No i wróciłem.
Efekty... raczej marne. W piątek i sobotę bez kontaktu z rybą, dzisiaj złapaliśmy 6 niedużych szczupaków (największy 68cm).
Przez pierwsze dwa dni postawiliśmy głównie na głęboki trolling za szczupakiem i okoniem, przy użyciu głęboko nurkujących woblerów jak również woblerów i gum na systemiku z dopalaczem + obławianie ciekawszych miejsc z rzutów. Efekt - zero brań. Na sondzie nie mogliśmy znaleźć ryb, a nawet jak nam się to udawało to nie mogliśmy skusić ich do brania. Ojciec wysiadł na pół godziny na brzeg i dla relaksu poszedł na grzyby

. Trzeciego dnia postanowiliśmy uparcie czesać płytszą wodę. Udało nam się złowić kilka szczupłych.
Generalnie warunki były trudne. Rano było tak zimno, że przelotki obmarzały lodem. Mój multiplikator, który przez noc leżał w samochodzie, zamarzł. Przez dłuższą chwilę musiałem go rozmrażać żeby dawało się nim kręcić. W ciągu dnia było trochę lepiej.