Kumpel zasadził się na tym samym łowisku na zębatego, który miał taką swoją kałużę. Wszystkim, co miał z antyzaczepem próbował go zapiąć. Randkowali kilka razy ale bez finiszu

Tak jak wcześniej napisałem, stawiałbym na dobór miejsca, lekką, wolno opadającą przynętę, jeśli jerka, to delikatnie ślizganie między liliami itp. Ewentualnie jeszcze jest patent z podpinaniem haka grotem do tyłu, kiedyś oglądałem jakiegoś wędkarza, który stosował takie "odwrotne" zbrojenie na bassy, @bob74 łowi tak kropki, podobno skutecznie. Z tego co ostatnio widziałem nad wodą flora już pozwala na prowadzenie przynęt w niedostępnych do niedawna rewirach. A'propos haków to doliczam dwa oczka do rozmiaru kotwicy i zwracam uwagę na tempo opadu (piszę o jerkach). Mam na przykład jeden model, który po zbrojeniu w haki jest niemal suspenderem, odciążenie i grubsza linka robią swoje. Im bliżej końca sezonu, tym lepiej takie leniuchy grają. Opowiadałem kilka razy jedną historię, po części związaną z dyskusją. Jedno łowisko, w którym wedkuję, kanał, jest na zimę odcinanie od zasilającej je rzeki. Powstaje fajny stojak ale na zimę rybom marzną mózgi. I to jest ważne. Chodziłem tam kilka dni za szczupakiem bez efektu. Chłop, co przejeżdżał rowerem zasugerował, że ryby się potopili. Został mi w pudełku ostatni jerk odciążony, niepomalowany nawet Terror Janusz (tak Ojcze Dyrektorze, ten przeżywający dzięki swojej nazwie renesans ostatnio

). Jerk tonął w tempie ślimaka uciekającego przed pociągiem po torach. Czyli wolno. Wrzuciłem go na miejscówce, gdzie szczupaki zawsze były, odłożyłem kij, odpaliłem fajkę i zacząłem ściągać w żółwim tempie. Pyknięcie szczytówką, nie za agresywne, żeby nie zmienił zbytnio swojego położenia, kilka buszków z fajki i kolejne podszarpnięcie. Dla tych co są fit, może być odliczanie do iluś tam, to można wyliczyć po 2-3 rzutach, a jeśli znacie głębokość odcinka to odliczacie na kiju 05-1m linki kładziecie jerka w wodzie i liczycie w miarę równo, ile sekund zajmuje mu zanurkowanie na te pół metra czy metr. Lekka przynęta traci szybko impet po wpadnięciu do wody więc korekta jest minimalna. Po 2 szczupakach wiedziałem już, w którym miejscu stoją (BTW resztki zielska, już niewidoczne na powierzchni. Wtedy wyjechało z tego miejsca 5 ryb. Do czego zmierzam, jak te dwa lata temu testowałem antysnagi, to też szukałem w tym jednym rozwiązaniu remedium. Wrażenia są fajne, ale efekty mniej. Teraz jest idealny czas, żeby połączyć kilka rozwiązań, jak większy, lżejszy, hak w miejsce kotwic, linka opóźniająca opad, delikatne wolne prowadzenie (da się nawet w sezonie, pierwszy raz widziałem to na zlocie jerkbaita, gdzie @Dano siekał ostro po resztkach ziela, zachowanie jeziorowca niepojęte dla rzecznego szczura

), a jeśli szukasz rozwiązań to możesz jeszcze użyć synentycznego włosa z miotły, takiej do ogarniania terenu przed budynkami, i to powinno być ok. Chyba widziałem jakieś wideo dawno temu. Też jakieś sto tysięcy lat temu widziałem na włoskim forum woblera, który antyzaczepy miał porobione z fuorocarbonu poprzeplatanego przez tulejkę pod oczkiem kotwicy i nawet między sterem, a oczkiem zaczepu linki, próbowałem i ja. Skończyło się masą bluzgów.