Skocz do zawartości

  • Zaloguj korzystając z Facebooka      Zaloguj się   
  • Rejestracja

Witaj!

Zaloguj się lub Zarejestruj by otrzymać pełen dostęp do naszego forum.

- - - - -

Oko w oko z olbrzymem


To miała być kolejna zwykła sobota. Domowe obowiązki poprzedzone wcześniejszym relaksem na rybach. Chociaż wielu osobom wstawanie o trzeciej nad ranem nie kojarzy się z odpoczynkiem, to dla mnie nie ma nic lepszego niż oglądanie wschodu słońca odbijającego się w tafli jeziora. Ten sobotni poranek miał być spokojnym czasem. Liczyłem na dwa może trzy szczupaki, które później wypuszczę do wody.

 

Dołączona grafika


Zdarzają się takie wędkarskie wyprawy, kiedy mimo szczerych chęci złapania czegokolwiek, nic nie idzie po naszej myśli. Dwie godziny spędzone na pontonie i ani jednej ryby. Mimo że zapas kawy w termosie nieubłaganie się kończył, to nawet nie myślałem o powrocie do domu.

 

Dołączona grafika


Niemal po 30 minutach wiedziałem, że była to dobra decyzja. Pierwsza ryba w podbieraku od razu dodała motywacji i chciałem jeszcze więcej. Chwilę później trzymałem w dłoni kolejnego szczupaka, a później jeszcze jednego. Czułem, że to dobry dzień, tym bardziej że ostatni wypad na ryby w innej lokalizacji okazał się tylko stratą czasu.

 

Dołączona grafika

 

Dołączona grafika


Na tym jednak moja dobra passa się skończyła i znów rozpoczął się moment, gdy z wody wyciągałem tylko przynętę. Zegarek pokazywał prawie godzinę 9, a ja stwierdziłem, że powoli czas się zbierać do domu. W tym momencie poczułem potężne uderzenie, a wędka się wygięła tak, jakby coś próbowało mnie z wędką wciągnąć do wody. Od razu zacząłem siłować się z czymś, co zdecydowanie nie chciało dać za wygraną.

 

Dołączona grafika


Walka była zawzięta, a ja czułem, że dziś padnie rekord i będzie to moje pierwsze spotkanie z kilkunastokilogramowym szczupakiem, który jest marzeniem wielu wędkarzy. Moja wyobraźnia podpowiadała mi miliony scenariuszy. Wiedziałem, że zarówno ja, jak i mój przeciwnik liczymy na wygraną. Ciągnąłem moją zdobycz z całych sił, aż w końcu poczułem, że idzie mi coraz łatwiej, co wskazywało na poddanie się mojego podwodnego rywala. To był moment, kiedy już wiedziałem, że zaraz zobaczę najprawdopodobniej największą rybę, jaką kiedykolwiek złowiłem.

 

Dołączona grafika


Chociaż wiedziałem, że mój podbierak może być zdecydowanie za mały, to i tak za jego pomocą chciałem wciągnąć zdobycz na ponton. Wystarczył tylko jeden ruch, by być oko w oko z tym olbrzymem, gdy nagle… zadzwonił budzik. Obudziłem się zlany potem, a wskazówki zegara pokazywały trzecią nad ranem.

 

Artykuł bierze udział w konkursie "wygraj wędkę marzeń - sezon 2"




3 Komentarze

Zdjęcie
Rheinangler
02 gru 2021 05:34

....no to mamy na forum spinningowego Hitchcock-a  :lol: na prawde niezle zbudowane napiecie ;)

Zdjęcie
wilczybilet
02 gru 2021 08:01

....no to mamy na forum spinningowego Hitchcock-a  :lol: na prawde niezle zbudowane napiecie ;)

Czytałem artykuł z zaciekawieniem i nie chciałem zbyt wcześnie, przed przeczytaniem tekstu zobaczyć tego potwora. Gdy jak wspomniałeś napięcie wzrosło i "Dziadek" napisał o potężnym uderzeniu i holu, "kręcę" rolką myszki w dół, żeby zobaczyć potwora i przyznaje, że autor tekstu mnie zaskoczył  :lol:

Zdjęcie
Dziadek 1972
04 gru 2021 17:28

Witam wszystkich.

Cieszę się , że się podoba. Pomyślałem , że opiszę coś co każdy z nas czuje dzień przed wyjazdem na ryby.