Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.


Szukaj w artykułach


Reklama


Ostatnie na blogu


364 aktywnych użytkowników (w ciągu ostatnich 15 minut)

277 gości, 7 anonimowych

Google, tomaszgrzywacz, Bing, gordon72, M@rcin., Przemysław 30, Marcyś, wiktor1710, TomekSudety, 77robson, tajger, Karas06, cys82, Paweł R., MARCIN W, Meme, Trzeci79, RUDI75, Krzysiek P, Anonymous, bednaroka, tibhar, jasku10, rothen, filip0985, kogut, Mallytrout, cezar, kooper82, Crocop80, coma, kwibar, lajcik, BGM, slawek_2348, kris73, Michal86GDA, jacek.hetflaisz, robert3.s, Dano., Jarek M, Sławek, mirekk, Hecht_100, Alexspin, chulo, wujek, legion, Kwach, marcin2, piekar_81, marianosum, Maciej_K, mario83, Krzysztof S., teki77, Pickerel, jbk, Kapax883, marecki003, qmichalq, digger, wojtyna51, Xiaou, Grzegorz Kaliszuk, NERO HTF, mariusz!, asp, szymonxxx, Little Wing, DAN666, snoek3, AdamLca, m_ar, hotpoint, Artur1125, rrthc, cabage, GREK, Framuga, GoLoManoLo, lesiewicz


* * * * *

Catch & Release – sprzęt, hol i podbieranie


Podstawą skuteczności zasad Złów i Wypuść, jest technika obchodzenia się ze złowioną rybą. Oczywiście, żadna technika nie pomoże jeśli nasz okaz nie trafi ponownie do wody. Tym niemniej końcowy sukces, czyli szybki powrót do pełnej kondycji naszej zdobyczy, jest możliwy tylko wówczas, jeśli prawidłowo przebrniemy przez cały proces spotkania z wymarzoną rybą. Od czego powinniśmy zacząć?



Od prawidłowego doboru sprzętu. Chyba każdy, komu choć raz duża ryba zerwała zestaw wraz z przynętą wie, jak nieprzyjemne uczucie targa w takim momencie emocjami wędkarza. Zazwyczaj kiedy już się otrząśniemy ze straty okazu, kolejna myśl pogłębia smutek uświadamiając, że oto nie tylko straciliśmy ładną rybą, ale pozostawiliśmy ją także z wbitym haczykiem w pysku. Jeśli nasza niedoszła zdobycz miała odrobinę szczęścia i grot haka lub kotwicy nie spina obu szczęk, jest spora szansa, że z czasem ryba pozbędzie się tej wątpliwej ozdoby. Ma na to kilka sposobów. Luźny koniec urwanej linki może zaplątać o podwodne przeszkody, trąc pyskiem o dno w końcu uda się wyhaczyć resztkę naszego zestawu, a jeśli potrząsanie głową i wszelkie inne sposoby zawiodą, to prędzej czy później drut haka skoroduje i odpadnie przy pierwszej lepszej okazji. Między innymi dlatego tak istotny jest prawidłowy dobór sprzętu.



Planując kolejny wyjazd, upewnijmy się, że nasze zestawy wciąż charakteryzują się mocą odpowiednią do ryb, które zamierzamy poławiać. Pamiętajmy, że żyłki leżąc w szafie tracą swoją moc z miesiąca na miesiąc i przy dzisiejszej dostępności i rozsądnych cenach powinny być wymieniane przynajmniej raz w roku - przed każdym nowym sezonem. Sprawdźmy stan plecionki. Częste kontakty z podwodnymi przeszkodami powodują, że ostatnie metry są mocno osłabione. Jeśli nasza kontrola wykaże kiepski stan krótkiego odcinka, najlepiej go zwyczajnie odciąć i wyrzucić. Jeśli jest to większy zapas linki, to warto ją przewinąć, tak aby przy przynęcie znajdowała się do tej pory nieużywana linka z dna szpuli. Sprawdźmy hamulce naszych kołowrotków. Powinny być płynne i podczas prostego testu polegającego na gwałtowniejszym szarpnięciu za linkę nie mogą dopuścić do jej zerwania. Warto również zrobić rewizję przyponów, agrafek wraz krętlikami i kółek łącznikowych. Niby drobiazgi, ale mogą przesądzić o naszym sukcesie, bądź przyczynić się do ostatecznej porażki. Wszelkie przetarcia, trwałe załamania i rdza powinny być sygnałem do wymiany.



Przeglądając nasz sprzęt, powinniśmy także zwrócić uwagę na jeszcze jeden, za to może najważniejszy aspekt. Dobierajmy sprzęt do wielkości łowionych ryb. Mając przyjemność łowić na wielu łowiskach w kraju i za granicą obserwuję, jak wielu wędkarzy wciąż ma z tym problem. Nie zabierajmy się za polowanie na szczupaki z wędką, która pod większym okoniem gnie się do granic wytrzymałości. Planując zasiadkę na karpia w łowisku, w którym nie brakuje dwucyfrowych okazów, zostawmy w domu kije do połowu płoci. Mimo że podejście grubego pstrąga jest nie lada wyzwaniem i dużą nobilitacją dla łowcy, nie róbmy tego z muchówką w klasie przeznaczonej do połowu lipieni. Oczywiście, piękno wędkarstwa polega także na nieprzewidywalności i może się zdarzyć sytuacja, w której metrowy szczupak zaatakuje paproszka przeznaczonego dla okonia. Staram się tu jednak przekonywać do świadomego podejścia do naszego hobby.



Odpowiedni dobór sprzętu pozwoli nam spokojnie pomyśleć o prawidłowym sposobie holowania ryb. Wydawałoby się, że w tej kwestii nie wiele mamy do powiedzenia. Holujemy tak, jak na to pozwala ryba. Otóż nie do końca. Pamiętajcie, że ryba walczy o życie. Każda sekunda walki pogłębia deficyt tlenowy we krwi i mięśniach, powodując wyczerpanie i uwalniając do organizmu trujące substancje. Zapomnijcie o radach, mówiących aby tak długo holować naszą zdobycz, aż ta wyłoży się na bok. Brak walki to oznaka stanu totalnego wyczerpania. Oczywiście, będzie zdecydowanie prościej wyciągnąć tak zmęczoną rybę z wody, lecz jeśli chcemy ją uwolnić, to powrót do zdrowia po takim spotkaniu z wędkarzem będzie bardzo utrudniony. Zatem holujmy naszą zdobycz zdecydowanie i możliwe krótko.



Dołączona grafika

Hol dużej ryby wymaga solidnego sprzętu


Oczywiście nie należy popadać ze skrajności w skrajność - hol powinien odbywać się w wodzie, a nie w powietrzu. Tym niemniej, przyjmijmy zasadę, że lepiej szybciej, niż zbyt długo. Amerykanie podchodzą do tematu jeszcze bardziej ekstremalnie. Otóż moc używanego przez nich sprzętu, pozwala na wyholowanie ponad metrowego szczupaka w czasie nie przekraczającym znacząco jednej minuty. Choć oglądając takie akcje mam wrażenie, że koledzy za oceanu nie mają bladego pojęcia co to hamulec kołowrotka, to proszę mi wierzyć, że obok ekstremalnej dawki adrenaliny związanej z bardzo emocjonującym i energicznym holem, ryba która nie miała szansy zużyć wszystkich zapasów energii, w końcowym rozrachunku wraca do wody bez większego uszczerbku na zdrowiu, najczęściej porządnie ochlapując szczęśliwego wędkarza żwawym uderzeniem ogona o wodę.



Pytanie brzmi zatem, kiedy powinniśmy zacząć podbierać holowaną rybę? Otóż wówczas, kiedy kolejny odjazd był znacznie krótszy od poprzedniego. Kiedy ryba płynnie daje się naprowadzić do ręki lub podbieraka. Oczywiście trzeba być czujnym, gdyż ten ostatni zryw może być stosunkowo silny, ale to jest ten moment, w którym powinniśmy przystąpić do podbierania. Techniki podbierania i narzędzia temu służące to temat na osobny artykuł, dlatego dziś skupię się tylko na podstawowych zasadach, a najbardziej przyjazne rybie sposoby trzymania opiszę w kolejnym artykule.



Podstawową zasadą, którą powinniśmy się kierować, jest dbałość o nie wyrządzenie naszej zdobyczy krzywdy. Zastanówmy się, czy w ogóle musimy wyciągać ją z wody? Łowiąc kilkadziesiąt okoni dziennie, kolejnego możemy odhaczyć bezpośrednio w wodzie. Czy warto fotografować się z każdym 50 cm szczupaczkiem? Na koniec sezonu, jedyną różnicą na naszych zdjęciach będzie kolor koszulki.



Dołączona grafika

Najbezpieczniejsze dla ryby jest jej szybkie wyhaczenie bezpośrednio w wodzie


Postarajmy się możliwie szybko uwolnić rybę ze wszelkich naprężeń związanych z przynętą. Jeśli z różnych powodów wolimy pozostawić przynętę w pysku ryby, to upewnijmy się tylko, czy nie zagraża ona podstawowym organom – oczy, skrzela. Warto pamiętać, że każdy kontakt ryby z naszą ręką, ubraniem, trawą, piachem lub co gorsza kamieniami czy dnem łodzi, kończy się ubytkami ochronnego śluzu i może prowadzić do chorób skóry. Podbierając rybę uprzednio zwilżmy dłoń. Starajmy się unikać odkładania ryby. Gdy tylko jest to możliwe, przetrzymujmy ją w wodzie. Jeśli używamy podbieraka, wystarczy unieść obręcz siatki, tak aby ciało ryby znajdowało się zanurzone. Pamiętajmy tylko, że to głowa ma spoczywać w wodzie, a nie ogon.



Dołączona grafika

Wszystkie czynności możemy wykonać nie wyciągając ryby z wody


Dysponując dużą łodzią, warto wyposażyć ją w obszerny zbiornik, w którym możemy trzymać żywą rybę. Przed każdym podebraniem, należy tylko wymienić wodę na świeżą. Jest to szczególnie ważne w cieplejszych porach roku, gdy zawartość rozpuszczonego w wodzie tlenu jest ograniczona. Takie pozostawienie naszej zdobyczy w jej naturalnym środowisku da nam czas na ochłonięcie, gratulacje partnera, przygotowanie odpowiednich narzędzi lub ustawienie aparatu. W tym czasie sama ryba nieco się uspokoi, a przede wszystkim będzie mogła oddychać, co z pewnością ułatwi jej odzyskanie dobrej kondycji. Korzystajmy z pomocy kolegi. We dwójkę jest dużo prościej zapanować nad całą akcją.




Stając nad miejscówką zastanówmy się gdzie i jak będziemy mogli podebrać walczącą rybę. Nie raz widziałem, jak zacięta ryba „wisiała” na końcu zestawu wędkarza, nieudolnie próbującego przeciągnąć ją przez dzielące ich drzewo, krzaki, kamienie czy kilkumetrowe nadbrzeże. Utrzymujmy porządek na naszej łodzi lub stanowisku. Wyplątywanie porozrzucanych przynęt z siatki podbieraka, gdy na końcu naszego zestawu walczy duża ryba, nie należy do przyjemności. Jeśli jesteśmy sami, upewnijmy się, że wszelkie niezbędne narzędzia są w zasięgu ręki. Przypominam, że najczęściej jednej ręki, bo drugą będziemy trzymać wędkę z rybą. Jeśli w końcu chwyciliśmy nasz okaz, to starajmy się go trzymać nad lustrem wody. W przypadku, w którym gwałtowne szarpniecie wyrwie z rąk naszą zdobycz, to przynajmniej nie rozbije się ona o ziemię lub dno łodzi, a trafi tam gdzie powinna.



Na koniec namawiam do ćwiczeń. Nie czekajmy biernie na spotkanie z rybą życia. Trenujmy, ćwiczmy, doskonalmy nasze umiejętności w praktyce. Jeśli operowanie podbierakiem sprawia nam trudności, to ćwiczmy na mniejszych rybach. Mamy kłopoty z uchwyceniem śliskiej, szamoczącej się w wodzie ryby? To podglądajmy bardziej doświadczonych kolegów, sięgnijmy po lekturę, zajrzyjmy do internetu, testujmy różne chwyty nad wodą i przede wszystkim nie zniechęcajmy się. Ryba nie parzy i pewny uchwyt trzeba zwyczajnie wypracować. Zebrane doświadczenie przyda nam się podczas spotkania z naszym najcenniejszym okazem, gdy emocje często nie pozostawiają miejsca na zbyt wiele błędów.




Mateusz Baran
(Artykuł opublikowano w WW 05/2009)



5 Komentarze

Co komentować :) ?

Stary, głupi , ch....

Parę godzin temu, zrobiłem złą akcję po tylu latach.

Stałem przed wyborem: szybko i zręcznie  wychaczyć  ...Przeżył wiadomo...z dziurą w górnej  szczęce...

Nikt nie jest doświadczony na zapas...myśleć trzeba zawsze ;)

Zdjęcie
Mateusz Baran
03 sie 2014 21:44

Czasem mimo najszczerszych chęci coś pójdzie nie tak... Mnie kiedyś do kamery wykręciła się z ręki mamusia 110cm. Głupią minę miałem...;-) Odpłynęła, mam nadzięję że nadal rośnie.

 

Tak bywa i nie ma co się łamać. Chwała za odwagę i szczerość. 

    • robert67 lubi to

"Tak se"' po japońsku ;)

Zamiast dzisiaj się od ... wyzywać...

wodę dokładniej "pomacać" ;)

 

:lol:

Ostatni akapit najbardziej mi się podoba. Trzeba ćwiczyć na każdej zdobyczy.

Zdjęcie
michalwedkarz
10 gru 2014 09:30

Pochwalam tą idee. Każdy wędkarz powinien się do niej stosować. Szkoda jednak, że robią to tylko nieliczni i to Ci bardziej internetowi, aniżeli starzy wyjadacze chodzący nad rzekę od kilkudziesięciu lat - oni są ciężko reformowalni.