Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Logowanie »   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.

Zdjęcie

[Artykuł] Niechciane przyłowy


  • Zaloguj się, aby dodać odpowiedź
6 odpowiedzi w tym temacie

#1 OFFLINE   lowfish

lowfish

    Nowy

  • +Forumowicze
  • Pip
  • 8 postów

Napisano 24 listopad 2021 - 20:09

Zapewne wielu z Was, oglądając wędkarskie filmy w ,,necie’’ nie raz spotkało się z sytuacjami, w których łowiono inne ryby niż oczekiwano, tzw. ,,przyłowy’’. I na pewno sami mieliście masę takich sytuacji nad wodą..

 

Często spotykałem się z twierdzeniem, że taki ,,przyłów’’ się nie liczy i zamiast zrobić sobie z nim ładne zdjęcie to ryba została szybko wypuszczona do wody. W tym artykule chciałbym opowiedzieć jak to jest w moim przypadku i opisać kilka przyłowów, które dały mi mnóstwo frajdy i pozytywnych emocji – osobiście lubię niespodzianki i cieszę się z każdej złowionej ryby. Wędkarstwo spinningowe to dla mnie magia. Łowiąc np. okonie można się naprawdę zdziwić gdy na końcu linki uwiesi się ładny szczupak bądź inna pokaźna rybka. Takie sytuacje dostarczają mi niezapomnianych wrażeń, po które za każdym razem wracam nad wodę.

 

Spinninguję zazwyczaj z brzegu i większość czasu poświęcam rzecznym sandaczom. Pewnego dnia wybierając się nad Wartę, wziąłem ze sobą standardowy zestaw do 28 gram z plecionką ,,power pro’’ do 13kg oraz kilka gum w pudełku. Był początek października, pogoda jesienna, dość zimna i wietrzna. Ryby nie chciały współpracować – Warta to bardzo kapryśna rzeka. Mijają 2 godziny i nic.. Obszedłem cały zakręt i zatrzymałem się już na ostatniej główce. Nurt silnie napiera w brzeg w tym miejscu przez co jest bardzo głęboko. Wyciągam z pudełka białego ,,cannibala’’ 12,5cm na 15 gramowej główce. Zniechęcony i zrezygnowany wykonuje pierwszy rzut, guma swobodnie opada w kierunku dna i nagle czuje potężne uderzenie. Kij wygina się do granic możliwości, ryba ucieka w główny nurt wybierając w szybkim tempie linkę z kołowrotka – od razu wiedziałem z jakim przeciwnikiem mam do czynienia. Po około 30 minutowej walce udaje mi się wyholować pięknego, Warcianego zbuja, mierzącego 163cm. Miałem spory problem z podebraniem ryby ponieważ stałem na skarpie i nie mając wyjścia, wszedłem jedną nogą do rzeki. Nabawiłem się trochę strachu ale sumek na szczęście wylądował na brzegu. Szybka sesja i rybsko wraca do swojego królestwa.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Wrzesień 2016 roku – wyjazd na szczupaki. Łowiąc te drapieżniki używam wędki do 100 gram z plecionką 0,28mm. Nie bawię się w małe gumy ponieważ wychodzę z założenia, że nie ma za dużej przynęty na szczupaka. Wypłynęliśmy o świcie. Pierwsza miejscówka okazała się nietrafiona lecz po chwili ku naszemu zdziwieniu, setki wystraszonych rybek zaczęło wyskakiwać z wody. Dźwięk spadających uklei do wody można było porównać z sypaniem grochu z pełnych wiader! Piękne widowisko. Nie mając nic innego pod ręką, zarzucam 19 centymetrowego ,,herring shada’’ prosto w zagonienie. Kilka obrotów korbką i bum, strzał w gruby zestaw. Myślę sobie mały szczupak.. lecz nagle pod powierzchnią dostrzegam pięknego okonia! Najzabawniejsze jest to, że garbus zassał całą gumę, która mierzyła 19cm i była złożona na pół w jego pysku. Okoń mierzył 43cm.

 

Dołączona grafika

 

Wyjazd na sandacze w październiku 2019 roku na zawsze pozostanie w mojej pamięci.. Wybraliśmy się z kolegą nad Wartę. Po kilkugodzinnej gonitwie za mętnookim przykucnąłem na główce i założyłem woblera HMS od Pana Adama Maryniuka. Miejsce zapowiadało się bardzo ciekawie, wzdłuż główek szła głęboka rynna, a po prawej stronie miałem starorzecze, które łączyło się z rzeką. Wykonałem kilka rzutów i nic. Postanowiłem trochę zmienić taktykę i rzuciłem woblera pod prąd. Mniej więcej w połowie dystansu poczułem piękne uderzenie. Ryba chodzi bardzo mocno, podciągam ją szybko blisko siebie lecz nie mogę oderwać od dna – myślę sobie to jest ten dzień, wymarzone 90+! Po 10 minutach udaje mi się wyciągnąć rybę z silnego nurtu ku powierzchni. Nagle dostrzegam srebrny grzbiet i własnym oczom nie wierzę. Rekordowy boleń zamiast sandacza. Szczęka mi opadła. Rapa mierzyła 84cm i była mega tłustą mamuśką! Szybkie zdjęcie i postrach uklei wraca do wody. Piękne rapsko w sile wieku!

 

Dołączona grafika

 

Pomimo większych okazów, które udało mi się złowić podczas swojej wędkarskiej przygody, ryba która dała mi najwięcej radości mierzyła zaledwie 77cm. Był to oczywiście ukochany przeze mnie sandacz. To był dzień, w którym wybrałem się na szczupaki nad Jezioro Wierzbiczańskie w pojezierzu gnieźnieńskim. Piękna malownicza woda, w której szybko można się zakochać. Był 1 czerwca, bardzo ciepły i słoneczny dzień. Szczupaki nie chciały zbytnio współpracować więc często zmienialiśmy miejsca próbując je znaleźć. Wpływamy w zatoczkę i stajemy na 5 metrach. Od tego miejsca w stronę jeziora robi się coraz głębiej, dochodzi nawet do 16 metrów. Kiedyś słyszałem, że w tym miejscu padło kilka sandaczy choć jezioro Wierzbiczańskie to szczupakowa woda i sandaczy ponoć nie ma. Tradycyjnie wędka do 100g plus ,,shad teez’’ 16cm. Obrzucaliśmy w koło całe miejsce i nic. Po krótkim namyśle zmieniamy miejsce lecz wykonuję jeszcze ostatni rzut. Dosłownie pod samym pontonem czuję piękny strzał. Ryba nie miała nic do powiedzenia na tym zestawie, czuję że nie jest duża. Po krótkim holu zaczynam dostrzegać pięknego smoka! Nogi zrobiły mi się miękkie i poczułem strach, że ryba może się wypiąć lecz na szczęście delikatnie zapięty sandacz daje się szybko podebrać. Rybka nie była ogromna lecz jej wybarwienie zrobiło na mnie ogromne wrażenie!

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Podsumowując moje opowieści o ,,niechcianych przyłowach’’ chciałbym podkreślić, że warto cieszyć się z każdej ryby, nieważne czy jest to niechciany sum nazywany szkodnikiem, czy niechciany sandacz. Mamy czasy, w których presja wędkarska jest coraz większa, ludzie nie dbają o środowisko oraz ładują do wora wszystko byle nie wypuścić – bo przecież ,,karta musi się zwrócić!’’ Ryb niestety ubywa lecz żyje nadzieją, że moje i następne pokolenia zrobią coś w tym kierunku i nasz wędkarski świat zmieni się na lepsze. Uciekam nad wodę i życzę wszystkim połamania!

 

A na koniec jeszcze kilka rodzynków z mojego ukochanego ,,wędkarskiego świata’’

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Artykuł bierze udział w konkursie "wygraj wędkę marzeń - sezon 2"


Kliknij tutaj by zobaczyć artykuł artykuł

#2 OFFLINE   AdamCh

AdamCh

    Zaawansowany

  • PRZEDSTAWICIEL MARKI
  • PipPipPip
  • 882 postów
  • Lokalizacjalubuskie
  • Imię:Adam

Napisano 26 listopad 2021 - 10:22

Dobrze się to czytało :)

Twoje przyłowy to chyba nie prawdziwe przyłowy :)

Ryb typowo drapieżnych, łowionych na spining nie powinno się chyba nazywać przyłowem i nie jest ważne czy np. nastawiałeś się na klenie, a wziął Ci sum.

Dla mnie przyłów to np. lin złowiony na spining (leszcz już nie bo łowię go z premedytacją) jakaś płoć czy karp. Choć z tym białorybem to w tych czasach to już też tak nie do końca bo są fachowcy, którzy łowią je z premedytacją.

Takie moje zdanie.

Wychodzi na to, że większość moich polskich, metrowych szczupaków to przyłowy bo łowione były na obrotówki nr 3 :)



#3 OFFLINE   Sławek Oppeln Bronikowski

Sławek Oppeln Bronikowski

    Zaawansowany

  • Bloggerzy
  • PipPipPip
  • 4249 postów
  • LokalizacjaŁódż
  • Imię:Sławek
  • Nazwisko:Oppeln Bronikowski

Napisano 26 listopad 2021 - 11:49

Gratuluję! I podziwiam..  :) Lakoniczna i precyzyjna forma, perfekcyjna biegłość, plus pełna elegancji skromność. Jedna jedyna rzecz do poprawy, właściwie to jedno niejednoznaczne słowo - niechciane.. :)   



#4 OFFLINE   Friko

Friko

    SUM

  • Super moderatorzy
  • 17775 postów
  • LokalizacjaWarszawa

Napisano 26 listopad 2021 - 20:43

Mi się wydaje że jeśli chodzi o te przyłowy to sporo zależy tez od tego gdzie się łowi. Rzeka np. wydaje mi się bardziej nieobliczalna, łatwiej w niej o niespodziankę gatunkową.  Przynęty rzeczne też są trochę jakby bardzej zunifikowane. 

 

Ale jak się łowi na zbiorniku zaporowym, na typowej miejscówce sandaczowej, sandaczowymi przynętami  i bierze np. sum albo boleń - to dla mnie jak najbardziej jest to przyłów. Albo wielki szczupak złowiony w jeziorze na okoniowego paprocha.  Ograniczanie pojęcia przyłowu tylko do gatynków ryb których normalnie nie łowi się na spinning jakoś do mnie nie przemawia powiem szczerze.



#5 OFFLINE   Rheinangler

Rheinangler

    Ekspert

  • +Forumowicze
  • PipPipPipPip
  • 5012 postów
  • LokalizacjaDusseldorf
  • Imię:Arek
  • Nazwisko:Wałęga

Napisano wczoraj, 09:37

Mysle, ze nie nalezy nawet probowac zbudowania jakiejs tam formuly "przypadkowego przylowu" bo taka proba odziera wedkarstwo z jego metafizycznej otoczki i kieruje go w strone matematyczno-statystycznego przedsiewziecia. Ale to tylko moje osobiste przekonanie. Nie odmawiam nikomu takiej mozliwosci czy jej nie deprecjonuje w ogolnym sensie. Rozni jestesmy i dobrze...

Po prostu piekniejsze wydaje mi sie gdy pozostawiamy Naturze "wolnosc" odpowiedzi na nasze dzialania, ktore i tak juz od wielu lat sa mocno specjalistyczne. Owa odpowiedz jest dla mnie zawsze zaposzeniem do jakies Tajemnicy, do wyjscia ze schematycznego inzynieryjnego lowienia. Troche tak jakby Natura chciala powiedziec,- choc pokaze Ci wiecej..



#6 OFFLINE   strary

strary

    Zaawansowany

  • +Forumowicze
  • PipPipPip
  • 1687 postów

Napisano wczoraj, 09:53

Może i tak jak piszecie ale jak traktować karasia czy karpia przy okoniowaniu.

Moim zdaniem jest to przyłów a w przypadku tego karpia ;) na wędce do 3g to był jak najbardziej "niechciany przyłów". :D

Było wiele razy bo temat z gatunku "uznaniowych" ale dla mnie złowienie sumka na paprocha nie jest przyłowem ale półkilowy japoniec już tak.

 

Autorowi szczerze gratuluję pięknych ryb bo jak by ich nie traktował to jednak piękne ryby złowił.


Użytkownik strary edytował ten post wczoraj, 09:55


#7 OFFLINE   lowfish

lowfish

    Nowy

  • +Forumowicze
  • Pip
  • 8 postów

Napisano wczoraj, 22:18

Cześć Wam
Cieszę się, że ktoś poświecił czas i przeczytał mój artykuł.
Chciałem tylko jeszcze napisać, że niechciane przyłowy to była taka przenośnia. Dla mnie złowienie nieoczekiwanej ryby to czysta przyjemność i niezła frajda. Chciałem po prostu nawiązać do tego, że są wędkarze, którzy nie potrafią się tym cieszyć i traktują tzw ,,przylow” inaczej niż niż ja.. Nie mierzą ryby, nie robią sobie z nią zdjęcia itd. Może za mało to sprecyzowałem ale tak czy siak fajnie wiedzieć , że ktoś się zainteresował moim wpisem.
Pozdro wędkarze




Użytkownicy przeglądający ten temat: 0

0 użytkowników, 0 gości, 0 anonimowych