Skocz do zawartości

To miała być kolejna zwykła sobota. Domowe obowiązki poprzedzone wcześniejszym relaksem na rybach. Chociaż wielu osobom wstawanie o trzeciej nad ranem nie kojarzy się z odpoczynkiem, to dla mnie nie ma nic lepszego niż oglądanie wschodu słońca odbijającego się w tafli jeziora. Ten sobotni poranek miał być spokojnym czasem. Liczyłem na dwa może trzy szczupaki, które później wypuszczę do wody.

 

1.jpg

 


Zdarzają się takie wędkarskie wyprawy, kiedy mimo szczerych chęci złapania czegokolwiek, nic nie idzie po naszej myśli. Dwie godziny spędzone na pontonie i ani jednej ryby. Mimo że zapas kawy w termosie nieubłaganie się kończył, to nawet nie myślałem o powrocie do domu.

 

2.jpg

 


Niemal po 30 minutach wiedziałem, że była to dobra decyzja. Pierwsza ryba w podbieraku od razu dodała motywacji i chciałem jeszcze więcej. Chwilę później trzymałem w dłoni kolejnego szczupaka, a później jeszcze jednego. Czułem, że to dobry dzień, tym bardziej że ostatni wypad na ryby w innej lokalizacji okazał się tylko stratą czasu.

 

3.jpg

 

 

4.jpg

 


Na tym jednak moja dobra passa się skończyła i znów rozpoczął się moment, gdy z wody wyciągałem tylko przynętę. Zegarek pokazywał prawie godzinę 9, a ja stwierdziłem, że powoli czas się zbierać do domu. W tym momencie poczułem potężne uderzenie, a wędka się wygięła tak, jakby coś próbowało mnie z wędką wciągnąć do wody. Od razu zacząłem siłować się z czymś, co zdecydowanie nie chciało dać za wygraną.

 

5.jpg

 


Walka była zawzięta, a ja czułem, że dziś padnie rekord i będzie to moje pierwsze spotkanie z kilkunastokilogramowym szczupakiem, który jest marzeniem wielu wędkarzy. Moja wyobraźnia podpowiadała mi miliony scenariuszy. Wiedziałem, że zarówno ja, jak i mój przeciwnik liczymy na wygraną. Ciągnąłem moją zdobycz z całych sił, aż w końcu poczułem, że idzie mi coraz łatwiej, co wskazywało na poddanie się mojego podwodnego rywala. To był moment, kiedy już wiedziałem, że zaraz zobaczę najprawdopodobniej największą rybę, jaką kiedykolwiek złowiłem.

 

6.jpg

 


Chociaż wiedziałem, że mój podbierak może być zdecydowanie za mały, to i tak za jego pomocą chciałem wciągnąć zdobycz na ponton. Wystarczył tylko jeden ruch, by być oko w oko z tym olbrzymem, gdy nagle… zadzwonił budzik. Obudziłem się zlany potem, a wskazówki zegara pokazywały trzecią nad ranem.

 

Artykuł bierze udział w konkursie "wygraj wędkę marzeń - sezon 2"


Opinie użytkowników

Rekomendowane komentarze

Rheinangler

Opublikowano

....no to mamy na forum spinningowego Hitchcock-a  :lol: na prawde niezle zbudowane napiecie ;)

wilczybilet

Opublikowano

....no to mamy na forum spinningowego Hitchcock-a  :lol: na prawde niezle zbudowane napiecie ;)

Czytałem artykuł z zaciekawieniem i nie chciałem zbyt wcześnie, przed przeczytaniem tekstu zobaczyć tego potwora. Gdy jak wspomniałeś napięcie wzrosło i "Dziadek" napisał o potężnym uderzeniu i holu, "kręcę" rolką myszki w dół, żeby zobaczyć potwora i przyznaje, że autor tekstu mnie zaskoczył  :lol:

Dziadek 1972

Opublikowano

Witam wszystkich.

Cieszę się , że się podoba. Pomyślałem , że opiszę coś co każdy z nas czuje dzień przed wyjazdem na ryby.



Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

Artykuły

×
×
  • Dodaj nową pozycję...