Niedziela, 24 maja. Trwa 2 tura Spinningowych Mistrzostw Okręgu na Sanie poniżej Sanoka. Szybko łowię dobrego pstrąga, kolejny mi spada, mam też kilka brań. Metodycznie obławiam szybki wlew do głębokiej płani. Pstyk, zacinam i w ostrym nurcie moim oczom ukazuję się wielka ryba kręcąca wściekłe młynki. Szybko schodzi do dna i powolutku spływa w dół rzeki. Po drodze mija na szczęście dwa zwaliska. Udaje mi się obiec (w mocnym nurcie, po śliskich jak mydło kamieniach) rybę i od dołu rzeki próbuję ją podholowac do siebie. Nagle pokazuje się przy powierzchni, no nie, to chyba troć! Rok temu złowiłem już troć w Sanie, o czym możecie przeczytać tutaj:
Ale dwa razy, w ciągu dwóch lat, około 1000 km wodą od Bałtyku? Ryba walczy do końca, na szczęście już na spokojnej płani. Jakoś udaje wpakować rybę do podbieraka. Po sprincie w dół rzeki czuję, że łapią mnie skurcze. Klękam z rybą w podbieraku w nurcie Sanu i czekam na sędziego. Miarka, którą mam jest za krótka. Szybko mierzymy rybę -72 cm, kilka fotek i troć znika w nurtach Sanu.
Pobrane łuski wysyłam dziś do Morskiego Instytutu Rybackiego w Gdyni do analizy.
Od 2022, co roku biorę udział w zarybieniu dopływów Wisłoki i Sanu wylęgiem żerującym troci. Jest więc całkiem możliwe, że mogłem wypuścić moją trotkę do jednego z dopływów Sanu.
P.S. Godzinę po złowieniu troci, w tym samym sektorze kolega złowił kolejną troć, 74 cm!
NOMINACJA DO KONKURSU "OPIS MIESIĄCA"