Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Logowanie »   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.

Zdjęcie

Jeszcze o literaturze wędkarskiej

literatura historia zawody c&r

  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
2 odpowiedzi w tym temacie

#1 OFFLINE   S. Cios

S. Cios

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 139 postów
  • LokalizacjaPiscilandia
  • Imię:Stanisław
  • Nazwisko:Cios

Napisano 17 lipiec 2020 - 10:43

Właśnie sobie czytam 2 rozdziały w książce - G. Massard-Guilbaud, S. Mosley (eds.) Common Ground, Converging Gazes: Integrating the Social and Environmental in History, Cambridge, Cambridge Scholars Publishing, 2010 (jest w google books):
* Coopey, R., Shakesheff, T. - Angling and Nature: Environment, Leisure, Class and Culture in Britain 1750 – 1975 (na razie kończę czytać ten rozdział).
* Malange J.-F. - Les pratiques de pêche à la ligne en France (c. 1870 – c. 1930): aux origines d’une conscience environnementale.

Od razu przypomniały mi się pytania zadane tutaj i na innych forach, dotyczące stanu naszej literatury wędkarskiej. Obydwa artykuły dotyczą ewolucji wędkarstwa i różnych kwestii związanych zwłaszcza ze środowiskiem i jego ochroną. Taka analiza jest możliwa, ale tylko w przypadku istnienia odpowiedniej bazy dokumentacyjnej. W Anglii ilość literatury (książki, prasa, raporty i sprawozdania klubowe) od początku XIX w. (nie zapominając o wcześniejszej) jest ogromna, wręcz przytłaczająca, co umożliwia prześledzenie wielu zagadnień. I tak: mamy tu ewolucję połowu ryb łososiowatych (i idei "game fish", co w uproszczeniu jest zbliżone do naszej koncepcji "ryb szlachetnych"), klubów wędkarskich i ich działań na rzecz ochrony środowiska.

Chciałbym tu zwrócić uwagę na 2 kwestie, mające związek z działalnością klubów. Pierwszą jest masowość połowu ryb niełososiowatych w Anglii na przełomie XIX i XX w. Tacy wędkarze (w znakomitej większości składający się z proletariatu w rozwijającym się przemyśle angielskim) masowo zrzeszali się wówczas w klubach, z różnych względów, zwłaszcza towarzyskich. Na początku XX w. największy klub (także na świecie) był w Birmingham. Jego członkowie często organizowali wspólne wyjazdy lub zawody, w których uczestniczyło czasem ponad 5000 osób. Klub nawet załatwiał specjalne transporty kolejowe na różne imprezy. Oczami wyobraźni widzę wagony pełne rozśpiewanych i podchmielonych wędkarzy, którzy nabierali sił na kolejnych pięć dni ciężkiej pracy.

Druga kwestią jest przełowienie. Obecność kilku tysięcy zawodników na odcinku rzeki o długości 20-50 km musiała mieć ujemny wpływ na rybostan. Już na początku XX w. pojawiły się więc działania na rzecz ochrony ryb. Pierwszym było wprowadzenie siatek, w których przetrzymywano ryby złowione w czasie zawodów (było to już przed I wojną światową). Wypuszczanie tych ryb prowadziło jednak do dyskusji, czy można łowić ryby niewymiarowe (co czyniono), ponieważ i tak są wypuszczane. Tak więc o cały wiek taka dyskusja w Anglii wyprzedziła podobną w Polsce. Czasem dobrze jest zajrzeć do literatury, żeby stwierdzić, że nie ma potrzeby wyważać otwartych drzwi, ponieważ już gdzieś przerobiano dany temat.

Znalazłem tez śliczne zdanie z 1913 r. - "a real sportsmen would never kill a fish just for the purpose of exhibiting it to the people as proof of the angler's prowess" (prawdziwy wędkarz nigdy nie zabije ryby tylko w celu okazania jej innym ludziom, jako dowodu swojej waleczności". Nic dodać, nic ująć.

Literatura wędkarska ma więc wartość, jeśli zawiera wiedzę i ma charakter dokumentacyjny. Beletrystyka, jakkolwiek interesująca dla niektórych wędkarzy, ma znikomą wartość dla przyszłych pokoleń i z tego powodu bez większej straty trafia na śmietnik historii. Współczuję przyszłym badaczom polskiego wędkarstwa, bo niezwykle trudno będzie zdobyć materiały, choćby dotyczące ewolucji wędkarstwa na początku XXI w.

Dla porównania wspomnę, że w mojej subiektywnej ocenie literatura wędkarska (i rybacka) ma następujący udział w poznaniu stanu wędkarstwa w danych okresach:
- okres do 1936 r. - poniżej 10% (Okólnik Rybacki ma ograniczona wartość, artykuły w innych czasopismach mają znacznie większą)
- okres od 1936 (od czasu pojawienia się WW) do 1950 - 10%
- okres od 1950 do 1990 - 50% (WW monopolista, ale dużo tekstów na łamach prasy ogólnej, jak Trybuna Ludu, Życie Warszawy, itd.)
- okres od 1990 do 2000 (80% - silny wzrost liczby czasopism)
- okres od 2000 (poniżej 50% - pojawienie się internetu, spadek wartości merytorycznej czasopism).



#2 OFFLINE   Sławek Oppeln Bronikowski

Sławek Oppeln Bronikowski

    Zaawansowany

  • Bloggerzy
  • PipPipPip
  • 4011 postów
  • LokalizacjaŁódż
  • Imię:Sławek
  • Nazwisko:Oppeln Bronikowski

Napisano 21 lipiec 2020 - 19:38

Tabloidyzacja nie dla wszystkich jest regresem - dla popkultury to żaden despekt. W wędkarskim świecie to chleb powszedni.. Oglęcki jest trudny i nudny..  :)   



#3 OFFLINE   Maja 2

Maja 2

    Forumowicz

  • +Forumowicze
  • PipPip
  • 352 postów
  • LokalizacjaBartoszyce
  • Imię:Tomasz
  • Nazwisko:Majewski

Napisano 08 sierpień 2020 - 16:07

Czytając Twój tekst @S.Cios jest mi po części przykro. Dostrzegam bowiem jak zacofani jesteśmy względem takiej chociażby Wlk. Brytanii, jak wędkarstwo jako ruch społeczny powoduje TAM realne zmiany w podejściu i traktowaniu ryb, wynikające z czystej praktyki- vide wypuszczanie ryb i troska o ich stan w czasie masowych zawodów. Dla wszystkich jest to konieczne, zrozumiałe i wynikające ze zrozumiałych powodów- TAM. Łatwo potem przenieść to na indywidualne podejście do ryb. Nadal każdy rozumie dlaczego należy o nie dbać. Bo nawet jeżeli nie miał styczności z tak wielkimi zawodami to w świadomości ludzkiej, prasie i tzw ogóle te zawody jakby ciągle trwają i są wydarzeniem na tyle dużym, ważnym, że zmieniają ludzką świadomość. Przykro mi, że u nas takie etapy rozwoju wędkarskiej świadomości są niejako pominięte. U nas niestety pokutuje świadomość ze słusznie minionego systemu, gdzie wydawało się, że ryb jest mnóstwo, nie do przełowienia, nie nie trzeba o nie dbać. Brakuje kultury wędkarskiej i być może masowego wydarzenia, które "wprasuje" w mózgi całej rzeszy wędkarzy odpowiednie wzorce postępowania z rybami, uświadomi czym one są dla nas jako wędkarzy. Czy ciężko byłoby zorganizować takie zawody?- myślę, że tak- obecnie. Paradoksalnie, robotnicy z czasów "komuny" zrobiliby to od ręki w czynie społecznym, natomiast dzisiaj w tzw  profesjonalnym wydaniu byłoby to ciężko zrobić. Ale za "komuny" zabrakłoby odpowiedniej oprawy medialnej i panujący system raczej nie sprzyjał rozwojowi "no kill". To co ludzkie i naturalne w Wlk Brytanii, u nas byłoby wtedy spaczone i coś innego byłoby skutkiem czy tematem przewodnim takiego wielkiego wydarzenia wędkarskiego. Dzisiaj z kolei zjadłyby nas koszty, brak odpowiedniej bazy dla tak wielkiej rzeszy ludzi, przepisy, regulacje, brak obsługi, itp. Zmierzam do tego, że nie tylko w wędkarstwie ale w wielu dziedzinach życia ominęło nas coś ważnego, wielkiego co wpływa na ludzką świadomość, kieruje rozwój na nowe tory,  mam wrażenie, że od długiego czasu dostają nam się tylko ochłapy i jakoś jesteśmy ubożsi kulturowo, społecznie, to co się u nas dzieje jest w skali świata mało znaczące, mało wpływowe. Nie zapładniamy świata nowymi ideami. Moim zdaniem uczestnictwo w wielkich masowych wydarzeniach jest konieczne dla rozwoju i o wiele skuteczniejsze niż powolne dawkowanie nowych idei w prasie, internecie.  Dlatego mi przykro...







Również z jednym lub większą ilością słów kluczowych: literatura, historia, zawody, c&r

Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych