Jump to content

Polak (wędkarz) za granicą - jak nas widzą?


Recommended Posts

Posted

Wertowałem ostatnio lutowy WŚ i mój wzrok przykuła reklama firmy specjalizującej się w organizowaniu wyjazdów wędkarskich do skandynawii. Konkretnie informacja, że oprócz autokaru na wyprawę jedzie też chłodnia (przyczepa)- opatrzono to zresztą zdjęciem.

Czy rzeczywiście jest tak, że gdzie nie pojedziemy (wędkarze)tam musimy odbić sobie poniesione koszty ( podróży, licencji i zakwaterowania) w postaci rybiego mięsa. Zakładam, że do przechowywania kanapek i paru puszek schłodzonego piwa wystarczy autokarowy barek, a nie przyczepa na kółkach.

Więc jak - tam też już nas lubią?

Posted

witam!

niestety tak to wygląda. oczywiście piszę tylko o Irlandii gdzie ogólnie ludzie z naszej części europy postrzegani są jako hunowie którzy mordują wszystko co im wpadnie w ręce. należy dodać że dostaliśmy tu duży kredyt zaufania na początku masowej emigracji,jednak po 2-3 latach Irlandczycy zaczynają dostrzegać problem. coraz więcej krytycznych opinii w prasie wędkarskiej, jakiś czas temu ukazały się nawet przepisy dotyczące wędkarstwa po polsku czy litewsku. często można przeczytać o nielegalnie stawianych siatkach przez rodaków, ogólnie dostępne miejsca są totalnie wybite, Polacy permanentnie używają niedozwolonych metod ( żywciec ), nad wodą zostawiają syf ( nie sposób zwalić to na nikogo innego - są dowody, polskie puszki, polskie opakowania po papierosach ) osobiście jestem tym wszystkim przerażony. kiedy się tu pojawiłem tego wszystkiego tu nie było. często rozmawiając nad wodą z miejscowymi wędkarzami wstyd się przyznać że jestem z Polski. pobliski klub wędkarski oczywiście w sposób nieoficjalny nie przyjmuje nawet ludzi ze wschodniej europy - masakra. inny przykład to kradzieże silników zostawionych przy łódkach. Irlandczycy są tym ciężko zszokowani, przez lata łódz z silnikiem moża było zsotawić przktycznie wszędzie bez ryzyka kradzieży - teraz można stracić i łodź i silnik. znajomy wędkarz opowiadał mi w zeszłym tygodniu o masowej kradzieży z przystanie gdzie trzyma łódkę - zabrali jedną łódź do której włożyli ok 10 silników. i odpłynęli. gdzieś na wodzie przesiedli się na swoją łódkę a tą ukradzioną zniszczyli

( podziurawili dno) i zatopili. masakra. znajomy czuł się bardzo głupio opowiadając tę historię, bowiem konkluzja mogła być jedna - zanim się nie zjawiliście na naszej wyspie takie rzeczy się nie zdarzały.

oczywiście jest w Irlandii dużo rodaków/wędkarzy którzy przynoszą chlubę swojej ojczyźnie ale ta kropla ginie w masie wąstych baranów z pod znaku Lidla i tak jak pisałem wcześniej jako ogól postrzeganie jesteśmy jako hunowie. bardzo to smutne ale niestety prawdziwe.

pozdrówka

 

 

 

 

 

Posted

Witam , mieszkam od 18 lat w Niemczech, lowie tu ryby

i znam polakow wedkarzy !,opinia o polakach nie jest zbyt dobra ! ,ale dla pocieszenia Ruscy gorsi :D

Posted

Niestety, peresada ma całkowitą rację, mieszkam w Irlandii Północnej i problem jest identyczny. Co prawda zostałem przyjęty do jednego z tutejszych klubów, ale jeśli w dalszym ciągu Polacy będą tak promowali swoją wizję wędkarstwa, to tutejsze kluby będą miały swoją wizję pozyskiwania nowych członków (na pewno nie z europy środkowo-wschodniej). Zresztą w ogromnej większości nasi rodacy nawet nie mają wykupionych stosownych pozwoleń, co oczywiście nie przeszkadza im w stosownych połowach pstrąga patelnianego +15. Przerażenie mnie czasami ogarnia jak słyszę w robocie rozmowy typu ja wczoraj 12 sztuk, największy 23.

Zostawianie syfu nad wodą to już chyba nasz znak rozpoznawczy, ale to w kraju jest równie dobrze widoczne, w końcu po tym rozpoznajemy zasobność łowiska.

Cóż przy obecnej dobie kryzysu wielu polaków wraca do kraju i mam tylko nadzieję, że w dużej większości wśród nich są właśnie Ci etyczni.

Pozdrawiam

Posted

Najfajniej jest tam gdzie Polakom trudno dotrzeć. W US polski wędkarz wzbudzał ogromne zainteresowanie - pytania o ryby, kraj, ludzi. Wszędzie chcieli wiedzieć wszystko no ale ... tam jeszcze nie zadziałaliśmy. Mnie natomiast co innego bawi. Kiedy jedziesz do Szwecji Polacy do Gdańska jadąc łamią wszelkie możliwe przepisy o ruchu drogowym. Kiedy wyjeżdżają z promu po stronie Szwedzkiej jadą jak prawo nakazuje mimo, że w Szwecji niektóre ograniczenia są rzeczywiście upierdliwe. Jak niewiele trzeba by przestrzegać przepisów.

 

pozdrawiam

Remek

Posted

To wszystko co Panowie piszecie jest smutne, bardzo smutne.

Nigdy nie osiadłem nawet na krótko poza Polską, ale nosi mnie stąd. Wiele rzeczy mnie tu trzyma, ale wciąż szukam w głowie bardziej swojego miejsca. Wiem już przynajmniej, gdzie to moje miejsce nie jest.

 

@marycha

Co to za pocieszenie - ruscy gorsi???

Równanie w dół to nasza cecha narodowa.

Jedna z tych, która nas odciąga od normalności.

 

Grzesiek

Posted

Najfajniej jest tam gdzie Polakom trudno dotrzeć. W US polski wędkarz wzbudzał ogromne zainteresowanie - pytania o ryby, kraj, ludzi. Wszędzie chcieli wiedzieć wszystko no ale ... tam jeszcze nie zadziałaliśmy. Mnie natomiast co innego bawi. Kiedy jedziesz do Szwecji Polacy do Gdańska jadąc łamią wszelkie możliwe przepisy o ruchu drogowym. Kiedy wyjeżdżają z promu po stronie Szwedzkiej jadą jak prawo nakazuje mimo, że w Szwecji niektóre ograniczenia są rzeczywiście upierdliwe. Jak niewiele trzeba by przestrzegać przepisów.

 

pozdrawiam

Remek

 

Polak na niemieckiej autostradzie nie wyglada inaczej. Przekroczy Niemiecko Polska granice i robi z dwoch pasow min. 3 :(

Posted

Najfajniej jest tam gdzie Polakom trudno dotrzeć. W US polski wędkarz wzbudzał ogromne zainteresowanie - pytania o ryby, kraj, ludzi. Wszędzie chcieli wiedzieć wszystko no ale ... tam jeszcze nie zadziałaliśmy. Mnie natomiast co innego bawi. Kiedy jedziesz do Szwecji Polacy do Gdańska jadąc łamią wszelkie możliwe przepisy o ruchu drogowym. Kiedy wyjeżdżają z promu po stronie Szwedzkiej jadą jak prawo nakazuje mimo, że w Szwecji niektóre ograniczenia są rzeczywiście upierdliwe. Jak niewiele trzeba by przestrzegać przepisów.

 

pozdrawiam

Remek

myślę @remek że to również kwestia skali ( wielki kraj z masą obywateli i wody ) jak i przepisów i ich egzekwowania.

z tego co wiem to w USA wędkarze są dość mocno kontrolowani i nie bardzo im się opłaca łamać ustalone przepisy. w irlandii do tej pory było inaczej - jakieś tam przepisy były ale nie trzeba było ich egzekwować bo miejscowi tak czy inaczej w większości przypadków prawa przestrzegali. wiec ustanowiony organ (CFB)

nie musiał tych że kontrolować ect. po pojawieniu się hunów z naszej części europy okazało się że taki schemat się nie sprawdza, bo między innymi Polacy prawa nie przestrezgają. więc naiwni wyspiarze początkowo chcieli edukować ( patrz przepisy CFB po polsu, litewsku ect. ) niestety na nic to się zdało - wiec z tego co można wyczytać w prasie od tego roku mają się ostro wziąć za kontrolę i egzekwowanie prawa. trochę kiepsko że tak długo zajęło im zorientowanie się że w większości przypadków Polacy, Litwini czy Rosjanie to naród zawodowych morderców ryb którzy mają w dupie i irlandzie wody i irlandzką przyrodę.

przez to niestety wiele pięknych jeziorek czy rzek gdzie jeszcze parę lat temu łowiło się wielkie szczupaki praktycznie z marszu w chwili obecnej są bardzo mocno wyjałowione.

pocieszającym jest fakt że być może recesja która w irlandii przybiera naprawdę dużą skalę przepłoszy wspomnianych wąsatych baranów z tego kraju, bo szkody przez nich wyrządzone i w środowisku naturalnym a przede wszystkim w sposobie postrzegania nas Polaków przez wyspiarzy są ogromne.

pozdrówka

 

 

Posted

Masz rację z DNR nikt jaj sobie nie robi. To zupełnie inaczej umocowana policja. Zresztą widziałem co się działo na wodzie jak strażnik DNR pływał robiąc ankietę - generalnie wszyscy na baczność :D

 

Pozdrawiam

Remek

Posted

Zaczne od tego, ze jestem dumny z tego, ze jestem Polakiem (moze to brzmi troche patetycznie ale tak jest). Jak ktos sie mnie pyta o pochodzenie, to wale prosto z mostu i wcale sie nie wstydze.

Sytuacja w Szkocji wyglada inaczej, a zla opinie wyrabiaja nam przede wszystkim rodacy, ktorzy osiedlili sie w Anglii. Oczywiscie zdarzaja sie wyjatki i sa mocno naglasniane, ale nie ma generalizowania i nie jestesmy postrzegani jako szkodnicy. Okoliczne lowiska, jesli zostaly dobite od czasu przyjazdu emigracji, to tylko i wylacznie przez zla gospodarke, co zreszta nalezy do rzadkosci.

 

Pozdrawiam

 

Posted

pracowalem w angli prawie 2 lata i co sie nasluchalem od anglikow, irlandczykow i naczytalem w THE SUN na temat polakow to rece opadaja, nieraz podczas przerw w pracy dochodzilo do bardzo dlugich dyskusji w ktorych anglicy nie mogli zrozumiec jak polacy moga jesc karpie i szczupaki (anglicy jedza tylko i wylacznie ryby morskie nie slodkowodne) pamietam jak znajomi polacy chodzili na ryby z wydrukowanymi regulaminami gdyz dochodzilo do klutni z wedkarzami angielskimi o zabrane przez polakow ryby (regulamin mowi ze mozna wziasc tylko 2 ryby do domu lecz nie tego samego gatunku) angielscy wedkarze nawet o tym nie widzieli i dochodzilo do spiec :lol:

Pamietam liczne akcje klubow wedkarskich aby zniechecic i odstraszyc wschodnio europejskich wedkarzy liczne plakaty i ulotki

post-476-1348914252,6856_thumb.jpg

Posted

Nie jesteśmy zbyt dobrze postrzegani. Łowimy w miejscach, które są wyłączone z wędkowania, zabieramy nadkomplety i w zamian zostawiamy śmieci. Oczywiście nie wszyscy. Na mnie też się dziwnie patrzyli jak holowałem Brytyjską gęś <_< , ale obyło się bez innych incydentów.

 

A The Sun niekoniecznie jest najlepszym przykładem, oni są jeszcze gorsi niż nasz Fakt który pisał o jeziorze pełnym wódki. Co ciekawe, po tym artykule były tam pielgrzymki spragnionych :lol: no, ale jeśli takich mamy rodaków, to nie ma co się dziwić, że przeczytanie regulaminu ze zrozumieniem jest zbyt dużym wymogiem.

Posted
Krytycznie piszecie o rodakach w Anglii, ale moim zdaniem to inna grupa społeczna - oni przyjechali na zarobek, większość to wędkarze z przypadku. Ot kiedyś mieli w kraju kij w ręku, a tu na raz taka okazja podreperowania domowego budżetu (ryby których nikt nie zabiera). Mnie ciekawi sytuacja w Szwecji, Norwegii, Danii czy nawet na Fińskich łowiskach a dotycząca wędkarzy-turystów. Jak kogoś stać wydac średnio 1,5-2 tys. zł na wycieczkę to chyba głodem nie przymiera. Wydaje mi się, że podczas kilkudniowego pobytu można objeść się ryb do syta i na różne sposoby (jak ktoś chce i przepisy pozwalają). Po co jeszcze jest potrzebna przyczepa - chłodnia, jako dostawka dla autokaru? Widocznie jest zapotrzebowanie....
Posted

Krytycznie piszecie o rodakach w Anglii, ale moim zdaniem to inna grupa społeczna - oni przyjechali na zarobek, większość to wędkarze z przypadku. Ot kiedyś mieli w kraju kij w ręku, a tu na raz taka okazja podreperowania domowego budżetu

 

Cześć, ja myślę troszkę inaczej. Myślę, że grupa, która wyjechała za granicę jest mniej więcej reprezentatywna. Są wśród nich porządni ludzie i są hunowie. W Polsce też jest mnóstwo hunów- spragnionych mordu prostaków i buraków. To, że nie widać tego aż tak bardzo nad wodą wynika z tego, że nasze wody są wyrybione i hunowie nie mają pełnego pola do popisu. Ale hun to hun, zły duch siedzi w naszym narodzie. Ja myślę, że na 10 polskich wędkarzy w kraju 8- 9 to hunowie. Takie są moje obserwacje znad wody, i nie tylko. Jestem Polakiem, ale nie jest to dla mnie powód do dumy.

Posted

Wydaje mi się, że chłodnia to sprawa marketingu :mellow:.

 

Natomiast zastanawiam się, nad jedną sprawą: CZY LICZY SIĘ TYLKO KASA!!!!???

 

Przecież reklama ukazała się w gazecie, która na okładce ma napis :ZŁÓW I WYPUŚĆ

 

Może rzeczywiście chodziło w reklamie o transport kanapek i suchej krakowskiej.

Posted

Krytycznie piszecie o rodakach w Anglii, ale moim zdaniem to inna grupa społeczna...

 

Cześć, ja myślę troszkę inaczej. Myślę, że grupa, która wyjechała za granicę jest mniej więcej reprezentatywna....

Niestety w moim przypadku rzeczywistość okazała się jeszcze bardziej brutalna. Po przyjeździe do Irlandii Północnej i podjęciu nowej pracy, szukałem nowych znajomości wędkarskich w swoim otoczeniu. Miałem nadzieję, na wspólne łowienie i poznawanie okolicznych łowisk. W efekcie wybrałem się na wędkowanie z kilkoma osobami i o zgrozo.... oszczędzę Wam szczegółów.

Większość z tych osób jest nawet nie reformowalna, ja się nie znam bo nie dawno przyjechałem, a oni są tu od kilku lat i nikt im nic nie zrobił. Nie interesują ich żadne przepisy, ani opłaty, ani nawet tablice z polskim napisem ZAKAZ WĘDKOWANIA. Z około dwudziestu nowych wędkarskich przyjaciół ostał mi się jeden, ten który przyjechał tu razem ze mną. Przykre, że ponad 2000km od domu miałem okazję poznać samych polskich hunów, bo z prawdziwym wędkarstwem to mieli oni nie wiele wspólnego.

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...