Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Logowanie »   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.

Zdjęcie

S. Cios "Głowacica wędkarza doskonałego" - moja, mocno subiektywna recenzja i refleksje


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
94 odpowiedzi w tym temacie

#1 OFFLINE   mart123

mart123

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 213 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 12:11

S. Cios "Głowacica wędkarza doskonałego" - moja, mocno subiektywna recenzja i refleksje[/size]
 
Na wstępie zaznaczam, że gdyby ktoś chciał zapytać czy mam kompetencje by pisać recenzje książek o głowacicy odpowiadam: TAK. Złowiłem w życiu więcej niż jedną "główkę" a przy okazji nie jestem półanalfabetą, zatem takie kompetencje są jak najbardziej w moim posiadaniu. W swoim opracowaniu zachowam strukturę tematyczną identyczną jak w książce, czyli mówiąc prościej polecę po kolei, zgodnie ze spisem treści.Zaznaczam również, że jestem, jak mawia moja trzecia żona, złośliwe bydlę i zamierzam tej cechy użyć.

Rozdział I
Książka, zaraz na samym swym początku przedstawia krótką historię Klubu Głowatka i tu chciałbym zatrzymać się na dłużej i nie będzie to recenzja, a raczej komentarz do treści rozdziału i moja osobista ocena efektów działalności Klubu.
Nie wątpię, ba, jestem pewien, że działalności Klubu przyświecał szlachetny cel czyli jak to zostało powiedziane idea ochrony głowacicy. Niestety w moim odczuciu działalność Klubu została od początku błędnie ukierunkowana na popularyzację gatunku i rozpowszechnienie wiedzy o metodach połowu w wykonaniu medialno-rozrywkowym. Od pierwszego Pucharu w roku 1993 i medialnej zadymy głównie w wykonaniu Wędkarza Polskiego datuje się eksplozja zainteresowania tym gatunkiem, wkrótce owocująca niespotykaną wcześniej, przyrastającą w postępie geometrycznym presją wędkarską. Efekt - mocno wybite głowatki w Dunajcu i Popradzie w ciągu kolejnych 6-8 lat. Po 10 latach od pamiętnego Pucharu było praktycznie posprzątane. Wędkarstwo głowacicowe zostało spopularyzowane, zwulgaryzowane by wreszcie uzyskać swoją kłusowniczą odmianę, w której zakaz połowu w nocy, wymiar, okres czy limit ochronny przestały obowiązywać. Na koniec, jak zaczęło brakować ryb, nowa fala łowców głowacic, tych "sierot Pucharu", z których każdych chciał być taki jak Ćwik, dobrała się do stada matecznego zamieszkującego odcinek Pienińskiego Parku Narodowego. 
Poza tym, pomysł by przed każdymi zawodami wpuszczać rybę lub ryby hodowlane by je potem mogli odstrzelić  uczestnicy tych spotkań (a trzeba pamiętać, że na początku takie ryby po złowieniu były zabijane) był wyjątkowo obrzydliwy z etycznego punktu widzenia a z praktycznego, szkodliwy bo miejsca tych zarybień poddawane były zwiększonej presji w wyniku której padały ryby dzikie. Tak czy inaczej okres romantyzmu polskiego wędkarstwa głowacicowego trwający od lat 60-tych zakończył się właśnie w roku 1993 za sprawą zdjęcia Tadzika Ćwika z okładki WP.
Pamiętać też należy, by nie przeceniać wagi zarybień w wykonaniu Klubu. Nie podważam wartości tych działań w sensie moralnym, gdyż członkowie i sympatycy Klubu wyłożyli swoje prywatne pieniądze na zarybienia, natomiast porównując je do skali zarybień w wykonaniu PZW NS to naprawdę zaledwie ich ułamek dlatego stwierdzenie, cyt.: "Najważniejszym celem Pucharu Głowatki był i jest zakup narybku (...). Dzięki zaangażowaniu członków Klubu, głowacice ciągle pływają w dorzeczu Dunajca (...)" jest prawdziwe, ale wyłącznie w zakresie odpowiadającym proporcji zarybień Klubu do tego co w tym samym czasie wpuścił Okręg NS.
 
Rozdział II
I tu moje pierwsze i największe rozczarowanie, być może spowodowane nadmiernymi i nierealnymi oczekiwaniami. Rozdział praktycznie w całości przedrukowuje istniejące w prasie wędkarskiej relacje, artykuły i opracowania a ja liczyłem na nie funkcjonujące w przestrzeni medialnej wspomnienia starych repów i pionierów z grupy nowotarskiej, zakopiańskiej, czy krakowskiej. Zabrakło mi w tym rozdziale opowieści o spotkaniach z tymi największymi okazami, które zakończyły się zwycięstwem ryb. Brakło mi też czarno-białych zdjęć dawnych, nieistniejących już miejscówek i ryb w złowionych w ujściu Białki, Maniowych, w Falsztynie, pod Zielonymi Skałkami, Matką Boską, Ptasim Uskokiem- najpiękniejszym odcinku Dunajca jaki ta rzeka posiadała i który był głowacicową mekką. Wyjątkiem wspomnienia Krzysztofa Wójcika (str. 78), szkoda, że takie krótkie, z odkrywania tajemnic Popradu okraszone zarąbistym zdjęciem w stylu retro - ja też nosiłem taką czapkę podczas zimowych polowań. Widać tę romantyczną pasję odkrywania i instynkt, który charakteryzuje każdego dobrego łowcę tej ryby. Przy tej opowieści jest jednak jedno ale..... Sorry, ale Pan Wójcik donosi, że łowiąc ok. 30 lat temu, dzień po dniu złowił dwie ryby, których wagę podaje, zatem można przypuszczać, że obie dostały w beret. Nic w tym dziwnego, ryby w tamtych czasach dostawały w beret ale 30 lat temu obowiązywał limit 1 sztuki w tygodniu a tu dwie ryby dzień po dniu. Temat warto wyjaśnić, bo stawia w niejednoznacznym świetle niewątpliwie etycznego łowcę, który jak sam twierdzi, większość ryb wypuszczał.
  
 
Rozdział III
Majstersztyk - pięknie zebrany rys historyczny, ewolucja metod i technik, historia klamki. Sam takie klepałem i urywałem kilogramami, przy czym nie miałem na te moje "wyroby" nawet trącenia. Pierwszą rybę z Dunajca złowiłem na miedzianą karlinkę, resztę na woblery i nimfy.
Przy okazji, gdyby Pan Cios miał zamiar uzupełnić swoje dzieło o rozdział pt. "Głowacicowi idioci na rybach w ujęciu historycznym" to służę swoim przykładem. Było to gdzieś około roku 1990. Po przeczytaniu w WW informacji o zarybieniu Raby głowacicą, natychmiast wyruszyłem na jej połów do Myślenic, uzbrojony w dwie przynęty a były to dunajeckie klamki o dł. ok 20 cm i wadze na pewno ponad 50g. Ekscytacja moja była ogromna, będę łowił głowacice w Rabie, 30 km od domu!!! Pierwszę klamkę urwałem w pierwszym rzucie, drugą w trzecim. Po 2 minutach polowania na głowacice z Raby wyruszyłem w podróż powrotną do Krakowa. Posiadam więcej przykładów takich idiotyzmów w historii swych polowań na tę rybę.
 
  
Rozdział IV
I tu niestety kolejne rozczarowanie. W rozdziale zebrano informacje dotyczące zarejestrowanych w prasie wędkarskiej rekordowych połowów, do których każdy ma dostęp, a ja miałem nadzieję, że Panu Ciosowi uda się dotrzeć do relacji z połowów ryb >20kg, które miały miejsce na przestrzeni lat. Zdaję sobie sprawę, że to trudne zadanie gdyż łowcy takich okazów niechętnie udzielają informacji, niemniej znaczna część miejsc gdzie takie ryby były łowione już nie istnieje, zatem łowcy tych gigantów, o ile żyją (łowcy) może byliby skłonni do opowieści.
 
Rozdział V
Jakoś tak mi się wydaje i wydaje mi się, że mi się dobrze wydaje, że jak Pan Leszek Augustyn, były ichtiolog ZO NS zaczyna się wypowiadać o przyczynach spadku pogłowia ryb w Dunajcu to zawsze czytamy, słyszymy o zgubnym efekcie Zbiornika Czorsztyńskiego. Nie wdając się w szczegóły zauważalny spadek pogłowia głowatki w Popradzie nie ma niczego wspólnego z ta inwestycją więc nie tędy droga. Czytając ten rozdział i mając na uwadze udział w nim naukowca-ichtiologa wyczekiwałem, że na końcu pojawi się jakaś analiza przyczyn dla których głowatka pomimo milionowych zarybień prawie zniknęła z Dunajca i Popradu. Niestety, nie doczekałem się. W podsumowaniu przyczyn spadku połowów, który trwa już kilkanaście lat znalazłem słowo "niezrozumiały" i dowiedziałem się z niego, że jakieś analizy są utrudnione z powodu popularyzacji idei C&R i rozwoju łowisk z zakazem zabijania. Jako, że nie lubię publicznie używać wulgaryzmów i inwektyw konkluzję tego rozdziału pozostawiam bez komentarza.  
 
Rozdział VI
Klasyka czyli powtarzane od 30 lat, nieaktualne dane nt. pokarmu głowacicy i zagrożeń dla istnienia gatunku, takie jak normalna (niekłusownicza) presja wędkarska czy łowienie jej na pęczak czy wreszcie mylenie, świadome lub nie z pstrągiem.
Dlaczego, do cholery, nie napisano, że duża część odławianych rocznie ryb wyjeżdża(ło) z rzek nielegalnie w wyniku nocnych i kwietniowo-majowych połowów w wykonaniu przeróżnych ekip wędkarskich czy niekontrolowanego kłusownictwa na tarle? Ktoś wie ile ryb wyjechało po nocy z oddalonych od dróg i siedzib ludzkich miejscówek, np.  z Łącka, Gołkowic, wielu dzikich, popradzkich miejscówek, np. poniżej Wierchomli, gdzie rzeka odbija od drogi, a nawet z odcinka PPN? Czemu nikt nie mówi, że podczas tarła w.... i tu nie podam namiarów na tarliska ale wielu z nas je dobrze zna, zamordowano z zimną krwią wiele pięknych ryb? Nie ma chyba bardziej krytycznego momentu w cyklu życiowym głowacicy niż moment tarła - wielkie, ogłupiałe, czerwone ryby na wodzie do kolan. Tarliska powinnym być oznakowane z zakazem zbliżania się do rzeki na odległość 10 metrów pod karą grzywny w wysokości średnich, rocznych zarobków. Kłusownictwo ma boleć tak jak boli na Słowacji czy Austrii, a nie jakieś pitolenie o uświadamianiu wędkarzy, podnoszeniu limitów i cen licencji. Po co? Po to by tak zaoszczędzone ryby, z których każdej wartość można szacować w tysiącach złotych,  mogły być nabite na widły? 
 
 
Rozdział VII
Fajne, luźne opowiastki, które jednak już się kiedyś czytało, gdyż w większości to relacje pościągane z prasy wędkarskiej. Pytanie ile w nich prawdy, gdyż powszechnie wiadomo, że tyle ściemy ile w opowieściach głowacicowych nie ma nawet w twórczości pani Rowling. Ale silva rerum rządzi się swoimi prawami.  W jednym tylko przypadku muszę jednak zainterweniować, gdyż odbiega znacznie od faktów i nagromadzenie tych odstępstw jest duże. Mowa o opowieści ze str. 213 - Niecodzienny połów na Dunajcu.
To nie jest opowieść Krzepowskiego tylko Ćwika. Opisana tam miejscówka "Pod Matką Boską" to nie to samo co "Pod Zieloną Skałką". Zielone Skałki był oddalone od "Matki Boskiej"  ok. kilometra w górę Dunajca vis a vis kempingu a tak wogóle to ta historia miała miejsce w Sromowcach a nie w Czorsztynie, ryby zostały złowione Pod Fotografem i pod Czerwoną Skałą w czasie grudniowej odwliży. 
 
 
Podsumowując, pomimo tych drobnych z mojego punktu widzenia niedociągnięć, pozycja, jak większość twórczości Pana S. Ciosa, warta zajęcia ważnego miejsca w biblioteczce wędkarza doskonałego.  Tylko czy tacy jeszcze są?

Na zdjęciu pamiętne ujęcie nieżyjącego już Tadka Ćwika, zwycięzcę I Pucharu, wydarzenia, które zakończyło romantyczny okres połowów głowacicy w Polsce.

Załączone pliki


Użytkownik mart123 edytował ten post 02 listopad 2018 - 12:37


#2 OFFLINE   jachu

jachu

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 244 postów
  • LokalizacjaBerlin
  • Imię:Janusz
  • Nazwisko:Skowron

Napisano 02 listopad 2018 - 13:40

Muszę przyznać, że zasiałeś niepokój w mojej głowie. Książka do mnie jeszcze nie dotarła, a już się zastanawiam, czy znajdę jeszcze miejsce obok Bajek La Fontaine'a? Oczywiście, tym bardziej przeczytam z dużym zainteresowaniem. Przekonałeś mnie znajomością tematu i nawet te wspomniane trzy żony nie mogą tu być żadnym kontrargumentem. Pozdrawiam.



#3 OFFLINE   mart123

mart123

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 213 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 14:08

Przekonałeś mnie znajomością tematu i nawet te wspomniane trzy żony nie mogą tu być żadnym kontrargumentem. Pozdrawiam.


Jest dokładnie przeciwnie. Jak ktoś twierdzi, że jest aktywnym i faktycznym łowcą głowacic i ma tylko jedną żonę, z którą na dodatek żyje w długoletnim, zgodnym związku oznacza to, że koleś kłamie.
  • Janusz Wałaszewski, Paweł nizinny, Krzysiek Dmyszewicz i 8 innych osób lubią to

#4 OFFLINE   Banjo

Banjo

    Zaawansowany

  • Lurebuilding Team
  • PipPipPip
  • 1465 postów
  • LokalizacjaOława
  • Imię:Sławomir
  • Nazwisko:Bednarczyk

Napisano 02 listopad 2018 - 15:07

Muszę przyznać, że zasiałeś niepokój w mojej głowie. Książka do mnie jeszcze nie dotarła, a już się zastanawiam, czy znajdę jeszcze miejsce obok Bajek La Fontaine'a? Oczywiście, tym bardziej przeczytam z dużym zainteresowaniem. Przekonałeś mnie znajomością tematu i nawet te wspomniane trzy żony nie mogą tu być żadnym kontrargumentem. Pozdrawiam.

 

Janusz, już niedługo książka będzie u Ciebie. Na razie jedzie do mnie, potem do Ciebie. Teraz to nie jestem pewien, czy dobrze zrobiłem kupując ją dla Ciebie  ;) .



#5 OFFLINE   DonPablo

DonPablo

    Zaawansowany

  • +Forumowicze
  • PipPipPip
  • 662 postów
  • LokalizacjaBielsko
  • Imię:Paweł

Napisano 02 listopad 2018 - 16:21

Książki jeszcze nie czytałem, trudno jest mi więc wypowiadać się na jej temat, ale...

wiem jedno już teraz- byłoby dużo bardziej na miejscu, gdyby autor powyższej recenzji nie zasłaniał się anonimowością.

I nie interesuje mnie, że ktoś tam na forum wie, kto to jest mart123.

Jeśli chce merytorycznej polemiki z Stanisławem Ciosem (bo chyba taki jest cel powyższego posta) to niech nie skrywa się za nickiem,

tak jak autor książki nie skrywa się za pseudonimem.


  • robert.bednarczyk lubi to

#6 OFFLINE   jachu

jachu

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 244 postów
  • LokalizacjaBerlin
  • Imię:Janusz
  • Nazwisko:Skowron

Napisano 02 listopad 2018 - 16:32

Jest dokładnie przeciwnie. Jak ktoś twierdzi, że jest aktywnym i faktycznym łowcą głowacic i ma tylko jedną żonę, z którą na dodatek żyje w długoletnim, zgodnym związku oznacza to, że koleś kłamie.

Ucięcie ewentualnych spekulacji, że mart mógł się pomylić z wybrankami, wiec tu też może. Ogólnie szacun za świetnie napisane podsumowanie i wiedzę. Opis próby wywołania tsunami w Myślenicach klamkami znakomity. :D  Jak Krzysiek kiedyś napisze Jelca wędkarza doskonałego, to z całą odpowiedzialnością podpowiem mu recenzenta.

Sławku, opcja sprzedaży zawsze w rezerwie. Nie uprzedzajmy. Na razie podoba mi się to, że na zdjęcie z okładki nie trafił jakiś inny inny wędkarz doskonały. Np. na literę M.  ;)



#7 OFFLINE   mart123

mart123

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 213 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 18:05

Co do anonimowości, proszę, o ile nie złamałem któregoś punktu regulaminu pisząc pod pseudonimem, decyzję o pozostaniu lub nie anonimowym pozostawić samemu anonimowi. Jak ktoś, łącznie z Panem Ciosem, nie chce dyskutować z martem123 to na szczęście nie musi.

#8 OFFLINE   DonPablo

DonPablo

    Zaawansowany

  • +Forumowicze
  • PipPipPip
  • 662 postów
  • LokalizacjaBielsko
  • Imię:Paweł

Napisano 02 listopad 2018 - 18:56

Mhm...

pomimo faktu, że z niektórymi uwagami z "recenzji" (odnośnie całego tematu głowacicy z naciskiem na zjawisko kłusownictwa) muszę się zgodzić, to anonimowa krytyka pozostaje dla mnie czymś mało honorowym.

 

 

 


  • Arek Kubale, Paweł Bugajski, Tomek TJ i 1 inna osoba lubią to

#9 OFFLINE   AdasCzeski

AdasCzeski

    Zaawansowany

  • +Forumowicze
  • PipPipPip
  • 1139 postów
  • LokalizacjaPoznań
  • Imię:Adam
  • Nazwisko:Czeski

Napisano 02 listopad 2018 - 19:32

Książki nie czytałem, ale kupię i przeczytam, choć pewnie nie pojadę na głowacice. No chyba, że Gwda. :) 

 

Odnośnie autora postu... patrząc na obecną rzeczywistość to ja osobiście wolę po stokroć dyskutować konkretnie i merytorycznie z anonimem, niż by mi jaki nieanonimowy hejter pluł w twarz głupstwa, które powtarzało 100 innych i po latach procesu mieć "satysfakcję". 


  • ark70, albercik2 i Delbanka lubią to

#10 OFFLINE   mart123

mart123

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 213 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 19:37

Mhm...
pomimo faktu, że z niektórymi uwagami z "recenzji" (odnośnie całego tematu głowacicy z naciskiem na zjawisko kłusownictwa) muszę się zgodzić, to anonimowa krytyka pozostaje dla mnie czymś mało honorowym.

Obiecuję, że jak po Twojej interwencji znikną z tego forum podpisane wyłącznie nickami czyli niehonorowe, wszelkie krytyczne posty dot. sprzętu, usług czy opinii innych użytkowników, to zobaczysz pod moją recenzją to czego oczekujesz.

Użytkownik mart123 edytował ten post 02 listopad 2018 - 19:53


#11 OFFLINE   S. Cios

S. Cios

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 58 postów
  • LokalizacjaPiscilandia
  • Imię:Stanisław
  • Nazwisko:Cios

Napisano 02 listopad 2018 - 20:00

W skrócie, bo nie mam czasu na jałową dyskusję:

1. M. mija się z prawdą w wielu miejscach. To nie Klub Głowatka rozpropagował połów tej ryby. Już w drugiej połowie lat 70. pół Krakowa jeździło na nią. Wzrost popularności głowatki po 1990 r. wynika z czynników społecznych (wzrost zamożności i mobilności wędkarzy, dostępność sprzętu itd.). Jakieś nieporozumienie.
2. W rozdz. II teksty (lub tylko fragmenty) pochodzące z Wędkarza Pol. są od 5 wędkarzy (Jandura, Krzepowski, Paluch, Cwik, Małeta i Wysocki - świeć Panie nad ich duszami, albo są już nieaktywni). Uwzględnienie ich w książce wiąże się z tym, że warto o nich pamiętać i trzeba im oddać należyty hołd. Niejeden z dawnych tekstów jest o niebo lepszy od tych pisanych przez współczesnych wędkarzy (na łamach kolorowej prasy). Pozostałe 9 osób dało oryginalne teksty. Wypada umieć liczyć do 15.
3. Kilku starym repom, do których się zwracałem o teksty, nie miało Muzy w minionym roku i nic nie napisali.
4. Nie każdy ma dostęp do dawnej prasy, a już nikt nie zrobił analizy dawnych danych (np. ryby rekordowe), bo analiza Kurka bazowała na innym materiale i była inna od strony metodologicznej.
5. M. nieuważnie czytał rozdz. V, w którym podano przyczynę spadku populacji głowacicy (i innych ryb w Dunajcu). Inna sprawa, że nie przyjmuje tego do wiadomości, podobnie jak i wiele innych osób, którzy nie mają podstawowej wiedzy hydrobiologicznej. No, ale każdy ma prawo ogłaszać publicznie swoją niekompetencję w tych sprawach (zaprzeczając sobie tym samym, co jest zapisane w pierwszym zdaniu jego recenzji).
6. Czy mogę prosić o podanie aktualnych danych nt. pokarmu głowacicy? Chętnie się z nimi zapoznam.
7. Czy mogę prosić o podanie do których dopływów Dunajca głowacica wchodzi na tarło i ile jej tam jest?
8. 'To nie jest opowieść Krzepowskiego tylko Ćwika' - czy M. zarzuca mi, że źle przepisałem? Proszę zwrócić się więc do Zbyszka i wyjaśnić sobie, bo ja nie będę tego roztrząsał.
9. Jeśli ktoś chce się przyczepić do tekstu, a nie ma żadnych argumentów, to zawsze zarzuca, że w tekście nie ma tego i tego. Stara zasada, dobrze znana wszystkim recenzentom (również w nauce). Chętnie zapoznałbym się z jakimś tekstem M., zwłaszcza dotyczącym głowacicy, bo jak rozumiem, ma duże doświadczenie w zakresie tej ryby i chyba niejedno już pisał. Ponadto, jak wszystkim wiadomo, od 17 listopada 2017 r. na kilku forach internetowych systematycznie informowałem o pracach nad książką i wszystkich chętnych zapraszałem do wniesienia swojego wkładu. Nikomu nie odmówiłem. Odmówiłem natomiast współczesnych zdjęć, w których prezentowana jest żywa głowacica, jak na powyższym zdjęciu. Uczciwie podawałem, że jest to sprzeczne z podstawowymi zasadami dotyczącymi C&R.

W podsumowaniu - trzeba umieć czytać, myśleć i recenzować. Dlatego ta książka jest przeznaczona dla wędkarza doskonałego, czyli myślącego.

#12 OFFLINE   Krzysiek Dmyszewicz

Krzysiek Dmyszewicz

    Zaawansowany

  • +Forumowicze
  • PipPipPip
  • 703 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 20:13

Klamką w Rabę... nie powiedziałbym, że to idiotyzm. Wędkarz powinien właśnie eksperymentować, próbować, sprawdzać samemu. Oczywiście w dobie szkółek wędkarskich to może niemodne, ale jednak przeżycie samemu różnych dziwnych sytuacji nad wodą daje lepsze czucie wędkarstwa. Pozostaje Ci tylko życzyć, żeby skończyła się moda na łowienie głowatek. Niech łowi te ryby garstka wędkarzy, tych którzy to lubią. Ja lubię się usiąść dupą na kamieniu z browarem i rzucać sobie chruścikiem do jelców co godzinę. Głowatka, niech sobie tam żyje w tej wodzie. Widziałem tylko jedną w życiu, jesienią w latach '90 na Bobrze w Marczowie. Miała około meter, ale olałem ją, bo łowiłem już wtedy na białą mokrą muchę. Lipienie i jelce zawsze bardziej mnie kręciły niż głowatki, sumy czy jakieś trocie. Nie lubię czekać zbyt długo na branie. Lubię łowić gatunki, które wysypują się z rzeki. A pamiętam takie stada jelców, że na 50 m rzeki oczkowało na przemian 100 jelców po 25 cm. To była faza!!! Sorry za offtop, ale zostaję przy jelcach. Głowatka jest piękna, jak każdy gatunek ryby. Ale trzeba być jakimś łowca mamutów, żeby się na nią zasadzać. Pomóż mi wypromować ultralight flyfishing na nizinach, to może odczepią się w końcu od tych biednych ryb z płetwą tłuszczową. Dużo ich już nie zostało. Powodzenia na głowatkach.

 

Staszku Ciosie i Marcie123 i Sabo, nie idźcie tą drogą... ;)  Więcej luzu i dystansu do siebie.


Użytkownik Krzysiek Dmyszewicz edytował ten post 02 listopad 2018 - 20:17

  • rrthc lubi to

#13 OFFLINE   sierżant

sierżant

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 357 postów
  • LokalizacjaKraków
  • Imię:Ryszard

Napisano 02 listopad 2018 - 20:58

Książki jeszcze nie przeczytałem, ale z pewnością trafi do moich rąk.

 

Co do punktu 6. Pana Stanisława: aktualnych danych nie posiadam, ale z mojego doświadczenia wynika,

że głowacica żre ryby. Przynajmniej w Dunajcu i Popradzie tak było, a rokrocznie spędzałem miesiąc nad Dunajcem (Czorsztyn)

i miesiąc nad Popradem (Żegiestów). Poznałem tam większość miejscówek, właśnie Zielone Skałki, Pod Kapliczką i inne.

Wszystkie swoje głowacice złowiłem spinningiem, na duże wahadło, a ponieważ były to czasy, że złowione ryby dostawały w łeb,

i ja nie odstawałem od krwiożerczej większości, niestety.

Za to sprawdzałem zawartość przewodów pokarmowych zdobyczy; zawsze to były ryby, lub żołądek był pusty. Często świnki, kleniki,

czasem pstrążki. Niejednokrotnie rybki były w stanie rozkładu, bez możliwości zidentyfikowania gatunku.

 

Dzisiaj dostrzegam absurdalność zabijania tak pięknych ryb, zwłaszcza, że tego typu pokarmów nie jadam, spożywali je koledzy i chwalili,

czego nie rozumiem: mięso cuchnące tranem (bo przecież spróbowałem raz i drugi), przykro kojarzące się z tymże tłuszczem,

aplikowanym mi przymusowo przez Siostrzyczki Zakonne, bo ponoć samo zdrowie :) w przedszkolu prowadzonym przez rzeczone

Panny.

 

Tadzia Ćwika znałem, odszedł przedwcześnie...Szkoda...Był wybornym łowcą głowacic.


  • Paweł Bugajski, jachu, Pisarz.......ewski Piotr i 3 innych osób lubią to

#14 OFFLINE   border river

border river

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 141 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 21:32

Dobry wieczór,

Wtrące swoje 5 groszy, choc nie powinienem,  bo z poziomu " mazowszołka" czyli gościa  ktory mieszka w centralnej Polsce, zabieranie głosu nt  "produkcji oscypka"  mając doswiadczenie z owym tyle co w podniebieniu..,  to poważne nadużycie :) Ale ponieważ temat jest mi bliski, dobrze pamiętam ostatnie dobre czasy glowatki  z lat 90, zgadzam sie  z wieloma refleksjami Darka (Mart123),  ktorego znam i bardzo cenię jego imponujące , praktyczne doświadczenia z tą rybą z naciskiem na slowo „praktyczne”..

Wspomne tylko o jednym. Owszem  wzrost zamożnosći w latach 90 , niewątpliwie przyczynił się do zwiększonej presji na łowiska głowacicowe.- "Pół Krakowa" przesiadła sie z Syrenek i Trabantów , do Polonezów i 15 letnich VW, a inni do pociągu "Pieniny". :D  jednakże w moim odczuciu większe spustoszenie w Popradzie i Dunajcu  (  nieskromnie dodam ze sam się  do tego równiez niestety przyczyniłem  niedbałym słowem pisanym.. ) spowodowała  właśnie  owa "literatura" wedkarska   w wykonaniu "medialno-rozrywkowym" i bezmyślne wielopoziomowe propagowanie połowu tej ryby  na jej łamach!. Zawody, artykuły, mapki opisy holi, rekordy z podaniem dat , miejsc i przynęt.. etc. I nagle wszyscy staliśmy sie głowatkowcami. :o

Potwierdza to nawet  dogłębna penetracja  autora książki  owej literatury w celu zdobycia cennych informacji, na ktore sie w niej powołuje.

 

ps. Skonstatowalem jednakże  pewną drażliwość autora  na słowa powyzszej krytyki, choc Mart123 we wstępie jasno sie zadeklarował "moja mocno subiektywna recenzja i refleksje"..."Prawdziwa cnota krytyk się nie boi". ..Aha, pytanie o podanie aktualnych danych nt. pokarmu głowacicy” co w prostej linii  zmierza do pytania o aktualną  zawartości treści żołądkowej  żyjacych głowatek ...trąca zwykłą złośliwością, bo jak mi wiadomo ten właściciel 3 żon nie grzebie w  rybich brzuchach.! Może  i szkoda, bo miałby dobry , własny material na książkę.  ;)


Użytkownik border river edytował ten post 02 listopad 2018 - 22:04


#15 ONLINE   tzienkiewicz

tzienkiewicz

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 84 postów
  • LokalizacjaBielsko Biała
  • Imię:Tomasz
  • Nazwisko:Zienkiewicz

Napisano 02 listopad 2018 - 21:57

A może by tak przeczytać tą książkę a potem krytykować? Na razie tylko jedna osoba przeczytała a wypowiedzi że ho ho. Ja jak przeczytam to podzielę się swoją opinia jak będzie coś warta. Do tej pory to jakoś tak śmieszno strasznie
  • Paweł Bugajski, Little Wing i Darek K lubią to

#16 OFFLINE   mart123

mart123

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 213 postów

Napisano 02 listopad 2018 - 22:20

Panie Stanisławie.
Przed 1993 pół Krakowa łowiło głowatki, w 1994 pół Polski a od 1995 cała. Ja to widziałem na własne oczy. Czy Pan też?

#17 ONLINE   Paweł Bugajski

Paweł Bugajski

    dawniej "kardi"

  • TEAM JERKBAIT
  • PipPipPip
  • 1656 postów
  • LokalizacjaPoznań
  • Imię:Paweł
  • Nazwisko:Bugajski

Napisano 02 listopad 2018 - 22:25

Książki jeszcze nie przeczytałem, ale z pewnością trafi do moich rąk.

 

Ja także sierżancie jeszcze jej nie przeczytałem, zatem nie mogę odnieść się odpowiedzialnie do jej treści i ocenić uwagi jej krytyków.

Ale...jak widać jestem zbyt ostrożnym ;)  bowiem krytyka nieprzeczytanego znajduje znamienne poparcie.

Takie czasy... :(


  • Night_Walker i sierżant lubią to

#18 OFFLINE   Janusz Wałaszewski

Janusz Wałaszewski

    Zaawansowany

  • +Forumowicze
  • PipPipPip
  • 4316 postów
  • LokalizacjaGrzybowo - Kołobrzeg

Napisano 02 listopad 2018 - 22:57

Panie Stanisławie.
Przed 1993 pół Krakowa łowiło głowatki, w 1994 pół Polski a od 1995 cała. Ja to widziałem na własne oczy. Czy Pan też?

 

Witam, na wstępie, byłem uczestnikiem trzech kolejnych pucharów, począwszy od 1994, kolejna ważna kwestia, też potrafię być - "złośliwe bydle" 

A teraz do cytatu, domyślam się, że mart123 nie to miał na myśli, jednak; czy w związku z powyższym cytatem należy sądzić, ze całą winę za zmniejszenie pogłowia głowatki ponosi pół Polski a w zasadzie cała ? A "krakusy" jeżdżące na Dunajec trzy razy w tygodniu, szczególnie wieczorem i walące, w owym czasie większość główek w łeb, maja pretensje do tego, ze sami sobie nie poradzili - tylko musieli się dzielić ?

To tak jak ja bym napisał, że całą winę za spadek populacji troci i łososia na Parsęcie ponosi pół Polski a raczej cała, a miejscowi są nie winni. Domyślam się, że każdy z nas, mart123 i ja i wielu innych wie, ze nie wszystkie winy można przypisywać przyjezdnym.

 

Odnosząc się do postu Pawła, książki też nie przeczytałem, ale też nie jej treści dotyczy mój wpis.

 

P.S. pierwszą i jedyną wymiarową główkę złowiłem na Poradzie w Muszynie, chyba w 1986. Na Dunajcu miałem dwie krótkie i jedna bardzo przyzwoita spadła mi z "mety" Pod Fotografem, podczas pobytu na drugim Pucharze, już na drugi dzień po imprezie.


Użytkownik Janusz Wałaszewski edytował ten post 02 listopad 2018 - 23:06


#19 OFFLINE   S. Cios

S. Cios

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 58 postów
  • LokalizacjaPiscilandia
  • Imię:Stanisław
  • Nazwisko:Cios

Napisano 02 listopad 2018 - 23:35

Nie ja pisałem - 'nieaktualne dane nt. pokarmu głowacicy'. Skoro czyni się zarzut, więc trzeba go czymś podeprzeć, bo inaczej jest pusty. Proszę o argumenty. Rozumiem, że M. ma aktualne dane. Trzeba brać odpowiedzialność za swoje słowa.

Skoro było (i rzekomo jest) rozwinięte kłusownictwo głowacicowe, to oznacza, że jest dużo głowacicy, bo inaczej kłusowników nie byłoby nad wodą. Czy dobrze rozumiem? Skoro więc jest dużo głowacicy, to dlaczego te narzekania? Coś tu nie gra.

Nie kwestionuję wzrostu presji wędkarskiej w latach 1990-1995 (de facto proces się rozpoczął już ok. 1985 r., różnie na różnych wodach). Widziałem natomiast uruchomienie zapory w Czorsztynie w 1995 r. i jej skutki dla środowiska, czego mało kto chce dostrzec, bo nie ma wiedzy przyrodniczej, żeby to ocenić.

#20 OFFLINE   sierżant

sierżant

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 357 postów
  • LokalizacjaKraków
  • Imię:Ryszard

Napisano 02 listopad 2018 - 23:50

Ja też nigdy bym sobie nie pozwolił na taką arogancję, żeby krytykować książkę, której nie przeczytałem.

Mam nadzieję, że nikt mojego wpisu powyżej nie odebrał w ten sposób.

Raczej skoncentrowałem się na diecie głowacicy, i tyle. Nie czuję się też kompetentny do oceniania przyczyn spadku pogłowia

tych wspaniałych ryb.

 

Na Dunajec od lat nie jeżdżę, nabrałem do tej wody trwałej niechęci, z wielu względów, o których tutaj nie będę pisał.

Pamiętam jednakowoż takie oto scenki: Szczawnica, mówiło się na to miejsce Piaski, zdaje się, skleroza wyerodowała nazwę

z mojej pamięci, w każdym razie tam, gdzie flisacy wyciągali swoje łódki na brzeg.

Duża głębia powyżej, ranek, jesień. Co 5 metrów stoi facet i każdy wali blachą w jedno miejsce, przez parę godzin.

Nie Krakusy bynajmniej, nie Warszawiacy. Z daleka widać, że miejscowi, co można poznać po niezwykle gustownych nakryciach

głowy, typu wyszmelcowana, wełniana czapeczka, z pomponem, rzecz jasna, skierowanym w kierunku rzutów spinningiem.

I tak codziennie, kilkunastu pazernych łowców, kilka godzin rano, kilka wieczorem.

Co zresztą wcale nie znaczy, że ludność tam zamieszkałą oskarżam o wytłuczenie stada ryb, ale udział w tym mają niebagatelny.

A i ja niepotrzebnie zabiłem trochę tych drapieżników, nie wiadomo po co...






Użytkownicy przeglądający ten temat: 1

0 użytkowników, 1 gości, 0 anonimowych