Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.


Szukaj w artykułach


Reklama


Ostatnie na blogu


517 aktywnych użytkowników (w ciągu ostatnich 15 minut)

507 gości, 0 anonimowych

Wilku82, Bing, Google, Marek1969, albercik2, Marcin Rafalski, Darek K, Maciej W., macieknikos, Grubyziom, Maniek600, minnow


- - - - -

Święto Niepodległości nad wodą


Dołączona grafika

 

Piękne widoki są jedynym pewniakiem podczas listopadowego wędkowania.

 

Tradycją jest, że 11 listopada spędzam nad wodą w moich rodzinnych stronach czyli na Pojezierzu Brodnickim. Z reguły nie jest to jeden dzień, ale w zależności od układu kalendarza i obowiązków zawodowych, kilka dni a nawet tydzień.
Oczywiście ideałem byłaby możliwość wykorzystania całego wolnego czasu na wędkowanie, niestety nie jest tak dobrze, w domu rodziców zawsze znajdzie się coś do zrobienia i nie ma od tego wymówki. Najpierw obowiązki , później przyjemność, czyli stosunkowo krótkie popołudnia z wędką. Choć pogoda o tej porze roku nie rozpieszcza, bardzo lubię ten czas głównie z powodu ciszy, rzadkiego spotykania kolegów po kiju oraz właścicieli licznych działek rekreacyjnych. Wiernie towarzyszy mi pies moich rodziców, który uwielbia chodzić na ryby, wystarczy że wyjdę z wędką z domu, zaczyna specyficznie szczekać a sztuczna przynęta na końcu wędki elektryzuje go bardziej niż podwodne drapieżniki.

 

Na ryby tylko ze mną!
Tradycja listopadowego wyjazdu na ryby wzięła się stąd, że przed laty na początku listopada bywało już na tyle zimno, że woda miała temperaturę około 5oC i przy słonecznej pogodzie udawało się trafić na tarło sielawy. Była wówczas szansa na złowienie pięknych okoni, okazałego szczupaka lub wypasionego sandacza w pobliżu miejsc tarła.
W ostatnich latach jest raczej ciepło, woda miewa nawet 10oC (w tym roku 7,5oC), a ostatnie tarło sielawy na początku listopada trafiłem z 12 lat temu.

 

Dołączona grafika

 

Moje wody rzadko mają więcej niż 40 ha

 

Łowię na kilku niewielkich ale głębokich zbiornikach rynnowych z brzegu, dlatego że nie lubię marznąć na łodzi a przemarsz z miejscówki na kolejną lub z jednej wody nad drugą, potrafi skutecznie rozgrzać kości. Dawniej przechodzenie z miejsca na miejsce było krótsze, ponieważ wszyscy łowili z brzegu i dookoła każdej wody było pełno wędkarskich miejscówek. Dziś wszyscy mają łodzie, całe połacie linii brzegowej są zarośnięte trzcinowiskami, wejścia są najczęściej przy działkach rekreacyjnych, często z pomostem.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Pomosty przy działkach to stała część krajobrazu.

 

Woda pomimo temperatury zbyt wysokiej na tarło sielawy jest już na tyle zimna, że ryby są zgrupowane w głębszych partiach zbiorników. Zaczynam szukać drapieżników w odległości 40-50 m od brzegu gdzie często trafiam na drugi, wyraźny spadek dna (pierwszy jest od linii trzcin). Głębokość wody w takich miejscach wynosi od 6 do 10 m. Na pierwszy ogień idą przynęty jak na fotografii 5. Od lewej Kaitech 4”, kopyto Relaxa 3”, Akoi Diplomat 3”, Predator Mansa 2,5” i twister Relaxa wszystko na główkach maksymalnie 10-12 gramów, po to bym mógł dorzucić tam gdzie chcę, ale im lżej tym lepiej. Zdecydowanie w stonowanych barwach ponieważ woda jest bardzo przejrzysta.

 

Dołączona grafika

 

Przynęty od których zaczynam łowienie.

 

Miejscówki najpierw obławiam na wprost, oddając kilkanaście rzutów, podczas których prowadzę przynętę w możliwie wolnym opadzie. Jeśli nic się nie dzieję zmieniam opad na wolne prowadzenie przynęty przy dnie. Jeśli nie ma brań obławiam stanowisko na boki wzdłuż trzcinowisk w opadzie i powolnym prowadzeniu przy dnie. Ostatecznie zakładam przynętę uzbrojoną lżejszą główką (5g) i staram się prowadzić możliwie wolno w połowie wody. Przy braku efektów zmieniam miejsce.

 

W tym roku 11 i 12 listopada słońce dość często wyglądało zza chmur i temperatura powietrza dochodziła nawet do 11oC, coś tam próbowało od czasu do czasu ugryźć przynętę. Brania były z dna daleko od brzegu w większości z opadu. Pierwszy zameldował się niewielki zębaty, pod koniec dnia uaktywniły się pasiaki.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Nie są to olbrzymy ale cieszą.

 

W kolejnych dwóch dniach gdy zrobiło się zdecydowanie chłodniej i nie było już widać słońca, brania zupełnie ustały.
W takim wypadku w drodze powrotnej zmieniam zestaw na boczny trok i próbuję skusić cokolwiek.
Najczęściej są to niewielkie pasiaki.

 

Dołączona grafika

 

Pasiak na troka.

 

Oczywiście wszystkie ryby wypuszczam, przed odczepieniem, moczę dłoń by w najmniejszym stopniu pozbawić rybę śluzu.

 

Listopad nie darzy wieloma rybami, często lepsze wyniki mam w okolicach świąt Bożego Narodzenia, wtedy jakby ryby przyzwyczaiły się już do niskiej temperatury wody i regularniej zerują. Jest to jednak doskonała okazja do wypoczynku na świeżym powietrzu z daleka od miejskiego hałasu w trudnym okresie krótkiego dnia, ale przede wszystkim tradycja, którą wypada kultywować.

 

Dołączona grafika

 

Zmrok wygania do domu

 

Artykuł bierze udział w konkursie "wygraj wędkę marzeń - sezon 2"


  • Friko, Aries i ODYSEUSZ lubią to


1 Komentarze

Zdjęcie
Sławek Oppeln Bronikowski
13 gru 2021 19:56

Zbiedniały bardzo te jeziora, moich dwóch znajomych jeździ tam od lat 70' - teraz wyłącznie z sentymentu i dla wspaniałych widoków :)  Wiadomo - jak już są dacze to pojawia się popyt.. oraz podaż..