Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.


Szukaj w artykułach


Reklama


Ostatnie na blogu


662 aktywnych użytkowników (w ciągu ostatnich 15 minut)

562 gości, 4 anonimowych

Rbogusz25, MielSos420, szpieg, golenia, Karol Krause, Jack__Daniels, Bing, Ryboman, slawito, Pietruk, gruchawill, Chat, kris73, PrzemekL, kacziega, 0507, Gadget, skampi, Sławek Oppeln Bronikowski, Franc, Google, spidi, urasenty, marcin186, Mielony, dragonexp, mack, 12345, MichałM, paawelek83, ati, coma, woblery L.E., Maciej_K, jacekp29, szemo, ElCheetos, mo-chu, tomas, Maniekzns, Grzesiak cast, tymof, Trochim80, GoloGolo, Greg77, jarekt, Pescador de caña, samiec, niko333, Alexspin, Darrek7474, wojtyna51, donkicha, resiak82, karolspinn, sol321, fred88, Negative, Marcin Plich, Sąsiad, sowixus, DzidaPN, thor13, chulo, kiertom, witeg, MATIG, _Junak_, K.Kalisz, babakempas, brzezik, Hanibal, Sławek, robertm1966, ŁYSY0312, TOFIX99, rybak109, Robi, boobinio, Elatios, 77robson, STYCHU3, hotpoint, M a r a s, dd300, as1111, e_skalar, mateuszxt, michal86, 19john92, rico1212, bullet81, zygy, suareZ, Tomek.M, Juri1, cys82, gracek


- - - - -

Bolenie trochę inaczej...


Boleń, rapa, polski tarpon, srebrna torpeda...te nazwy, oprócz tej właściwej, gatunkowej, krążą wśród polskich wędkarzy, kojarząc się nieodzownie z prawdopodobnie najbardziej sportowym drapieżnikiem naszych wód.
Niegdyś widywany i łowiony tylko w dużych rzekach, dzisiaj spotykany niemalże w większości polskich akwenów, w tym tych ze stojącą wodą.
Nie ma chyba drugiego gatunku (no może oprócz sandacza) wokół którego krążyło by tyle legend, mówiących o trudności jego przechytrzenia, zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę metodę spinningową.
Oczywiście czasy się zmieniły, technika, a w zasadzie technologia poszła do przodu, co przełożyło się w prostej linii, na zwiększenie naszej wędkarskiej skuteczności. Nie zapominajmy jednak, że ryby też się „uczą” i nie pozostają w tej ciągłej walce zbrojeń bez szans.
Boleń, do tej pory tajemniczy i nieposkromiony król warkoczy oraz raf i przelewów, stał się coraz częstszym i co najważniejsze, nie przypadkowym trofeum spinningistów.

 

Dołączona grafika

 

Początki mojej fascynacji tym karpiowatym rozbójnikiem sięgają początków 2010 roku. Wtedy to właśnie, pierwszy raz miałem okazję być niestety tylko świadkiem połowu tej pięknej ryby. Ciężko powiedzieć, że od razu wpadłem po uszy, wszak byłem tylko biernym obserwatorem.
Wszystko zmieniło się jednak, kiedy kilka lat później, sam trafiłem swojego pierwszego, ale niestety przypadkowego bolenia, łowiąc szczupaki na mojej ulubionej zaporówce.
Od tej chwili bolenie stały się moim głównym celem i chociaż wiedziałem że na moim zbiorniku jest ich naprawdę sporo, marzyłem o prawdziwej, rzecznej torpedzie.
Jako że, do dużej rzeki (w tym wypadku Wisły) mam kawałek, postanowiłem skupić się na pobliskiej, niewielkiej, nizinnej rzeczce, przepływającej niedaleko mojego domu, a która dodatkowo przepływa przez zbiornik, o którym wspomniałem na początku.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika


Oczywiście, jak to zwykle mam w zwyczaju, zacząłem od teorii. Różnego rodzaju publikacje, filmy oraz artykuły stanowiły dla mnie główne źródło informacji. W tamtym czasie, żaden z moich kolegów nie podzielał mojej fascynacji, dlatego też całą drogę od teorii do praktyki musiałem przechodzić samotnie, ciągle ucząc się na własnych błędach.
Jak zapewne większość z was wie, łowienie boleni kojarzone jest z tzw. ,,ekspresem" czyli typowym i najbardziej popularnym sposobie zwijania przynęty, w jak najszybszym tempie, z różnego rodzaju wariacjami. Oczywiście ja również zacząłem od ,,ekspresu", używając do tego typowych i mocno przeciążonych, boleniowych ,,przecinaków", czyli uklejo-kształtnych woblerów z pionowo wklejonym sterem.

 

Dołączona grafika


Początkowo, metoda ta nawet nieźle się u mnie sprawdzała, ale biorąc pod uwagę statystyki ilościowe i jakościowe, odczuwałem ciągły niedosyt.

 

Doskonale pamiętam, pewną sytuację, która jak się później okazało, otworzyła mi oczy, a może głowę...nieważne.
Pewnego razu, podczas jednej z moich, majowych wypraw, miałem okazję zaobserwować szczególną sytuację, a dokładnie rzecz ujmując, ,,taktyczne" polowanie rap.
Stojąc na brzegu rzeki, miałem przed sobą przelew, rozciągający się na całej szerokości koryta. Przelew ten, tworzył spory warkocz, który do tej pory katowałem w sposób, o którym wspomniałem na początku.
Tuż przy samym brzegu natomiast, tworzył się niewielki cień prądowy z bardzo płytką wodą. Kątem oka, dostrzegłem w nim niewielką ławicę sporych uklei. Nagle, tuż za nimi pojawił się ok. 70 cm boleń, który powoli opłynął ukleje, korzystając z osłony, stworzonej przez krawędź nurtu warkocza. Ryba, przystanęła na chwilę pod samym przelewem, tuż obok srebrnych rybek, po czym wolno odbiła, chowając się w spienionej toni warkocza. To co się wydarzyło za chwilę, było sprawą oczywistą. Rapa z impetem ,,wjechała" we wcześniej upatrzone stado, zostawiając po sobie, duży gejzer na powierzchni wody.
Doświadczenie to, mocno skomplikowało moje dotychczasowe analizy, ale pozwoliło mi, wysnuć nowe teorie oraz hipotezy, które oczywiście trzeba było poddać odpowiednim ,,badaniom”.
Przede wszystkim, jako główny cel, obrałem sobie znalezienie przynęty, jak najwierniej imitującej uklejkę. Wszelkie klasyczne, pływające woblery sterowe, świetnie sprawdzały się na innych gatunkach, ale nie brałem ich w ogóle pod uwagę. Szersza, bądź węższa praca X, V, czy Y kompletnie do mnie nie przemawiała, dlatego też swoją uwagę skupiłem na woblerach bezsterowych (oczywiście tych z seryjnej produkcji). Niestety, bardzo szybko przekonałem się, że większość z nich średnio nadaje się do nieco wolniejszego prowadzenia, a o postawieniu w lekkim nurcie, kompletnie nie było mowy. Mocno przeciążone, może i osiągały niesamowite odległości, ale ich praca była przewidywalna i równa, a po zatrzymaniu, tonęły jak kamień.
Nie mogę w żadnym wypadku nazwać się nie wiadomo jakim twórcą przynęt, ale coś tam zawsze sobie strugałem, głównie pod jazie i nocne sandacze. W tym jednak przypadku poprzeczka została postawiona bardzo wysoko, dlatego też zwróciłem się o pomoc do brata, który w tamtym czasie, miał już na swoim koncie spory dorobek, w postaci dużej ilości zrobionych przez siebie, szczupakowych dżerków.
Same założenia były proste, ale przełożenie ich na ekran komputera (w ten sposób ,,tworzę" swoje projekty) a następnie stworzenie z nich kilku satysfakcjonujących wabików, już nie do końca.
Jednakże, w niedługim czasie i pomimo kilku trudności, udało się w końcu stworzyć kilka prototypów.
Woblery te, wykoanne tylko i wyłącznie z drewna lipowego, miały posiadać cechy, na których mi najbardziej zależało czyli:
kształt i kolor, możliwie jak najbardziej zbliżony do naturalnego,
stosunkowo niewielką wagę,
wystarczająca lotność,
uniknięcie efektu tonącego kamienia

Finalnie udało się to osiągnąć, bez większych problemów. Mało tego, woblery te łączyły i w zasadzie łączą, cechy kilku przynęt w jednej konstrukcji. Są odpowiednio lotne, a w przypadku kiedy nie jestem w stanie nimi dorzucić w wybrane miejsce, po prostu je spławiam niczym klasycznego pływającego woblera. Po zatrzymaniu oczywiście toną, ale w bardzo wolnym tempie, delikatnie i leniwie lusterkując. Podczas normalnego, wolnego zwijania, idą niezbyt szeroką ,,eską", ale przy szybszym pooszarpywaniu, pięknie odjeżdżają na boki, chętnie pokazując brzuszek. Bardzo dobrze trzymają się nurtu, nie wypływają do góry, no chyba że je do tego ,,zmusimy", co też nie stanowi żadnego problemu. Stają się wtedy powierzchniowymi chlapakami, ale w dalszym ciągu zachowując swoją ,,dżerkową" pracę.
Prawdziwą wręcz magią i jednocześnie sporym zaskoczeniem, było dla nas to, z jaką łatwością można było je zatrzymać np. na płytkim napływie, gdzie bez żadnej ingerencji robiły całą robotę. Piękna naturalna praca, zmagającej się z nurtem uklei oraz lekkie odjazdy, mignięcia itd. Doskonale pamiętam nasze pierwsze testy, podczas których, do tak postawionego w nurcie woblera, bolenie podnosiły się z dna, lub nagle wyjeżdżały z warkocza.

Dołączona grafika

 

Oczywiście, pierwsze prototypy mają już za sobą kilka sezonów, dlatego też zgodnie z naturalną koleją rzeczy, do dzisiaj powstało kilka nowych wariacji, w których skupiliśmy głównie, na zmianach kosmetycznych, jednocześnie dbając o zachowanie najważniejszych cech swoich pierwowzorów.
Przez ostanie 3 lub 4 sezony, używam praktycznie tylko woblerów bezsterowych własnej produkcji, lub wychodzących spod ręki brata.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Rzeka
Od samego początku mojej przygody boleniowej, zawsze starałem się obserwować wodę. Jest to chyba podstawowy warunek skutecznego i przede wszystkim świadomego łowienia rap. Oczywiście, łowiąc na niewielkiej rzece jest to nieco łatwiejsze, ale jak się później okazało, doświadczenie zdobyte na mniejszym ciurku potrafi zaprocentować i przydać się na większych rzekach.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika


Samo łowienie bezsterowcami, daje o wiele większy wachlarz możliwości niż tradycyjny ,,ekspres", którego oczywiście nie chce w żaden sposób negować, czy wręcz dyskwalifikować. Osobiście jednak przekonałem się, że dzięki całkowitej zmianie taktyki, moje statystyki ilościowe i jakościowe znacznie się poprawiły.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika


Jak już wspomniałem na wstępie, łowiąc bolenie skupiam się przede wszystkim na obserwacji wody. Charakterystyczne uderzenia i rozbryzgi to standard, ale zdarzają się sytuacje, w których bolenie żerują w nieco mniej widowiskowy sposób. Często są to tylko pojedyncze rybki, wyskakujące z wody, a niekiedy samo zawirowanie na jej powierzchni. Tak, czy inaczej, każde z powyższych zjawisk zawsze zwraca moją uwagę.
Oprócz samej aktywności ryb, istotny jest wybór odpowiedniego miejsca. Rzeczne bolenie łowię od maja do października, pod warunkiem, że ten ostatni jest na tyle ,,ładny", aby zatrzymać migrujące do zbiornika na zimę ryby.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika


Wiosną, skupiam się głównie na napływach przelewów, zalanych wiosennymi przyborami brzegach, cieniach prądowych (tutaj ciekawostka: nawet najmniejsze zwolnienie, dosłownie pół metra na pół metra powstałe za np. wystającym kamieniem, wystarczy aby zgromadziła się w nim drobnica i jakikolwiek nienaturalny ruch na powierzchni to sygnał świadczący o prawdopodobnej obecności bolenia)oraz miejscach w których ukleja gromadzi się na tarło.
Sam sposób prowadzenia uzależniam od ,,temperamentu żerowania" boleni. Jeżeli np. tuż za napływem, widać nieznaczne ruchy na powierzchni, staram się prowadzić wobler jak najwolniej, zatrzymując go na napływie i pozwalając mu swobodnie pracować na napiętej lince. Jeżeli natomiast bolenie wyraźnie zaznaczają swoją obecność widowiskowymi atakami, przeciągam wabik nieco szybciej i agresywniej.
Ciekawym zjawiskiem jest samo tarło uklei. Jeżeli uda mi się je namierzyć, co nie jest specjalnie trudne, złowienie nawet kilku dobrych ryb, często bywa zwykłą formalnością. Najtrudniejsze jest najczęściej samo ustawienie się w taki sposób, aby móc przytrzymać woblera jak najbliżej takiego miejsca. Można też go oczywiście przeprowadzić, ale z doświadczenia wiem że w tym konkretnym przypadku, łowienie na stopa daje o wiele lepsze rezultaty.

 

Woda stojąca
Łowienie boleni na stojącej wodzie, stanowi dla wielu wędkarzy temat tabu. Oczywiście w wielu przypadkach jest ono znacznie trudniejsze niż ma to miejsce w przypadku rzek, ale nie jest niemożliwe.
Osobiście, na zaporówkowe bolenie, wybieram się głównie latem, podczas rzecznej niżówki. Nie chce tutaj poruszać dyskusji, czy zarybienia boleniem wód stojących jest słuszne czy nie. Faktem jest to, że na większości naszych zbiorników, populacja rap jest ogromna.
Latem, namierzenie żerujących ryb, nie stanowi większego problemu. Wystarczy bacznie obserwować wodę, a ryby same zdradzą nam gdzie ich dokładnie szukać. Umocnienia tam, plaże, okolice mostów, czy w końcu przybrzeżne trzcinowiska, to miejsca, w których gromadzi się drobnica, za którą jak wiadomo podążają bolenie.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Podobnie jak w przypadku rzecznego łowienia, stosuję te same przynęty, czyli moje bezsterowce. Nie wspomniałem o tym wcześniej, ale celowo projektowaliśmy je w taki sposób, aby były uniwersalne w kwestii rodzaju łowiska, a jako ciekawostkę dodam fakt, iż właśnie dzięki nim uczyłem się łowić rapy na wodzie stojącej.
Podobnie wygląda również kwestia samej prezentacji wabika. Tutaj zawsze staram się dostosować do wcześniej wspomnianego ,,temperamentu żerowania". Bardzo aktywne drapieżniki, widowiskowo atakują drobnicę, co dla mnie jest sygnałem, aby poprowadzić przynętę nieco agresywniej. Analogicznie, mniej aktywne ryby, z reguły preferują nieco wolniejsze prowadzenie, ale i od tej reguły są wyjątki, a jedyny skuteczny sposób to po prostu kombinowanie.
Niewątpliwie, przewaga bezsterowców na wodzie stojącej, wynika z ich nieregularnej i specyficznej, dżerkowej pracy. Taki wobler, mogę poprowadzić wolniutko, tuż przy samej krawędzi np. betonowego umocnienia brzegu. Mogę nim dżerkować w toni, imitując zdenerwowaną, lub przestraszoną uklejkę. Mogę nim również agresywnie pochlapać po powierzchni, co często daje bardzo fajne rezultaty.
Jest jednak kilka zasad, które niewątpliwie łączą łowienie na rzece i wodzie stojącej.
Przede wszystkim zawsze zwracam uwagę na rozmiar woblera i dostosowuje go do wielkości rybek na których aktualnie żerują bolenie. Wiosną np. rzadko schodzę poniżej 8,9 cm, podczas gdy latem zdarza mi się sięgać po dł. od 4 do 6 cm.
W tym sezonie np., aby dobrać się do boleni, na szybko stworzyłem prototypową, bezsterową ,,szósteczkę", która już pierwszego dnia testów, bardzo ładnie połowiła.

 

Dołączona grafika


Kolejna sprawa to sam kolor. Oczywiście prym wiedzie klasyka, czyli srebrne boki, biały brzuch oraz oliwkowy lub grafitowy grzbiecik. Jest jednak coś, co zauważyłem kilka lat temu i od razu postanowiłem to sprawdzić. Chodzi mi dokładnie o nasłonecznienie. Idąc nieco w ślad za logiką amerykańskich wędkarzy, przekonałem się, że w słoneczne dni o wiele lepiej sprawdzają się woblery, które mają boki oklejone srebrną folią, natomiast w dni pochmurne, lepsze rezultaty mam na bezsterowce, w których boki, pomalowane są na dosyć ciemny grafit.
Łowiąc bolenie, czy to w rzece, czy na wodzie stojącej, bardzo ważne jest aby wykonywać rzuty w przemyślany sposób. Rzucanie przynęty w miejsce ataku, owszem czasem się sprawdza, ale z reguły ryby w tym miejscu już po prostu nie ma. W tym sezonie jeden ze złowionych przeze mnie boleni, najpierw uderzył w ławicę uklei, po czym w ułamku sekundy pokonał odległość ok. 3 m, waląc z impetem, w agresywnie prowadzonego przeze mnie woblera.
Obserwując ataki, lub chociażby najmniejsze oznaki żerowania, zawsze staram się znaleźć ,,ścieżkę", którą podąża drapieżnik. W większości przypadków, ryby okrążają ławice swoich ofiar, dokładnie je obserwując i wybierając najlepsze miejsce do ataku. Naszym zadaniem jest krótko mówiąc, mozolne rzucanie w jeden punkt, do momentu w którym nasza przynęta, czasowo zgra się z momentem w którym boleń ,,wjedzie" w ławice.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Oczywiście sama przynęta to nie wszystko, dlatego też musimy odpowiednio dobrać nasz sprzęt. Osobiście, w przypadku mojego wyboru zestawu do łowienia boleni na bezsterowce, musiałem iść na dwa kompromisy.
Pierwszy z nich dotyczy samej długości. W wielu przypadkach poleca się długie wędziska, co jest oczywiście zrozumiałe, ale jeśli chodzi o woblery bezsterowe, często wymagana jest odpowiednia ich animacja, co jak wiadomo przy dłuższych wędziskach jest znacznie mniej komfortowe, i niezbyt precyzyjne. Moja ,,boleniówka" ma tylko, albo aż 2,6 m długości i świetnie sprawdza się zarówno na rzece, jak i na wodzie stojącej.
Drugi kompromis to sama akcja wędziska. Wcześniej, łowiąc tradycyjnym ekspresem, preferowałem wolniejsze kije o nieco głębszym ugięciu. Przechodząc na bezsterowce, musiałem znaleźć wędzisko, nieco szybsze (łatwiejsza animacja przynęty) ale o głębokim, ciepłym ugięciu, będącym w stanie poradzić sobie z agresywnymi atakami, na tzw. ,,krótkim dyszlu”.
Wędzisko, którym łowie zbudowane jest na blanku o mocy ok. 14 lb i charakteryzuję się ciężarem wyrzutowym od 5 do 25 g. Oczywiście mógłbym zejść z mocą blanku, ale zdecydowanie nie jestem zwolennikiem męczenia ryby zbyt długim holem, zwłaszcza w silnym nurcie rzeki.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika

 

Z pewnością zauważyliście w moim tekście pewną polemikę z tradycyjnym łowieniem ,,ekspresem". Nie inaczej będzie w przypadku kołowrotka. W tym wypadku, biorąc pod uwagę fakt, że najczęściej łowię wolno, a moje przynęty rzadko przekraczają 12-15 g wagi, nie muszę stosować mocnego, super wytrzymałego kołowrotka o wysokim przełożeniu. Możecie mi wierzyć, że wystarczy 4000-ka ze średniej półki, ale z bardzo dobrym nawojem, płynnym i niezawodnym hamulcem oraz z możliwie jak najszerszą szpulą.
Uprzedzając wszelkie pytania o linkę, od kilku już sezonów, z powodzeniem stosuję plecionki w klasycznych oliwkowych, lub szarych kolorach. Nie jestem zwolennikiem ale i też nie przeciwnikiem stosowania przyponów z fluorocarbonu. Stosuję go głównie w przypadku, kiedy woda jest naprawdę czysta, lub kiedy ryby ewidentnie grymaszą. Szczerze powiedziawszy nie zauważyłem jakoś specjalnej różnicy w ilości brań, dlatego też samo stosowanie przeze mnie przyponu, wynika raczej z jakiegoś wewnętrznego przeświadczenia, że może coś to jednak da.

 

Reasumując, mój sposób łowienia boleni może dla niektórych wędkarzy, nie będzie niczym odkrywczym, ale z drugiej strony być może są też tacy, którzy znajdą w nim coś dla siebie. Jak już wcześniej wspomniałem, z pewnością zauważyliście moją polemikę z tradycyjnym sposobem łowienia boleni tzw. ,,ekspresem". Oczywiście w żaden sposób nie umniejszam jego skuteczności, bo w wielu przypadkach bywa po prostu bezkonkurencyjny. Moim celem, było jedynie pokazanie Wam, nieco innego oraz znacznie mniej oczywistego sposobu łowienia tych pięknych ryb.
Przez ostanie 3 czy 4 sezony, na mojej agrafce nie zawisł żaden sterowy przecinak. Dodatkowo zauważyłem że takie podejście do tematu, daje mi znacznie więcej ryb i to zdecydowanie przyjemniejszych rozmiarów.
Ponadto pozwoliło mi ono, cieszyć się nie tylko łowieniem rap w rzekach, ale również w zbiornikach zaporowych i jeziorach.
Warto również nadmienić, że takie ,,rapowanie", nie wymaga chociażby, niebotycznie wytrzymałego kołowrotka, nie męczy aż tak bardzo, a biorąc pod uwagę fakt, że czasem trzeba się nakombinować, mamy o wiele więcej satysfakcji z każdej przechytrzonej ryby.

 

Poniżej filmik z najlepszymi atakami z tego roku :)

 

 

Artykuł bierze udział w konkursie "wygraj wędkę marzeń"




18 Komentarze

Zdjęcie
guciolucky
23 lis 2020 20:24
Fajny tekst, bardzo w moim ulubionym tonie...Jeśli dopracujesz swoje przynęty tak aby nie wymagały potrząsania wędką to wyniki przerosną oczekiwania. Samych sukcesów życzę.
    • czerwcowy0520 lubi to
Zdjęcie
czerwcowy0520
23 lis 2020 20:55
Nie wymagają w sumie, ale po prostu czasem boleniom to pasuje ;) muszą mocniej pojeździć bokami. Niestety za późno zacząłem nagrywać ponieważ wiosną większość ryb łowiłem na stopa ;) dziękuję za miłe słowo i pozdrawiam. Piona.

Piotrek, świetny materiał a te Wasze wobki to trochę inna filozofia łowienia. Wiem co mówię bo woblerów boleniowych przerobiłem masę. Tegoroczne wyniki mówią same za siebie, a co do potrząsania wędką, jestem najbardziej na tak. Sam jeszcze przynęcie mogę nadać odpowiednią pracę, w odpowiednim momencie. POZDRAWIAM.

    • strary i czerwcowy0520 lubią to
Zdjęcie
malinabar
24 lis 2020 21:30

Super się czytało . Fajne zdjęcia i materiał,  który może mnie kiedyś będzie dotyczył  :D .

    • czerwcowy0520 lubi to
Zdjęcie
czerwcowy0520
24 lis 2020 21:41

Super się czytało . Fajne zdjęcia i materiał,  który może mnie kiedyś będzie dotyczył  :D .

Dzięki :) w razie pytań, wal śmiało.
    • malinabar lubi to

Gratuluję bolków:) A gdybyś jeszcze pokazał filmik z pracą takiego woblerka ...o ile nie sprawia to trudności wielkiej.

Pozdrawiam

    • czerwcowy0520 i BOLEC PL lubią to
Zdjęcie
czerwcowy0520
25 lis 2020 12:59

Gratuluję bolków:) A gdybyś jeszcze pokazał filmik z pracą takiego woblerka ...o ile nie sprawia to trudności wielkiej.

Pozdrawiam

Dzięki wielkie :) wrzuciłem coś na szybko, ale nie wiem czy coś widać :(

 


 

    • BOLEC PL i eRKa lubią to

Dzięki:) Tyle wystarczy:)

    • guciolucky i czerwcowy0520 lubią to
Tymi woblerami padła masa boleni na tak zwanego stopa bez krecenia kołowrotkiem wystarczy im niewielki nurt do samodzielnej pracy. Jest świetnie wypracowany kompromis pomiędzy pracą ,masą,lotnością i wypornością.
    • czerwcowy0520, eRKa i grey lubią to

Bardzo fajny artykuł, ciekawe dostosowanie przynęty do warunków.

 

Na "stopa" łowiłem już ze dwadzieścia pięć ;) lat temu. "Normalne" bolenie siedziały tam gdzie mają siedzieć i wtedy ołowianka rządziła. Te sztuki, które tłukły ukleję poniżej płytkich główek, przy brzegu, właśnie przy takim warkoczyku, który opisałeś, wymagały spławienia 6cm uklejki i postawienia jej nawet na 10-15 minut jedynie lekko ruszając wędziskiem. Brania bolka prawie pod nogami na 20cm wodzie to coś czego nigdy się nie zapomina. Oczywiści o woblerach bezsterowych nikt wtedy nawet nie myślał :)

Gratuluję podejścia i wyników.

    • czerwcowy0520, BOLEC PL i grey lubią to
Zdjęcie
czerwcowy0520
25 lis 2020 17:56

Bardzo fajny artykuł, ciekawe dostosowanie przynęty do warunków.
 
Na "stopa" łowiłem już ze dwadzieścia pięć ;) lat temu. "Normalne" bolenie siedziały tam gdzie mają siedzieć i wtedy ołowianka rządziła. Te sztuki, które tłukły ukleję poniżej płytkich główek, przy brzegu, właśnie przy takim warkoczyku, który opisałeś, wymagały spławienia 6cm uklejki i postawienia jej nawet na 10-15 minut jedynie lekko ruszając wędziskiem. Brania bolka prawie pod nogami na 20cm wodzie to coś czego nigdy się nie zapomina. Oczywiści o woblerach bezsterowych nikt wtedy nawet nie myślał :)
Gratuluję podejścia i wyników.

Bardzo dziękuję stary :) fajnie że mamy podobne doświadczenia, wynikające prawdopodobnie z tych samych obserwacji prowadzących do podobnych wniosków. Pozdrawiam Ciebie serdeczne kolego
    • strary i BOLEC PL lubią to
Zdjęcie
czerwcowy0520
25 lis 2020 18:01

Tymi woblerami padła masa boleni na tak zwanego stopa bez krecenia kołowrotkiem wystarczy im niewielki nurt do samodzielnej pracy. Jest świetnie wypracowany kompromis pomiędzy pracą ,masą,lotnością i wypornością.

Dzięki Krzychu ! Takie słowa, od takiego mistrza boleni to najlepsza nagroda :)

    • BOLEC PL lubi to
Zdjęcie
Starscream
09 gru 2020 12:15
Super artykuł mega się czytało Ps. A ten atak w tym "ciurku" mega
    • czerwcowy0520 i BOLEC PL lubią to
Zdjęcie
Robert Crocker
09 gru 2020 12:22

No i to jest artykuł !!!

    • czerwcowy0520 i BOLEC PL lubią to
Zdjęcie
czerwcowy0520
09 gru 2020 18:21

No i to jest artykuł !!!

Dzięki Robert :)
    • Robert Crocker lubi to
Zdjęcie
czerwcowy0520
09 gru 2020 18:22

Super artykuł mega się czytało
Ps. A ten atak w tym "ciurku" mega

Dzięki :) urok małych ciurków jest niepowtarzalny;)
Zdjęcie
J-O-K-E-R
15 sty 2021 10:02

Super tekst i fajne zdjęcia. Do druku. ;)
Gratuluję otwartej głowy i umiejętności manualnych i wyciągania wniosków.

    • czerwcowy0520 lubi to
Zdjęcie
czerwcowy0520
09 lut 2021 11:49

Super tekst i fajne zdjęcia. Do druku. ;)
Gratuluję otwartej głowy i umiejętności manualnych i wyciągania wniosków.


Dzięki wielkie :)