Dzisiejsza pogoda lub ciśnienie sprzyjało na rybach. Kumpel dziś też wyskoczył na ryby nad wodę praktycznie bezrybną. Zazwyczaj wracało się o kiju a dziś okonie, sandaczyk i kilka szczupaczków. Coś musiało zachęcić ryby do żeru.
Warszawska i podwarszawska Wisła
#4461 OFFLINE
Napisano 17 czerwiec 2017 - 19:57
#4462 OFFLINE
Napisano 17 czerwiec 2017 - 21:27
Sumki czasem się trafiają, ale małe. Duże...o dziwo baaardzo rzadko, a do tego jakoś tak się złożyło że zawsze po chwili się spinały. Sandacze...ja coś robię źle, bo na ponad 100 sandaczy zeszłorocznych tylko 3 miały wymiar. Dziwne o tyle, że łowię w książkowych miejscach i na dość duże przynęty (woblery głównie 11-13cm, gumy kopyto 8.5cm+). W tym roku już 20 króciaków za mną i ani jednego normalnego. Ale jest światełko w tunelu, zgłosiłem się na korepetycje do właściwego człowieka i są wnioski...pozostaje poczekać i zobaczyć czy przełożą się na efekty
W zeszłym roku małem podobny wynik. Dwa lata temu było całkiem sporo dużego sandacza, gdzie się podział? Ten rok ... bez komentarza. Ciekaw jestem wyników korepetycji.
#4463 OFFLINE
Napisano 18 czerwiec 2017 - 12:48
Bez szału. Trafił się okoń, no okonek , i rapka 40-stka. Kleni nie było. Nawet tych około wymiarowych pstrykaczy.
Ciekawostka.Na odcinku opaskowo-płytowym, gdzie ludzie nie chodzą, spotkałem wędkarza.Spinningistę! :)Naprawdę rzadkie spotkanie...
#4464 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 08:01
Niestety tylko chwila rzucania.
Najpierw sandaczyk, na oko z 47-48cm, a zaraz po nim bolek z 10cm dłuższy.
#4465 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 11:00
U mnie lekki wpierdolino od bolka i wisełki w sobotę, a było to tak:
W piątek dotarła dostawa wobków, a właściwie uzupełnienie pudełka po ostatnich wypadach, na których Królowa była wyjątkowo mało łaskawa dla moich zbiorów. W związku z tym w sobotę pełny nadziei ruszyłem na 3h zwiadu na podwarszawski odcinek. Plan był taki aby odwiedzić najpierw burtę, która co roku parę rybek daje, a jak nic się nie będzie działo zjechać kilka km niżej i obłowić trochę bardziej kamieniste rewiry. Na burtach byłem o 9:30. Burty puste, zero oznak żerowania boleni i o tyle to dziwne że uklejki i kleniorki stały w darniach i w wyrwach z brzegu i beztrosko sobie oczkowały, ale absolutnie nic się nimi nie interesowało. Dość solidnie obłowiłem bardzo dobrze mi znaną burtę inna sprawa, to muszę przyznać, że z roku na roku jest jej co raz mniej...burta znika a piach z burty systematycznie zasypuje rynienkę która darzyła bolkami przez kilka ostatnich lat - no cóż znamy to wszyscy...taki urok Wisły w tym miejscu.
W związku z tym, że poza urwanym Spirycie absolutnie nic się nie wydarzyło - tak jak sobie wcześniej zaplanowałem po 11ej zjechałem niżej na drugą bardzo dobrze mi znaną miejscówkę. Woda płyciutka, ale kilka bardzo obiecujących przykosek i kantów dało się zaobserwować - można rzec bankówki...ale wiadomo jak jest...
Obłowiłem całość bardzo dokładnie, używając chyba wszystkiego co miałem w pudełku - znowu martwo, poza drobnicą oczkującą przy brzegu oraz ptasiorem interesującym się powierzchniowym chlapakiem...Po 12ej z żalem stwierdziłem, że niestety "nie dzisiaj" i udałem się z powrotem w kierunku auta, gdy przechodziłem obok ostatniej miejscówki na prostej do fury stwierdziłem, że jeszcze 10 rzutów w tym jednym miejscu - jest tak zachęcające, że nie może być puste. I nie było....2 rzut na skraj przykoski, brzegu i kępy trawy...plecionka zachaczyła o źdźbło trawy, ale udało się uratować ten rzut...dwa obroty korbką i beton...sekunda i beton rusza w kierunku brzegu, po 2 sekundach beton zmienia zdanie i rusza na otwartą wodę...po kolejnych 3 sekundach betonu już nie ma....chwilę stoję z kocią mordą, po czym szybko zwijam spiryta i naiwnie katuję ten sam tor prowadzenia przynęty jeszcze przez kilka minut. Nie ma się co oszukiwać, szansa że nabierze się drugi raz była nikła...nie nabrał się.
Zawsze największe są te niewyjęte i te których nie widzimy, ale ja wiem że był to duży boleń - nie będę demonizował wielkości i pisał o rybie z 8 z przodu bo nie mam o tym pojęcia. Po prostu wiem, że był duży i silny...czekałem na takie branie od 1ego maja i myślę że spokojnie była to ryba ponad 7 dych a to rozmiar bolka, który od dłuższego czasu bardzo skutecznie nie chce zagościć w moich łapkach. Ten sezon jest dziwny, w porównaniu do poprzednich lat jestem nad wodą bardzo rzadko ale jeśli przystawię do tego ilość ryb to średnia ryby na wyjście jest dużo wyższa niż w poprzednich latach, natomiast wielkościowo kaplica - miejsca te same, przynęty te same a czepiają się same fistaszki.
Dzisiaj robię wieczorną sesję gdzieś w okolicach północnego, a po kolegę z przykosy zajrzę być może jutro przed pracą.
Pozdrawiam i połamania!
- pieczywko, pioo, Pisarz.......ewski Piotr i 3 innych osób lubią to
#4466 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 11:44
Takie to życie spinningisty. Łatwo nie jest, ja z kolei wczoraj na drugim pontonowym wypadzie z rzędu zaliczyłem Barbarę na wędce i drugi raz poległem. Ale po kolei.
Żona z dzieciakami wybyła do rodzinki, to ja telefon do brata - bierzemy ponton i popływamy parę godzin. Przed 16 jesteśmy nad wodą i obławiamy śródrzeczne rafki w poszukiwaniu kleni. Mocny wiatr utrudnia łowienie małymi przynętami więc postanawiamy zmienić miejscówki na bardziej osłonięte od wiatru. Kilka ciekawych miejsc przynosi tylko jednego klenia, ja osobiście mam dwa pobicia, w tym jedno uderzenie dość konkretne, ale ryba się nie zapina. Generalnie jest słabo, teoretycznie super miejscówki z piękną wodą nie przynoszą ryb. Pod wieczór zmieniamy miejsce na dobrze nam znaną opaskę. Po około półgodzinie bezowocnego biczowania wody, na przelewie mam rybę: kilka sekund walki i wybierania żyłki i nad wodę pięknie wyskakuje całkiem konkretna brzana. Za chwilę drugi raz, wyskok jak delfin. Nie złowiłem zbyt wielu brzan w życiu, ale te które miałem, zawsze ostro waliły w dno, a ta sobie fruwa. Po paru sekundach trzeci wyskok i luz na żyłce. Parę przekleństw pod nosem, ryba się spięła.... Dziwna sprawa, może wypowiedzą się bardziej doświadczeni łowcy brzan, ale mam podejrzenia, że zaczepiłem tą brzanę za kapotę i dlatego zamiast iść do dna wyskakiwała co parę sekund ponad wodę.
- malcz lubi to
#4467 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 11:47
Takie to życie spinningisty. Łatwo nie jest, ja z kolei wczoraj na drugim pontonowym wypadzie z rzędu zaliczyłem Barbarę na wędce i drugi raz poległem. Ale po kolei.
Żona z dzieciakami wybyła do rodzinki, to ja telefon do brata - bierzemy ponton i popływamy parę godzin. Przed 16 jesteśmy nad wodą i obławiamy śródrzeczne rafki w poszukiwaniu kleni. Mocny wiatr utrudnia łowienie małymi przynętami więc postanawiamy zmienić miejscówki na bardziej osłonięte od wiatru. Kilka ciekawych miejsc przynosi tylko jednego klenia, ja osobiście mam dwa pobicia, w tym jedno uderzenie dość konkretne, ale ryba się nie zapina. Generalnie jest słabo, teoretycznie super miejscówki z piękną wodą nie przynoszą ryb. Pod wieczór zmieniamy miejsce na dobrze nam znaną opaskę. Po około półgodzinie bezowocnego biczowania wody, na przelewie mam rybę: kilka sekund walki i wybierania żyłki i nad wodę pięknie wyskakuje całkiem konkretna brzana. Za chwilę drugi raz, wyskok jak delfin. Nie złowiłem zbyt wielu brzan w życiu, ale te które miałem, zawsze ostro waliły w dno, a ta sobie fruwa. Po paru sekundach trzeci wyskok i luz na żyłce. Parę przekleństw pod nosem, ryba się spięła.... Dziwna sprawa, może wypowiedzą się bardziej doświadczeni łowcy brzan, ale mam podejrzenia, że zaczepiłem tą brzanę za kapotę i dlatego zamiast iść do dna wyskakiwała co parę sekund ponad wodę.
Też wielu brzan nie złowiłem w życiu, a największa którą trafiłem była właśnie najechana i zachowywała się właśnie w ten sposób - niemniej myślę, że jest przynajmniej kilka osób śledzących ten wątek którzy ocenią to zdarzenie zdecydowanie bardziej merytorycznie.
#4468 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 13:27
Generalnie nienaturalna walka oznacza nienaturalne zaczepienie.
Albo była podhaczona, albo zaczepiona z boku pyska.
Przeważnie się nie spinają w czasie skoków (nawet po holu ciężko odhaczyć). Już szybciej prostują w tym momencie zbyt słabe kotwice. Moja pierwsza 75+ wyprostowała mi kiedyś podczas wyskoku obie.
Użytkownik korol edytował ten post 19 czerwiec 2017 - 13:28
#4469 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 13:47
Kotwiczki są całe, z resztą rybie do 75 trochę brakowało
Zakładam, że była delikatnie podpięta i przy trzecim skoku poszła... Trudno, najważniejsze że emocje jakieś były. Nie ma nic gorszego jak wrócić do domu bez żadnych wędkarskich przeżyć
#4470 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 13:49
Brzana wyskakiwała nad wodę bo pewnie za pzrelewem było płytko i zapięta była za grzbiet.
#4471 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 15:44
#4472 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 18:16
Wiadomo, "prawie", ale jednak. Pewnie 90+ było.
Użytkownik korol edytował ten post 19 czerwiec 2017 - 18:17
- piotrekp lubi to
#4473 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 18:59
A tak przy okazji. Rozmawiałem dziś ze spininngista 50+ szukającym boleni. Narzekał na obecny sezon i wspominał, że w zeszłym roku miał prawie metrowego.
Wiadomo, "prawie", ale jednak. Pewnie 90+ było.
No i jak to z opowieściami napotkanych przypadkowych wędkarzy bywa, wypada przemnożyć przez "współczynnik"
- _Junak_ lubi to
#4474 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 19:07
#4475 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 19:22
Krótki wypadzik po robocie na klenie , klonek może 25cm i dwa bolaski w przyłowie jakieś 50 i 55-57 cm
- Pisarz.......ewski Piotr i korol lubią to
#4476 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 22:03
Krótki wypadzik po robocie na klenie , klonek może 25cm i dwa bolaski w przyłowie jakieś 50 i 55-57 cm
Jacek , a ja przed robotą na 2h wyskoczyłem i też chodziłem za kleniem . Ale zaczął mnie drażnić jeden Bolesław , to mu podrzuciłem "Kiziora" od Daniela @Qcyk i zliczyłem +55 . Potem jeszcze jeden chciał mi zjeść woblera , ale miał popsuty celownik.
Użytkownik pisarz edytował ten post 19 czerwiec 2017 - 22:17
- jacekp29 lubi to
#4477 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 22:44
Później słońce zaczęło zachodzić, ryby się spławiały dookoła, ale nic nie brało. Już nie pierwszy raz tak mam, że jak wieczorem ryby zbierają ostro z powierzchni to na spinning nic mi nie bierze (ani na klasyki ani na smużaki) Czy też tak macie? Mimo wszystko uparcie biczowałem do nastania ciemności.
- Night_Walker i Pisarz.......ewski Piotr lubią to
#4478 OFFLINE
Napisano 19 czerwiec 2017 - 23:54
No od paru dni nocą kleniojazie coś mnie ignorują, natomiast w dzień bez szału ale biorą. Zwłaszcza większe okonie jakoś zadziwiająco często się przyławiają.
#4479 OFFLINE
Napisano 20 czerwiec 2017 - 07:14
To ostatnio norma. W zeszłym roku chodząc za kleniami pobiłem chyba swój ilościowy rekord ładnych okoni złowionych w jednym sezonie. Ładne dla mnie na wiślane warunki to takie 25+, było ich naprawdę sporo, na małe wobki biorą dość chętnie. W tym roku też kilka się zaczepiło. Tylko ładnych kleni jakoś póki co brak na rozkładzie...
#4480 OFFLINE
Napisano 20 czerwiec 2017 - 08:48
Użytkownicy przeglądający ten temat: 5
0 użytkowników, 5 gości, 0 anonimowych