Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Logowanie »   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.


Szukaj w artykułach


Reklama


Ostatnie na blogu


271 aktywnych użytkowników (w ciągu ostatnich 15 minut)

252 gości, 1 anonimowych

Google, godski, Bing, juby3004, marb_2005, pawcio449, jurkan, PawelMAT, Łukasz 24, tomkosto, Toja, Sylwek1981, Lukasss, cristovo, Romanesku, bocian84, Sławek77, tomaszgrzywacz, Sailfish, zenobiusz


- - - - -

Boleniowy streetfishing w wersji castingowej


Publikujemy ósmy artykuł konkursowy (z drugiej edycji konkursu ), w której do wygrania jest udział w wyprawie grupowej do Szwecji w maju 2016 roku dla dwóch autorów najlepszych artykułów. W ramach nagrody zwycięzcy mają zapewnione : zakwaterowanie, pełne ubezpieczenie, korzystanie z łodzi z silnikiem spalinowy oraz paliwo startowe (5l), opiekę przedstawiciela biura podróży ZEW PRZYGODY na miejscu. Organizator zapewnia również możliwość skorzystania z transportu busem na miejsce i z powrotem.

http://Przypominamy, że partnerem logistycznym wyprawy jest firma Unity Line organizator morskich podróży do Skandynawii. Zapraszamy do zapoznania się z ofertą: www.unityline.pl

 

 

Dołączona grafika

 

Moja przygoda z miejskim wędkowaniem rozpoczęła się 3 lata temu w momencie zakupu nowego lżejszego zestawu castingowego, o tym, że casting wciąga i człowiek coraz rzadziej sięga po korbę, wie każdy kto chociaż raz miał zestaw z pazurem w ręku. Nowy zestaw składał się z wędziska Dragona Destiny o długości 2,6m i ciężarze wyrzutu 7-28 g oraz multiplikatora shimano scorpion 1001.

 

Początki bywają trudne…
Pierwsze wędkowanie okazało się kompletną porażką. Rzuty nowym zestawem były znacznie trudniejsze niż jerkówką z ciężka przynętą na drugim końcu linki. Wabiki latały tam gdzie chciały, na szpuli powstawały piękne brody. Myślałem, że wszystko pójdzie zdecydowanie łatwiej. Sezon w pełni, a ja nie potrafię rzucać, ale nie miałem zamiaru poddawać się. Po powrocie do domu, wziąłem ze sobą dwie algi 0 i kilka mniejszych gum i postanowiłem potrenować rzuty przed blokiem. Podczas trzeciego rzutu algą zaliczyłem pierwsze „branie” na nowym zestawie. Odruchowo zaciąłem, wędka wygięła się do granic możliwości... w zwijaną blachę uderzył z wielkim impetem kot. Całe szczęście, że przynęta nie była uzbrojona. Po chwili siłowania się z dachowcem, w końcu odpuścił i pobiegł do piwnicy. Cała sytuacja była obserwowana przez sąsiadów i dzieciaki bawiące się przed blokiem. Więcej już nie rzucałem, nie chciałem być oskarżony o znęcanie się nad zwierzętami. Przeniosłem się nad pobliską rzekę i w ten oto sposób jak później się okazało, zaraziłem się streetfishingiem i znalazłem nowy sposób na nasze hobby.

 

Po kilku wyprawach po pracy i nauce rzucania, przynęty zaczęły słuchać się mnie i lądowały mniej więcej tam gdzie chciałem. Odległości były porównywalne z tymi uzyskiwanymi przy pomocy zestawu spinningowego. Pojawiły się pierwsze ryby, małe okonie, klenie, ale one nie zatrzymałyby mnie nad wodą.

Dołączona grafika

Pierwszy okoń

 

 

 

 

Dołączona grafika

Pierwszy kleń na casting

 

Moją wyobraźnie pobudzały szalejące, duże bolenie, które oceniałem na 80+. Po nocach siedziałem, czytałem artykuły i kombinowałem jak się do nich dobrać.

 

Pierwszy kontakt z panem Boleniem…
Coraz bardziej spodobało mi się wędkowanie w mieście. Nie traciłem czasu na dojazd na łowisko, mogłem wyskoczyć nad wodę praktycznie codziennie przed pracą lub po pracy. Pewnego ranka okonie współpracowały zadziwiająco dobrze. Rozmiar ryb niestety pozostawiał wiele do życzenia, większość ryb nie przekraczała 20cm. Postanowiłem zastosować większą i selektywną przynętę. Na agrafkę założyłem rapalę shad rap 9cm. Był to strzał w dziesiątkę. W pierwszym rzucie mam potężne branie, które niemal wyrywa mi wędkę z ręki. Byłem przekonany, że na kiju mam pięknego szczupaka. Wędka pięknie pracuje i amortyzuje zrywy ryby, jedyne czego mi brakuje to dźwięku hamulca. Niestety większość multiplikatorów pozbawiona jest tej pięknej dla naszych uszu melodii. Po kilku odjazdach na powierzchni widzę srebrną rybę…boleń !!! Serce wali mi jak głupie, nogi uginają się pod swoim ciężarem. Rybę oceniam na +-85cm już prawie ją mam, schodzę z murków do wody i w tym momencie boleń rozgina kotwicę, a ja stoję po pas w lodowatej wodzie. Wychodzę z wody, wracam mokry do domu z nietęgą miną. Dzisiaj już nie dam rady wędkować, ale wiem, że wpadłem po uszy. W domu przezbrajam wszystkie przynęty w mocne kotwice, robię remanent w pudełkach dorzucam kilka boleniowych przynęt, pakuję plecak i planuję kolejny wypad na miejskie murki.
Niezbędnik miejskiego wędkarza…

Dołączona grafika

Niezbędnik miejskiego wędkarza

 

Moim zdaniem streetfishing to przede wszystkim krótkie, szybkie, spontaniczne wypady z dużą częstotliwością. Pozwala nam to trafić w moment żerowania ryb, poznania ich zwyczajów oraz obserwację ryb na miejskim odcinku, co jest podstawą sukcesu. Obserwację ułatwiają okulary polaryzacyjne oraz liczne murki, podwyższenia, czy mosty, które są w mieście. Swoje wędkowanie zawsze zaczynam od kilku minutowej obserwacji, a dopiero później przechodzę do wędkowania. W mieście ryba moim zdaniem jest mniej płochliwa niż na dzikim odcinku, często musi zmagać się z jeżdżącymi samochodami po moście, licznymi imprezami nad wodą, czy dyskotekami, dlatego nie musimy skradać się, czy czołgać do miejscówki, ale powinniśmy zachować spokój, dodatkowy hałas jest niekorzystny. Każdy po przyjściu nad wodę z niecierpliwością czeka, kiedy odda pierwszy rzut, ale może się zdarzyć, że przynęta wyląduje na głowie ryby i ją spłoszy, psując miejscówkę na kilka godzin. Osobiście z tą przypadłością radzę sobie w ten sposób, że w domu nie piję kawy i nie jem śniadania, które wrzucam w plecak i pierwsze 5-10 minut obserwuję wodę przy kawce.

Dołączona grafika

Czasami kawę można zamienić na butelkę wina w dobrym towarzystwie ;)

 

Przynęty...
Nad wodę zabieram dwa pudełka przynęt, jedno z przynętami boleniowymi, drugie z kleniowo-okoniowymi. Przynęty staram się ograniczyć do minimum. Na 2-3h wypad nie potrzebuję setki woblerów. Wybieram takie, które pozwolą mi obłowić rożne warstwy wody, od powierzchni do głębszych dołków.

Dołączona grafika

Boleniowy arsenał

 

 

 

 

 

Dołączona grafika

Kleniowa biżuteria

 

Następna niezbędną rzeczą jest telefon, który służy jako aparat fotograficzny oraz trochę dukatów. Wędkujemy w mieście i zawsze po przegranej walce lub wygranej, czego wam życzę z całego serca, możemy udać się na małe piwko, czy na ciepły posiłek.
Gdzie szukać boleni w mieście...
Najłatwiejszą moim zdaniem miejscówką do rozpracowania są mosty. Gromadzi się tam dużo drobnicy, za którą podążają drapieżniki. Zdarza się mi często w słoneczny dzień wypatrzeć rybę z mostu i wtedy próbuję dokładnie podać jej wabik pod nos. Staram się rzucić w pobliże ryby, ale nigdy na nią, gdyż powoduje to spłoszenie drapieżnika. Idealny rzut, to taki po którym wobler wpłynie w zasięg wzroku ryby z nurtem.

Dołączona grafika

sześćdziesiątka „upolowana z mostu”

 

Następne miejsce, na którym skupiam się przy wędkowaniu na uregulowanej rzece, to różnego rodzaju zakola, spowolnienia nurtu. W tych miejscach często tworzą się dołki.

Dołączona grafika

Boleń z zakola

 

Ciekawym miejscem są również prostki za zakrętami i mostami. W tych miejscach szczególnie w lato jest większa ilość roślinności niż pod mostem, gdzie nie dociera tyle światła. Chowają się tam naprawdę duże klenie, czy bolenie.

Dołączona grafika

 

Niski poziom wody również pomaga w poszukiwaniu odpowiednich miejsc, w tym momencie ryby gromadzą się w głębszych i spokojniejszych partiach wody.

Dołączona grafika

Jesień, niski stan wody, moja ulubiona pora na poszukiwanie nowych miejscówek

 

Kiedy najlepiej pójść nad wodę...
Zawsze, gdy mamy wolną chwilę! Nie ma złej godziny na miejski wypad. Zdarzało mi się złowić w środku nocy klenie, bolenie jak również i szczupaki.

Dołączona grafika

Nocny boleń

 

 

 

 

Dołączona grafika

Kleń złowiony po zachodzie słońca

 

Zachęcam was do spróbowania swoich sił w miejskim wędkowaniu. Jest to super sposób na chwilę relaksu po ciężkim dniu w pracy, czy na uczelni. Ryby mogą być miłą niespodzianką tak jak w moim przypadku. Nigdy nie spodziewałem się, że uda mi się złowić kilka ładnych ryb na miejskim odcinku. Zachęcam również do wypuszczania złowionych ryb podczas wędkowania w mieście. Bardzo dużo przypadkowych ludzi z ciekawością podchodziło i pytało się, dlaczego wypuszczam złowione ryby. Niektórzy zrozumieli, że wędkarstwo to hobby, a nie sposób na zdobycie pokarmu i z tego jestem najbardziej zadowolony.

 

Jakub Fiećko (@dekosz), 2016

 

Dołączona grafika




0 Komentarze