Jump to content

Recommended Posts

Posted

Nie miałem okazji poznać nic lepszego od tego

Nawet dzisiaj pozwolił mi na odzyskanie, z nadbrzeżnego drzewa dobrego woblerka, który zawisł tam jakiś miesiąc temu :lol:

Posted
Ten temat zaczal mnie interesowac :mellow: gdy zaczalem tracic szczegolnie moje woblery na rzekach gdzie nie zawsze moge zejsc i odczepic ...Dzieki wiec Popper za zdiecie i opinie ...postaram sie to dostac :D
Posted

Jurku, widywałem nad wodą inne, pewnie skuteczniejsze. Niestety tamte, to rodzina samodziełek pomysłowych kolegów.

Mogliby pewnie zaprezentować wiele ciekawych rozwiązań.

Posted
Żaden uwalniacz nie będzie w 100% skuteczny, ale polecam ten co zalinkował @popper. Mi zwrócił się już po dwóch wyprawach. Używam go od roku, wiec policz ile jestem do przodu :mellow: Innych nie używałem, wiec nie wiem jaka ich skuteczność.
Posted

Ja mogę słówko powiedzieć o popularnym Snagawayu. Noszę go zawsze ze sobą od dwóch lat. Łowiąc lekko (z brzegu) zaczepy na ogół są dość blisko. Snagaway bez trudu sobie z nimi radzi. Ratuje mi co najmniej 80% zaczepów, a więc dużo.

Jest lekki i poręczny - w sam raz do kieszeni. Tylko fabryczny sznur lepiej zmienić np. na 40lb plecionkę - zmniejsza to efekt spadochronu.

post-1273-1348914296,4169_thumb.jpg

Posted

Wyrywając siłowo woblera z zaczepu czasami dochodzi do wyłamania steru, który lubi się zaklinować w zawadzie, czy innego rodzaju uszkodzenia przynęty. Inną możliwością jest stosowanie 4-ramiennej kotwiczki wykonanej z połącznych dwóch kawałków odpowiednio wygiętego pręta metalowego na mocnej lince i wyciąganie zawady wraz z przynętą. O ile nie mamy do czynienia z zatopionym większym pniem, czy czołgiem, to powinno się udać.

Nigdy nie wiadomo, o co zahaczą się kotwice, kiedyś podczas próby ratowania przynęty zobaczyłem zwłoki psa z doczepionymi na sznurku cegłami.

 

Posted
jestem właśnie po teście uwalniacza grom 185 gramów rzeka Pasłęka sprawdził się 2m od brzegu, ale 7m i kilkanaście metrów już nie, pomimo iz jest to long distance. Linka jest ściągana przez prąd wody i uwalniacz nie dochodzi do przynętu pomimo moich wielu prób zmarnowałem chyba z 20 min., a nie doszedł do przynety. Wnioski: bardziej sie nadaje na jezioro, gdzie nie ma prądu i zakrzaczeń, które uniemozliwiaja zmiane pozycji i ewentualne puszczenie uwalniacza bardziej z prądem. Na rzekę Pasłęka jest dla mnie tylko kolejnym gadżetem do stosowania przy samym grzegu za miast 3m metrowego kija.
  • 2 weeks later...
Posted

a ja się pytam czy np. Grom nie strzępi żyłki lub plecionki ??

 

 

no to Ci odpowiem. ten przedstawiony na linku takowej tendencji nie posiada - sam takiego uzywam od kilku lat i uratowal mi wieeeeeeeeeele przyynet... natomiast ew strzepienia zdarzaja sie przy egzemplarzach robionych samodzielnie w ktorych wykonywane naciecia nie zostana nalezycie obrobione... ot i tyle...

Posted

a ja się pytam czy np. Grom nie strzępi żyłki lub plecionki ??

 

Hehehe, ale dałeś mi do myślenia...... Dziś zauważyłem, że mam postrżepiona żyłkę i to wcale nie końcowy odcinek. A Gromem operowałem dziś dość często..........

Posted

Nigdy nie zauważyłem strzępienia po użyciu Groma. Ani żyłki ani o dziwo plecionki.

Już częściej przeciera się sznurek/linka, na odcinku do ok. 20 cm powyżej węzła mocującego.

Ten kawałek linki przewiązuję dość, gdy używam Groma w czepliwych miejscach lub na kamieniskach. By go nie stracić ;)

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
  • Recently Browsing   0 members

    • No registered users viewing this page.
×
×
  • Create New...