłę wiatru można sprawdzić na odpowiednich serwisach, a dla pewności poprzez sieć kamer video zainstalowanych w portach czy na plażach.

 

Wiosną ryby w rzekach są zawsze. Jest ich sporo. Ustawiają się czasem w miejscach trochę bardziej ,,hardkorowych’’ niż zimą, ale generalnie też nie lubią szarpać się z prądem. Koncentrujmy więc swoją uwagę na zacisznych miejscówkach. W maju zwykle jest ,,padaczka’’ w rzekach pomorskich, w przeciwieństwie do rzek dorzecza Dolnej Wisły. Tam maj - początek czerwca jest świetnym okresem. Od końca czerwca do końca września zagęszczenie ryb na Pomorzu jest największe.

 

Dołączona grafika

 

Przybór wody? Oczywiście jest korzystny, o ile to nie jest lodowata woda pośniegowa. Każdy ciepły deszczowy okres w zimie/wczesną wiosną i wysoka woda, tak brudna że butów nie widać stojąc po łydki w rzece, działa na naszą korzyść. Nie, nie ma zbyt brudnej wody na troć! Jeśli przynętę widać na 25 cm, to jest dobrze. W mętnej wodzie ryby są ośmielone, czują się bezpiecznie, wychodzą z kryjówek na łatwe do obłowienia ,,czyste pozycje ‘’, z których może je zdjąć każdy frajer – w pierwszym rzucie. Można im wejść dosłownie na głowę. Tak, w pierwszym rzucie, więc teorie o celowości klepania miejscówki przez godzinę, z mojego punktu widzenia są naciągane. Świeża, zwłaszcza zimowo – wiosenna ryba nie grymasi. Jak dostanie przynętę koło pyska, to mamy kontakt. Problem z mętną wodą jest jeden - nie znasz rzeki, masz kłopot. Przy podwyższonej wodzie rzeki stają się całkowicie nieczytelne. Wszędzie, wszystko wygląda tak samo. Rzucanie ,,na pałę’’ gdzie popadnie, jest kiepskim pomysłem. Na wysokiej, mętnej wodzie trzeba łowić z pamięci, trzeba znać układ dna obławianego odcinka, rozmieszczenie zawad. Bez tego działamy po omacku – ryby wcale nie zatrzymują się byle gdzie. Wędrowne salmonidy mają jedną niezwykłą cechę- zawsze w podobnych warunkach na rzece, zajmują te same stanowiska. Niemal co do metra. Kto pozna stanowiska ryb zajmowane przy konkretnym poziomie wody, ten łowi regularnie. Skąd ta wiedza? Niestety konieczna jest praktyka i rozmowy/dzielenie się szczegółowymi informacjami z kolegami o tym kiedy, w którym miejscu ktoś złowił, widział albo miał kontakt z rybą…Pozostaje też wsparcie przewodnika na początku trociowej drogi. Opcjonalnie kilka spacerów w czasie letniej niżówki gdy rzekę można obejrzeć niemal do dna, rozpoznanie terenu i wytypowanie ciekawych miejsc na przyszłość.

 

Dołączona grafika

 

Najgrubsze ryby, w znacznej ilości, wchodzą do pomorskich rzek z końcem czerwca. To krótki okres, kiedy w łowisku pojawiają się prawdziwe kabany. Podobnie jak zimą, migracji sprzyja silny wiatr na morzu i podwyższony poziom wody w rzece. Z tym, że czynnik temperatury działa odwrotnie- im chłodniejsza woda w rzece w stosunku do morskiej, tym lepiej. Za ,,punkt przełamania ‘’trzeba przyjąć ok. 18 stopni Celsjusza. Jeśli woda w rzece latem jest cieplejsza, trocie niechętnie podejmują wędrówkę i trudno je sprowokować do ataku na przynęty spinningowe. Letnim migracjom nie sprzyjają wysokie temperatury wody przybrzeżnej strefy Bałtyku. Kiedy sięgają one ponad 20 stopni, trocie niechętnie podchodzą do brzegu i nie podejmują migracji do rzek. Mówiąc krótko- im pogoda latem nad morzem gorsza z punktu widzenia wczasowicza, tym lepsza dla nas. Nasilenie letnich ciągów praktycznie każdego roku występuje w pierwszej połowie lipca i zbiega się oczywiście z załamaniem pogody na Pomorzu. Sztormy nie są konieczne. Ważne aby temperatura powietrza (a za nią wody) runęła w zakres 10-15 stopni noc /dzień i przez kilka dni dobrze popadało w górze dorzeczy. Lipcowy ciąg ryb jest najintensywniejszy i kto trafi w punkt, ma połowione. Bombardowanie ryb trwa krótko- max. kilka dni. Potem pogoda zwykle wraca do letnich standardów, a trocie ,,zapadają się pod ziemię’’, często aż do września.

 

Dołączona grafika

 

Jak szybko ryby płyną od ujścia, gdzie ich szukać na rzece i po jakim okresie? Płyną błyskawicznie, jeśli tylko są odpowiednie warunki - wysoka, chłodna woda. Np. 10 km w jeden dzień to nie wyczyn dla troci. Zatem obszar działań wędkarskich robi nam się rozległy i nie wszyscy muszą katować odcinek rzeki 5 km od ujścia, bo tam bankowo pływa najwięcej ryb...
We wrześniu najczęściej występują znaczne spadki temperatury. To działa na układ hormonalny troci – sygnał zbliżającego się tarła. Ryby czasem od kilku miesięcy poutykane w rzece, ,,wybudzają się ‘’ z letargu i zaczynają przejawiać agresje np. wobec przepływających im koło pyska przynęt…Zatem na przybory wody we wrześniu ja bym jakoś specjalnie nie czekał, bo jest szansa złowić rybę praktycznie każdego dnia pod koniec sezonu. Oczywiście przybór, plus nabuzowana hormonami ryba, to bardzo wysokie prawdopodobieństwo wędkarskiego sukcesu. Jednak we wrześniu warto się przykładać nawet na ,,słabej’’ wodzie.

 

Dołączona grafika

 

No dobra, a jak idealnie wycelować w przybory wody, mieszkając na drugim końcu Polski? Tylko obserwując odczyty wodowskazów w necie oraz mapy pogodowe pokazujące nasilenie i prognozy opadów (na stronie IMGW) oraz znając charakter zlewni rzeki.
Każda z topowych pomorskich rzek, czyli Parsęta, Wieprza i Słupia to zupełnie inna historia. Najbardziej przewidywalna jest Parsęta i zdecydowanie polecam ją ludziom ,,z Polski’’. Ta rzeka ma najstabilniejszą zlewnie. Stosunkowo wolno przyrasta, ale też wolno opada. Można przewidzieć cokolwiek na dzień czy dwa do przodu, obserwując i analizując dane w czasie rzeczywistym. Czyli: dziś spadło X milimetrów deszczu koło Szczecinka, więc pewne jest, że ta woda będzie przez 1- 2 dni zasilać górę dorzecza i jeśli wodowskaz np. w Tychówku pokazuje tendencję wzrostową, to woda nie zacznie znienacka opadać w Białogardzie następnego dnia. Interesuje nas opad wiele kilometrów w górę rzeki, od miejsca gdzie chcielibyśmy łowić! Nie monitorujemy pogody na łowisku, tylko dużo wyżej niego i przewidujemy rozwój sytuacji. Najgorsza pod tym względem jest Słupia- piętrzenia na tej rzece powodują schizofreniczne wahania poziomu wody, często niezależnie od pogody. Zwłaszcza w weekendy. Elektrownia gromadzi wodę w weekend – to daje prąd od poniedziałku, kiedy jest większe zapotrzebowanie. Krótko mówiąc, najczęściej od piątku trociowa Słupia zaczyna znikać…Obfity deszcz w górze dorzecza nie zawsze gwarantuje dobre warunki do łowienia za 2 dni, powiedzmy na wysokości Słupska. Wszystko zależy od stopnia wypełnienia zbiornika i pana, który piętrzy i opuszcza tam wodę. Nie polecam tej rzeki na weekendowe czy jednodniowe wycieczki z głębi Polski, bo można się przejechać- dosłownie….
Grafika obrazuje ,,typowy ‘’ odczyt wodowskazu na Słupi.

 

Dołączona grafika

 

Wieprza wypada pomiędzy Słupią i Parsętą w tej kwestii. Piętrzenia są na tyle mało pojemne, że nie powodują aż takiego czary-mary z wodą jak na Słupi, a dorzecze jest relatywnie mało zniszczone, więc woda się trzyma.
I tu wracamy do uprzywilejowanej pozycji miejscowych wędkarzy. Matematyka łowi za nich ryby- jak nie trafię dziś, to trafię jutro w dobre warunki i ryba wyjdzie. Jeśli jesteś ,,z Polski’’ zachowuj się rozsądnie. Jedź na troć wtedy, kiedy wszystkie znaki na niebie i ziemi (dosłownie) przemawiają za sensem podjętych decyzji. Skuteczne i regularne łowienie troci to nieustanne trzymanie ręki na pulsie, obserwacja sytuacji hydro-meteo, a nie planowanie wypraw na miesiąc do przodu.

 

Dołączona grafika

 

Wodowskazy… W necie zobaczycie jakieś dane liczbowe np. 100 cm na Słupi w Słupsku. Ale ile to jest realnie wody w rzece? Dużo czy mało? Jak będzie wyglądała rzeka, jeśli wykres poziomu poszybuje o kolejne 20 cm. w następnym odczycie wodowskazu? Niestety odpowiedź jest przykra - musicie to ustalić empirycznie, przy pierwszym lub kolejnym ,,frycowym’’ wyjeździe. Zapamiętajcie obraz rzeki ( zróbcie foty?) przy poziomie, który jest podany w danym momencie z najbliższego wodowskazu i stwórzcie w pamięci punkt odniesienia. Popytajcie spotkanych wędkarzy, czy to korzystny poziom wody. Będziecie w stanie wyobrazić sobie w przyszłości, co mówią o rzece liczby z wodowskazu.
Na pierwszej grafice odczyt z wodowskazu dający obraz dużego i stabilnego przyboru wody, gwarantującego dobre warunki połowu przez dłuższy okres. Na kolejnej ten sam wodowskaz i sytuacja, w której woda na przemian podnosi się i opada na przestrzeni kilku godzin, co nie wróży świetnych wyników.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Na co łowić? Na to co w danym miejscu można najgłębiej i najwolniej zaprezentować rybie…Jeśli ktoś np. po zewnętrznej głębokiego zakrętu obławia tylko wirówką, niech się nie dziwi, że 15 min po nim następny wędkarz złowił tam rybę na głęboko nurkujący wobler. Rozmiar ma znaczenie i sposób zaprezentowania przynęty rybie. Im zimniejsza i brudniejsza woda, tym przynęta większa. Kiedy woda niska i ciepła, trzeba łowić subtelnie. Prezentacja musi być maksymalnie wolna, bo troć w sprint wchodzi niechętnie. Oczywiście, że czasem wyskoczy do przynęty szybko ściąganej z prądem i warto w ciekawym miejscu rzucić i w taki sposób. Czasem- i tego się trzymajmy. Czy rodzaj przynęty ma znaczenie? Ryba jak jest na braniu, zaatakuje cokolwiek. Ważne żeby przepłynęło blisko nosa, wolno, a swoim rozmiarem nie przestraszyło jej. A jak nie jest na braniu, to najczęściej nic jej nie obchodzi i można sobie rzucać ,,diamentową kolią’’… Co to znaczy, że jest na braniu? To znaczy, że w rzece są warunki, że ryba wyszła z kryjówek, jest poirytowana i bardziej skora do ataku na cokolwiek, co przepływa w jej polu widzenia bądź odczuwania. Każda gwałtowna zmiana warunków hydro czy meteo daje rybom impuls i zmienia ich zachowanie. Nagłe wahniecie ciśnienia, zwiększenie zachmurzenia, zbierająca się burza i porywy wiatru – to też są warunki, które mogą się przełożyć na chwilowy wzrost aktywności i agresji troci, nawet gdy wody w rzece mało i jest ciepła. Przy niskiej i ciepłej wodzie każde bystrze jest warte uwagi. Głębokie wolniaki to wtedy raczej strata czasu. Nie dlatego że ryb tam nie ma – one stoją przyklejone do dna, zawady czy roślinności tak jakby spały. Dosłownie. Poza delikatnym ruchem pokryw skrzelowych nie dają żadnego znaku życia…Taką rybę można co najwyżej spłoszyć przynętą. Na bystrzynie, gdzie jest latem więcej tlenu i prąd wody wymusza na rybie aktywność, jest szansa coś zdziałać.

 

Dołączona grafika

 

Pora dnia? Złowiłem ryby o różnych godzinach, ale najwięcej zadziało się zawsze rano, kiedy nikt przede mną nie oklepał wody. Czyli stara zasada działa- kto pierwszy ten lepszy. Nie pchajcie się w odcinki, gdzie przy rzece ustawionych jest już kilka samochodów. Nie wyprzedzajcie wędkarzy, którzy z rana przyjechali na łowisko wcześniej. Wyszukajcie odcinek, gdzie w danym momencie nie generuje się tłum. Przy mniejszej wodzie te ryby są płochliwe. Przejdzie kilku brzegiem niczym stado słoni, do tego nachlapią przynętami i jest po imprezie. Na wysokiej wodzie ten problem odpada, ale mimo to unikajmy chodzenia sobie po głowach. Zawsze można znaleźć odcinek i stronę rzeki, gdzie nie idzie ławą dziesięciu. Im gorszy dojazd do rzeki i brzeg gorszy do chodzenia, tym lepszy- tyle mogę poradzić. Resztę załatwiajcie z Google maps. Przed zmrokiem też jest świetny czas. Ryby często wychodzą z kryjówek. Spławiają się. Nawe jak się nie złowi, można ponamierzać konkretne sztuki i przyjść następnego dnia o brzasku. Jest spora szansa, że któraś weźmie w okolicy miejsca, gdzie spławiła się wieczorem. A jak już złapiecie i chcecie połowić komfortowo jeszcze z dzień czy dwa, to nie chwalcie się od razu całej Polsce na fejsbuku, poczekajcie choć kilka dni. Bo jak polecą zdjęcia w internet, to gwarantuje, że miejsca na żadnym parkingu przy rzece nie znajdziecie następnego dnia…

 

Dołączona grafika

 

O sprzęcie nie będę się rozwodził. Ja łowię na plecionki, z odcinkiem 25 cm. grubego fluoru na końcu- aby nie dopuścić do uszkodzenia linki przez kotwice i zawady, od których odbija się przynęta. Łowię wędką z której wielu się śmieje- do 21 gram, 9,6 stopy. Nie uważam, że dobrym pomysłem jest męczenie się ,,sumowym’’ sprzętem. Przesadna przezorność w stylu ,,może weźmie dziewięćdziesiątka i w takim miejscu, że trzeba będzie trzymać na siłę’’ wydaje mi się zbędna. Może weźmie, daj Boże, ale może nie będzie wcale tak źle z tym siłowym trzymaniem…Po co sobie odbierać przyjemność łowienia ,,normalnych ryb’’ po 2-4 kilo?

 

Dołączona grafika

 

Na koniec przesłanie. Czy warto wypuszczać trocie przedtarłowe? Zimowo-wiosenne ryby są bardzo delikatne. Śluz i łuska łatwo z nich schodzą. Jeśli ktoś chce je wypuszczać, proponuję bez miętoszenia i przydługich fotografii. One pomimo że odejdą, łatwo będą łapać grzybice i skończą do góry brzuchem... Im bliżej tarła, tym ryby stają się odporniejsze na urazy mechaniczne i brutalne traktowanie. Łuska jest u nich mocno osadzona, pokryta grubą warstwą śluzu. Kiedy ryby przybierają wyraźną szatę godową (czyli od późnego lata) bardzo łatwo odróżnić samca od samicy. Wydaje mi się, że wypuszczanie samic powinno stać się obligatoryjne. Dlaczego samic? Bo samiec ,,obsłuży kilka panien’’, a każde ziarno ikry jest na wagę złota. Warto każdej samicy dać szanse na tarło...Jerkbait propaguje bezwzględne C&R, ale rzeczywistości trociowej nie zaczarujemy szybko. Pomyślmy o tym co napisałem, zanim nad rybą złożymy dłoń do ciosu karate…

 

Dołączona grafika

 

Życzę powodzenia w połowach! Aby złowić masywnego salmonida, nie trzeba od razu lecieć do Islandii czy Nowej Zelandii...
Marcin Sułkowski - bigos

 

Artykuł bierze udział w konkursie "wygraj wędkę marzeń - sezon 2"




56 Komentarze

Zdjęcie
Sławek77
05 sty 2022 19:17
Bravo, dawno nie czytałem tak fajnego i merytorycznie napisanego artykułu 👋👋👋👍
    • Friko lubi to
Zdjęcie
Rheinangler
05 sty 2022 19:54

Jak do tej pory, to pierwszy (znany mi) tekst ktory tlumaczy bardzo dokladnie i zarazem praktycznie zaobserwowane zaleznosci pomiedzy checia a zlowieniem troci.

Do tej pory bylo tak, ze "wszyscy" Ci ktorzy rozumieli ten swoisty rytm zamykali go w jakichs ogolnych polprawdach i stwierdzeniach typu "musi dmuchnac od polnocy", "za niska woda i dlatego nie wchodza" itd.... Zdarles brutalnie listek figowy Marcin  :lol: Super tekst!

PS

Wspomniane zaleznosci wystepuja takze na zachod od naszych pomorskich rzek :)

    • Friko, Guzu i Mysha lubią to

"No dobra, a jak idealnie wycelować w przybory wody, mieszkając na drugim końcu Polski? " - trzeba zadzwonic do Bigosa  :)  B)  <_<  :ph34r:  :)  ;)  :)  ;) 

    • Mysha i Krzysiek P lubią to
Dzieki za pozytywne recenzje. Licze na to, ze doswiadczeni lowcy dodadza swoje 3 grosze i wygeneruje sie dyskusja, ktora poszerzy nasza wiedze. Dzwonic do Bigosa mozna. Zwlaszcza, ze przenosze sie praktycznie nad rzeke:))
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
05 sty 2022 20:54

Potarłowa rzeka jest dobrym wabikiem, ale głównie dla grilsów. Spóźniony białas to ewenement. W "krótkie" rzeki typu Rega czy Słupia, trocie wchodzą tak samo często jak w długie. ale w tych pierwszych są łatwiejsze do złowienia. Bo są tam z reguły krótko i agresywnie.. Przerobiłem to wielokrotnie  :)

    • Mysha lubi to

Po przeczytaniu czuję się jakbym trafił skarb na jerku  :)  Dzięki @bigos za konkretne wskazówki , tak wiele przekazane w ciekawej i zrozumiałej formie :good:   

    • Friko i Sadek8 lubią to

Wygląda na to że ominie mnie sprzątanie w ten weekend - @bigos pozamiatał :)

 

ps. sorki za ten boomerski sucharek ale nie mogłem się oprzeć. Kawał usystematyzowanej wiedzy na bazie osobitych doświadczeń  :clappinghands:

    • duży, gulf i Rheinangler lubią to

Świetna robota Marcin. Do zobaczenia wkrótce, czy to nad Sanem, czy też na Pomorzu. :)

Fantastyczny artykuł. Muszę się kiedyś wybrać na Parsętę bo Słupia kapryśna na maksa. Na Łupawie więcej troci złowiłem. Teraz wiem dlaczego.

Zdjęcie
Rheinangler
06 sty 2022 06:13

Potarłowa rzeka jest dobrym wabikiem, ale głównie dla grilsów. Spóźniony białas to ewenement. W "krótkie" rzeki typu Rega czy Słupia, trocie wchodzą tak samo często jak w długie. ale w tych pierwszych są łatwiejsze do złowienia. Bo są tam z reguły krótko i agresywnie.. Przerobiłem to wielokrotnie  :)

Sa jednak okresy/zbiegi okolicznosci o ktorych wlasnie napisal Marcin w ktorych zimowy wypad na trocie nie polega na dlubaniu niemrawych i otepialych jeszcze po kopulacji keltow.

Miejsca w ktorych zatrzymuja sie bialasy (nawet w zimie) nie sa miejscami w ktorych zatrzymalby sie oslabiony kelt. Zerujace kelty w styczniu sa co prawda duzym ewenementem zwiazanymi najczesciej z zimowymi anomaliami pogodowymi, ale w lutym i marcu juz nie  ;)

Takie ambitne (jak dla mnie) lowienie zimowych sreberek jest jak najbardziej szlachetne. Pamietam jeszcze dobrze swoje poczatki na Parsecie sprzed 20 laty, kiedy probowalem zlowic cokolwiek co sie trocia nazywa ale miejscowi koledzy, ktorze byli i sa prawdziwymi milosnikami tej rzeki ruszali nad rzeke chetnie, bez towarzyskiego impratywu dopiero wtedy, gdy wchodzily sreberka...

Jeszcze jedna teze Marcina chcialbym potwierdzic. Tzn teze o tym, ze tak na prawde lowic trocie swiadomie moga tylko miejscowi. Przyjezdni, szczegolnie jak sa dobrze poinformowani moga trafic i nawet niezle polowic, ale zeby poczuc to i zrozumiec tak jak Marcin to przedstawil,- trzeba byc na miejscu, czuc pogode, jej powtarzalne zaleznosci i interakcje z rzeka i morzem. Jednoczesne lowienie trotek w rzece i morzu dopiero otwiera oczy na trocie... Wielokrotne nawet sukcesy, ktore sa wypadkowa wielu czynnikow podanych na tacy a nie zglebionych osobiscie wnosza do tematu jedynie polprawdy o ktorych juz wspominalem i o ktore potyka sie wiekszosc oszalale pedzacych brzegami pomorskich rzek przyjezdnych "otwierajacych sezon" ... Ten tlok pierwszego tygodnia roku potrafi mocno zniechecic, nie mowic juz o teoriach jakie sie slyszy od napotkanych "fachowcow"  :lol: te sa dopiero toksyczne :wacko:

    • Mysha, krokop i Mateusz95s lubią to
Jak zobaczyłem, że coś napisałeś to się spodziewałam że nie będzie to banalne 😊. Widzimy się we wrześniu.
    • tlok lubi to
Myślę, że jeden z lepszych tekstów w rodzaju "jak złowić" jakie czytałem w życiu. Zawartość cukru w cukrze czyli stężenie informacji na najwyższym poziomie. Brawa.
    • Krzysiek P lubi to
Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
06 sty 2022 16:15

Panowie!

Przecież pozostając w atmosferze nabożnego milczenia, w postawie na klęczkach, nie wygeneruje się nawet zalążka rozmowy z Panem bigosem  :)Jednym z ciekawszych rozmówców, wyjątkowo rzadko spotykanych w sieci! Nie lękajcie się.. rozmawiajmy, debatujmy, spierajmy, kłóćmy, żryjmy.. trochę  żyjmy..

    • Rheinangler lubi to
Slawek, ja mam ponad 100 kilo i lape jak paletka do pingponga. Nie dziw sie ludziom, ze unikaja sporu zbiorowego. W koncu kiedys spotkaja mnie nad rzeka :)))
Zdjęcie
Rheinangler
07 sty 2022 06:02

Jak ma powstac spor?! Skoro mamy zderzenie wiedzy "kompletnej" potwierdzonej wynikami i pochodzacej ze sprzezenia nie malego doswiadczenia z nauka z .... no wlasnie.... z czym?

Z obrazem przecietnego "trociarza"? "Trociarza" zimowego....

W moich oczach obraz tzw "przecietnego polskiego trociarza" jest.... marny...

Mozna powiedziec o nim:

- byl pare razy na "otwarciu sezonu"

- ryby nie zlowil, ale troc widzial, bo kumpel zlowil a on mial po prostu pecha

- wie, ze "troc trzeba wychodzic", wiec lazi

- miejscowi mu mowia, ze kiedys worek sie rozsypie, ze jedni lowia od razu a inni musza swoje nawet kilka lat odlazic.

- udziela sie chetnie w necie i czesto wypowiada bo przeciez bywa na trociach i wie o co chodzi... 

Oprocz takich wyzej opisanch trociowych Ferdk-ow  :lol: jest pewnie mnostwo osob, ktore zafascynowanych polowem troci i lososi probujac ja zlowic w roznach porach roku i mialo jakies tam sukcesy i lacza juz pare kropek z trociowej ukladanki ale i dla takich osob jest zaprezentowana przez Marcina wiedza druzgoczaco konkretna i kompletna.

Jak najbardziej na miejscu i trafnie, choc Slawkowi nie w smak :P bedzie zacytowac w tym miejscu jednego z kult-red-naczy ze swojej kultowej ksiazki.

..." Po to, by zblizyc sie do pelnego poznania rzeki, trzeba najpierw sobie te rzeke znalezc...

Zeby dobrac sie do najcenniejszych zasobow wody, trzeba sie ozenic z jedna rzeka. Kazdy jej grymas, kazdy przelotny humor bedzie wowczas latwo odczytac i nietrudno sie w nim znalezc..."

Te Markowe mysli poczodzace z zakonczenia jego ksiazki odzwierciedlaja kontrast pomiedzy "modelem" najpopularniejszym, czyli modelem spinningisty-multiinstrumentalisty, ktorym wiekszosc chce byc a takim co chce oddychac tylko poranna mgla jednaj rzeki...

Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
07 sty 2022 09:37

Wielce szanowny Arku - cała polska szkoła łowienia troci zaczyna i kończy mw na noworocznym otwarciu - i nie będę znów docieka,ł kto tą żałosną modę wykreował. Wszystkie media, impry, ścieżki edukacyjne, celebryci i przewodnicy - teraz?!

Nawet rozmiary zainteresowania pod tym rzeczowym i niezwykle kompetentnym jak na sieć wykładem Pana bigosa - skądinąd bardzo groźnie wyglądającego.- są bezlitosne dla miłośników łowienia troci..

 

Ten syndrom się nazywa -  zatkao kakao. A jak zatkao,, to bojamy się  :)    

Bardzo dobry artykuł. Mało odczuć i dużo skondensowanej wiedzy. Z czym tu dyskutować :)

Nie ma tu złotej receptury, ale dla takich jak ja znajduje się trochę cennych informacji pozwalających zwiększyć prawdopodobieństwo wyboru dobrego momentu.
Ważne, gdy ktoś planuje jechać raz w roku.

Jako wędkarz z centralnej Polski mogę wyrazić swój żal, że nigdy nie będzie mi dane jechać na trocie, jak po swoje.
To zostało już napisane, aby łowić świadomie, nad rzeką trzeba wciąż bywać, aby wiedzieć gdzie, o której godzinie, ma jaką przynętę, zależnie od pory roku, wiatru, temperatury, stanu wody i wielu innych miejscowych czynników. Trzeba ją rozumieć.

Z polska tradycja keltowa nie chce dyskutowac, bo nie posiadam odpowiedniej wiedzy w temacie. Czasem sie uczepi kelt, ale nie jest on polowem oczekiwanym...Zreszta, tam gdzie najczesciej lowie, kelty zasadniczo ,,wymarly''. Nie uwazam jednak, ze lowienie potarlowych ryb jest czyms nagannym. Co kraj to obyczaj. Ja lubie lowic ladne ryby, ktore ladnie wygladaja na zdjeciach, wiec kelt nie generuje we mnie emocji. Oczywiscie czasem sie trafi przystojna ryba z poznego ciagu. Ale zwykle jest ,,anoreksja nerwosa'', ktora dotykam z obrzydzeniem... Napisalem powyzszy tekst aby ludziom, ktorych spotykam blakajacych sie nad rzeka (doslownie), troszke rozjasnic temat. Kiedy slysze, ze ktos 5 lat chodzi za trocia i nie mial brania, to sie zastanawiam jak to mozliwe? Dlatego na kwestie logistyki i warunkow w lowisku zwrocilem szczegolna uwage. Oczywiscie, ze da sie zlowic troc w 30 stopniowy upal i w wodzie do kostek, ale to sa sytuacje poza statystyka- szczescie, cudowny zbieg okolicznosci etc. Jak ktos mieszka nad rzeka, moze sobie pozwolic na proby polowu w najbardziej beznadziejnych warunkach i w koncu kiedys trafi. Ale mieszkajac daleko, warto szanowac czas i lowic wtedy, kiedy przynajmniej warunki sa dobre. Ps: Slawek, nie boj sie. Ja tylko wygladam na bandyte :) 

Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
07 sty 2022 22:57

Jesteś jak każdy samiec alfa - respekt pojawia się automatycznie. I to władcze, wymijające spojrzenie!  :D  

  

Łowię trocie tutaj od 71 roku. Najpierw Parsęta/Radew , później Rega, Drwęca, Słupia. Miałem to szczęście!

Każda z tych rzek to była dawniej zupełnie odrębna kultura łowienia, inny świat pojęć, sposobów i obyczajów, i dopiero na przełomie 80/90 zlało się to wszystko w jeden powszechnie akceptowany model. Wcześniej - prawdopodobnie za sprawą regulaminu  poprzedzonego wieloletnia tradycją - startowało się od lutego, co właściwie w 100% eliminowało łowienie keltów - późniejszy znak rozpoznawczy pospolitego ruszenia. Owszem trafiały się kelty, ale były to już żerujące, wysrebrzone smoluchy. Nie było takiego obciachu jaki widzę przez ostanie dekady, ze w reklamówkach tzw wytrawnych łowców triumfalnie i bezwstydnie obnoszone są , śmiertelnie zamożone, potarłowe skarpety.  Kompletnie nie kumam logiki tego obyczaju - moim zdaniem jest to idiotyczne uwstecznienie, skręt w stronę niewyszukanego populizmu..

Uważam też, że nawet w tak banalnym zajęciu jak łapanie ryb, człowiek ambitny  może sobie ustawić poprzeczkę całkiem wysoko.. choćby dlatego,  żeby się nie pospolitować z czernią. Nie chcę być równiachą  :)

W kwestii mordowania keltow zgodze sie ze Slawkiem, choc ,, z nieco innej strony''. Nie do konca rozumiem sens zabijania takich ryb, bo zakladam ze ktos je pozniej zjada. Troc  po przejsciach zwiazanych z rozrodem, to jest dramat kulinarny...Szkoda tych reklamowek brudzic i nosic w plecaku godzinami...Oczywiscie jest to moja subiektywna opinia - w dodatku z sandaczem w zoladku. Jednak gdyby ktos kiedys mial dylemat, czy kelta zabrac czy puscic, to uwazam, ze wiele nie straci pozbywajac sie klopotu...O bohaterstwie w dziale C&R nie wspominajac :)

Zdjęcie
Kuballa44
08 sty 2022 13:42
Co Cie skłoniło żeby błądzących we mgle nakierować? Za cicho nad rzeką było? 😎
    • SzymonP i ark70 lubią to

Kuba, ja mysle ze ci co lowili, lowic beda dalej tyle samo i tyle samo ludzi spotkamy nad rzeka. Byc moze niektorzy z nich beda bardziej swiadomi tego co robia, po przeczytaniu mojego tekstu i to raczej cala zmiana...Wedkarstwo ,,lososiowe'' w Polsce owiane bylo od zawsze mroczna tajemnica, podczas gdy w krajach o dlugiej tradycji polowu wedrownych salmonidow, kazda miejscowka na rzece jest opisana co do kamienia i pradziku wstecznego. Podana jest niemal recepta na zlowienie ryby w konkretnym okresie i warunkach. W tych krajach kolesie lowiacy pradem trocie w przeplawce to jakies science fiction, a u nas reality. Nasze rzeki trociowe nie sa odpowiednio docenione i wycenione. Miedzy innymi ze wzgledu na brak masowosci zjawiska polowu ryb wedrownych- jak to ma miejsce w krajach, gdzie populacja tych ryb jest duza i lowiska inaczej zorganizowane/wycenione niz w Polsce. Ludzie nie lowia, bo sie szybko zniechecaja.  Wedkarze troci nie wylowia, to nie pstragi. Jedna wychodzi, nastepna wchodzi w mete. Dla Ciebie i dla mnie nic sie nie zmieni po tym tekscie. Nalowimy tyle co zawsze. Obaj wiemy, ze mozna bylo napisac duzo wiecej i o kwestiach, ktorych nawet nie poruszylem - celowo, zeby nie przesadzic. To co zostalo napisane, to uczciwa baza do wlasnych poszukiwan - aby nadac odpowiedni kierunek tym poszukiwaniom. A nie twardo blacha numer 4 w srodku lata i nieustanne gadanie ,,Panie, ryb nie ma. Pier...e PZW!'' Zbiorowe przeswiadczenie o tym, ze mamy gowniaste rzeki trociowe, bo ryby nie mozna zlowic, do niczego dobrego nas nie doprowadzi. O takie lowiska nikt nie badzie walczyl i zawsze dla wszystkich beda za drogie. Pozdro

Co Cie skłoniło żeby błądzących we mgle nakierować? Za cicho nad rzeką było? 😎


A co skłoniło kolegie do takich stwierdzeń ...
Zdjęcie
Kuballa44
08 sty 2022 19:52

A co skłoniło kolegie do takich stwierdzeń ...

Chora presja na istniejące jeszcze ryby i moja chorobliwa niechęć do niej.

... i tyle samo ludzi spotkamy nad rzeka...

Daj Boże, jak najdłużej.

Widzę sens w tym co napisałeś, choć nie wiem czy w odniesieniu do ludzi którzy tu żyją i tego kraju, nie wykazałeś się optymizmem większym niż mój określany mianem beznadziejnego przez coniektórych.
Mam nadzieję kiedyś przyznać Ci że miałeś rację, że ta popularyzacja była bądź będzie niezbędna do zmian na lepsze.
Bardzo lubię przyznawać rację komuś, bo sam zakładam raczej przykry scenariusz na ogół.
Również mam nadzieję na wiatr zmian, chwilowo jednak czuję odorek przywodzący na myśl obraz niedzielnego Pomiłowa.

Swoją drogą, artykuł bardzo dobrze się czyta. Wziąłbyś się za napisanie jakiejś książki.
    • tlok i Krzysiek P lubią to

Chora presja na istniejące jeszcze ryby i moja chorobliwa niechęć do niej.
Daj Boże, jak najdłużej.


Nie mierz wszystkich swoją miarą ...